Ta recenzja z Rękopisu znalezionego w Arkham jest faktycznie słaba. Autorowi komiks się nie spodobał (co rozumiem), ale akurat rysunki, prowadzenie narracji etc. są u Walden naprawdę wzorcowe. Natomiast, jeśli ktoś szuka sf to od "Załogi Promienia" powinien trzymać się z daleka. To jest dość specyficzna obyczajówka. Zgodnie z zasadą Lema, jeśli daje się usunąć z dzieła element fantastyczny bez szkody dla całości, to nie jest to sf. Z tego komiksu fantastykę można byłoby usunąć i historia by została. Historia, która moim zdaniem jest skrojona pod dwie grupy. Po pierwsze, jest to komiks dla nastolatek (nastoletnich alternatywek?). Po drugie, dla tych, którzy lubią obyczajówki będące akurat "modne". Odnośnie pierwszej grupy, to sam szanowny redaktor wskazał ten trop:
W poniedziałek dałem go do przeczytania najstarszej córce - 13 lat - zobaczyła jaki jest gruby i powiedziała "tato, nie wiem czy dam radę w tym tygodniu go przeczytać, ale dzięki". Wieczorem do mnie wróciła, że już przeczytała bo nie mogła się oderwać i czy może koleżankom pożyczyć.
Ale to też nie jest reguła. Po tym wpisie, postanowiłem zrobić eksperyment i sprawdziłem na swojej 14-letniej córce (czyta przede wszystkim mangi, ale jest też jakoś tam obczytana w komiksach - bardzo lubi np. "Zrozumieć komiks", "Łaumę", "Kościsko", "Życie i czasy Sknerusa McKwacza"...). No i zasadniczo jej nie podeszło (chodzi o wersję anglojęzyczną, która wisi online). W sensie, że nie skończyła i powiedziała, że to nudne.
Natomiast odnośnie dukaizmów, to po obejrzeniu tych kilku kadrów wygląda na to, że tłumacz zrobił temu komiksowi krzywdę (krzywdu?). U Dukaja miało to sens, bo użycie takich dziwnych form odnosiło się do bytów postludzkich. W związku z tym chodziło o podkreślenie ich obcości, dziwności, tego, że nie przynależą już do gatunku ludzkiego w żadnym stopniu. I w "Perfekcyjnej niedoskonałości" świetnie to zagrało. Ten język miał właśnie stygmatyzować i pokazać barierę między ludźmi a bytami, które powstały w wyniku radykalnej ewolucji człowieka. Natomiast w tym przypadku, z obyczajowego komiksu dla nastolatek chyba zrobił się komiks o postludzkich dziwadłach. Piszę "chyba", ponieważ komiks czytałem po angielsku i z polskiego tłumaczenia widziałem tylko te kadry. Niemniej, komiks jest napisany bardzo naturalną angielszczyzną. Tam nie ma nic dziwnego. Tak jak zostało już wcześniej powiedziane, to powinno być przetłumaczone jak najbardziej neutralnie, przez "wy". Ale zdaje się, że ten akurat tłumacz tak nie potrafi. To jest chyba typ człowieka, który za wszelką cenę chce dodać coś od siebie, podkręcić, strollować... I to widać w innych jego pracach. Przeczytałem w ubiegłym roku po raz pierwszy "Czary Zjary". Komiks jak komiks, w sumie bardzo smutna opowieść, która mi nie podeszła. Później przypadkiem rzuciłem okiem na kilka historyjek w wersji anglojęzycznej. I moim zdaniem tłumacz istotnie odcisnął na tym komiksie swoje piętno, podkręcając różne rzeczy względem oryginału.
Żeby nie było - uwielbiam np. tłumaczenia klasyki literackiej zrobione przez Stanisława Barańczaka, który też dawał w tych tłumaczeniach dużo od siebie. Ale robił to w bardzo zróżnicowany i elegancki sposób. A Szpak to nie Barańczak; raczej wygląda mi na gościa, który w dzieciństwie dorysowywał ludziom na okładkach czasopism wąsy, brody, oklulary, zamazywał na czarno zęby... I trochę tak wyglądają te jego tłumaczenia. Zapewne dla niektórych w tym tkwi jego urok. Co kto lubi.