Ja co prawda tego komiksu w planach nie mam (i w ogóle od Muchy to pojedyncze sztuki biorę), ale się wypowiem, a co:)
Błąd nie pierwszy i nie ostatni w historii polskiego komiksu i Muchy. "Pech chciał", że babol wypadł w drogim komiksie. Pytanie główne, to dlaczego tak się dzieje? Nie chodzi mi o jeden czy drugi konkretny przypadek, tylko o całe zjawisko, które pojawia się co jakiś czas u różnych wydawnictw? Podejrzewam, że przy rozrastającym się rynku, gonitwie za kolejnymi tytułami, słupkami sprzedaży wydawnictwa nie przykładają odpowiedniej uwagi do jakości swoich produktów. Słowem, próbują unikać zbędnych (w ich odczuciu) kosztów. I dlatego czasem tłumacz nie będzie z pierwszej ligi, tylko tańszy albo akurat dostępny, zabraknie (odpowiedniej) korekty, albo wybierze się tańszą drukarnię, słaby papier itd. To samo dotyczy przypadków, gdy komiksy są robione w pośpiechu, albo gdy ludzie mają za dużo pracy, bo firma oszczędza na kosztach osobowych. Jeśli firma stale działa w za małym składzie i wszystko jest robione na ostatnią chwilę, to świadczy to bardzo źle o zarządzających taką firmą. Ja sam, gdy znam dedlajn, to zarządzę swoją pracą tak, że zrobię swoje z wyprzedzeniem. Jeśli szef mi coś mówi, że coś jest pilne, to od razu dostaje ode mnie kontrę z pytaniem, kiedy się o tym dowiedział i dlaczego od 2 tygodni nic z tym nie zrobił? I zaraz dodam, że zajmę się tym, z kosztem dla swojej podstawowej pracy i z jakością tej obecnej wrzutki, bo robię coś albo dobrze, albo szybko. Nigdy tanio.
Oczywiście, inaczej jest w małych firmach, inaczej w większych. Ale tu raczej mówimy o większym wydawnictwie.
Błąd jest wliczony w każdą działalność - powtarzanie błędów z tych samych przyczyn to amatorka.
Wiem też z doświadczenia, że jeśli czymś zajmuje się kilka osób, to wcale nie daje pewności, że będzie to dobrze zrobione. Kiedyś widziałem fakturę z 4-5 podpisami, pieczątkami itd. I się okazało, że nikt nie sprawdził, czy kwota na fakturze jest prawidłowa. Lepiej jest jednak dokładnie określić, kto co kiedy ma zrobić, niż zostawiać to grupie pracowników, z których ktoś jeszcze jest trudnodostępny.
Natomiast o wiele gorsza wg mnie jest reakcja na całą sytuację. Spóźnione przeprosiny wyglądają na nieszczere, wymuszone i ogólnie bez większego znaczenia. Wpadki, trudne momenty to również szansa dla firmy - żeby się czegoś nauczyć, ale też błysnąć na rynku niestandardowym posunięciem PR-owym. Pisanie o tym, że błąd był niezamierzony to już w ogóle kuriozum. Nikt o zdrowych zmysłach nawet by tak nie pomyślał. Na świecie jest mnóstwo frustratów, w necie być może więcej. Tym bardziej taka sytuacja wymaga przemyślanej i szybkiej reakcji. Kolejny minus dla wydawnictwa.
Mnie to nawet bardziej razi, niż jakiś babol. Bo babol jest niezamierzony, ale potraktowanie klienta per noga już jest zrobione z premedytacją. I oczywiście można tłumaczyć, że wcale tak nie jest, że przecież łaskawie napisaliśmy 3 zdania po 4 dniach bez dostępu do technologii telepatycznej. Czyny są jednak ważniejsze niż słowa. Tutaj wrzucam do kupy i oficjalne oświadczenia firmy, jak i wypowiedzi na forum jej przedstawiciela. Bo jakkolwiek można twierdzić, że jest się tutaj prywatnie, to jednak poważne firmy uczulają swoich pracowników nt. funkcjonowania w sieci i pewne zasady wprowadzają. Wrzucane są zapowiedzi (info raczej nie zdobyte prywatnie i opublikowane za wiedzą firmy), słów krytyki pod kątem komiksów też raczej nie można tak sobie napisać. Nawet przeprosiny tutaj na forum wydają się (oczywiście mogę się mylić i nawet bym chciał) uzgodnione z firmą. Nie wystarczyło, więc korpo musiało się wysilić i samemu zareagować.
Na koniec jeszcze odniosę się do jeleni - tak się czasami czuję, gdy kupuję komiks o grubości 50 stron i kilkunastu literówkach, albo kupuję drogi komiks, który ma źle dopasowany grzbiet. Gdybym dostał komiks, w którym ileś zeszytów jest w podłej jakości to bym się poczuł gorzej niż jeleń.