Kupuję polskie wydania ze względu na ich dostępność. To jest główny argument, bo jak jestem gdzieś typu jarmark czy inny kraj to przeglądam lokalne sklepy itp. i jak cena mi pasuje to sięgam po anglojęzyczne wydania, tyle że największa dostępność (i przez ostatnie kilka lat cena) jest lepsza polskich wydań.
Drugim argumentem, który uważałem za najistotniejszy, ale patrząc ogółem to plasującym się za dostępnością, jest to, że polscy wydawcy przeprowadzają 'za mnie' wstępną selekcję tytułów, po które względnie warto sięgnąć (wiadomo - masa wyjątków, ale ogółem...). Nie przeznaczam czasu na przeczesywanie nieograniczonej biblioteki wydań oryginalnych, szukania opinii, rankingów czy innych źródeł, po prostu wybieram co mnie może interesować z tego co już ktoś wybrał jako 'warte' obecności na naszym rynku

english mam obcykany, obczajam co nieco irlandzki slang i potrafie rozroznic akcenty, to nigdy nie poznam wszystkich slowek, idiomow, skrotow, zwlaszcza tych mniej popularnych itd. To jest po prostu niemozliwe. Powiedzmy, ze rozumiem jakies 95 procent i tylko czasem zagladam do slownika, na ogol jednak nie jest to potrzebne.
Chciałbym rodzimy język znać w takim stopniu, jaki wskazujesz wobec języka obcego

Nie uważam że słabo posługuję się językiem polskim, ale bez korekty, edytora itp. książki bym w żaden sposób nie napisał (hipotetyczna sytuacja). Także jeśli mnie brakuje sporo do umownych 100%, to nie chcę myśleć jak wiele brakuje dużej części społeczeństwa, która ma problem z wypowiadaniem się ogółem (także z samym rozumieniem)

Także spokojnie, nie poznasz "wszystkich slowek, idiomow, skrotow" rodzimego języka, ale znając jakąś ich część z czytaniem komiksów z mojej perspektywy nie ma problemu (prawda, po Moore'a w oryginale nie sięgałem

).
Co do tłumaczeń to czasem jest koślawo, najgorzej kiedy widać z kontekstu, że tłumacz przetłumaczył coś, co w oryginale ma inny sens (czołowy przykład 100 Naboi, tylko nie mogę sobie przypomnieć co to za słowo było, slang przetłumaczony dosłownie). Ale w żaden sposób nie jest źle, źle było na początku TM-Semic (ale tam tłumaczyli ze szwedzkiego z tego co kojarzę), też wcześniej w Komiks Fantastyka i pewnie w innych publikacjach były nienaturalne zwroty, ale teraz poza wybiórczymi błędami jest ok, sięgam po różne tytuły i najgorzej jest z książkami 'budżetowymi', dołączanymi do gazet czy tanimi 'opracowaniami' różnych mediów (np. książki o filmach itp.), wiem z kontekstu co autor oryginału napisał, mimo że po polsku są 'krzaki' bo tłumacz nie był zaznajomiony z tematyką tytułu jaki tłumaczył...
Są i minusy kupowania w oryginale. Trudniej sprzedać.
Chciałem się pozbyć oryginalnych zeszytów, które mam już przedrukowane w polskich wydaniach - wyceniałem na ebayu, w pol-bayu wystawiałem połowę taniej i zero zainteresowania.
Tyle że niekoniecznie trudniej sprzedać, powiedziałbym że łatwiej, bo rynkiem jest cały świat, ale dla nas (ja, @perek82,...) jest trudniej, bo, mówiąc za siebie, nie chcę narażać się na zagraniczne warunki obsługi zakupów itp., w Polsce akurat jest w miarę porządek w zakupach/sprzedaży online, na zachodzie wiele rzeczy nie jest uregulowane, a dodatkowe ryzyko to koszty wysyłki (w przypadku problemów z transakcją itp.). Także nam trudniej, bo pewnie sporo komiksów schodzi tak jak ww. historia Punisherów - mając praktycznie pewność zysku w przebitce trzykrotnej, a jedyny koszt to czas przygotowania przesyłki to ciężko żeby osoba znająca ebaye itp. tego nie wykorzystywała, czyli część ofert kupują 'handlarze', część wisi miesiącami, a przypuszczam że nie największą część kupują komiksiarze dla siebie.
Powyższe jeszcze z tym mogę połączyć:
Europie nikogo nie obchodzi oryginalna ścieżka dialogowa (takie wypowiedzi czytałem)
Bo jw. relatywnie mało jest u nas klientów na wydania oryginalne, świetnym przykładem filmy, gdzie zbycie wydań fizycznych (np. DVD) bez polskiego lektora graniczy z niemożliwością (a jak do tego nie ma polskich napisów to ten film, który normalnie jest pożądany, w wydaniu 'niepolskim' jest nic niewarty).