Forum KOMIKSpec.pl
Komiksy => Dział ogólny => Wątek zaczęty przez: komiks w So, 25 Luty 2023, 22:28:27
-
Dlaczego kupujecie polskie wydania amerykańskich i brytyjskich komiksów? Jeśli język angielski, nie jest dla was barierą?
Oczywiście pytanie głównie do osób, które znają język angielski, a mimo to kupują polskie wydania. Szczególnie interesuje mnie, lobbowanie u jakiegoś polskiego wydawcy, o konkretne tytuły lub serie, kiedy bez problemu można je dostać w języku oryginalnym. Nie mam oczywiście żadnych o to pretensji, po prostu ciekawi mnie, z czego to wynika? Komiksy w języku angielskim mają oryginalne liternictwo, w ten sposób unikamy też przekłamań w tłumaczeniu, można to potraktować jako niewątpliwe zalety. Zapraszam do dyskusji.
-
Dla mnie nigdy nie było argumentem przekłamania w tłumaczeniu - moja znajomość angielskiego nie jest perfekcyjna, więc czytając komiks po angielsku - mój mózg sam sobie przekłamuje nieznane mu wyrazy czy idiomy. Więc nie widzę problemu w tym, że czytam tłumaczenie kogoś, kto lepiej ode mnie zna język.
A kupowanie polskich wydań jest wygodniejsze. Większy zasób sklepów, liczniejsze promocje, większa giętkość w sposobie zapłaty, pakowania, reklamacji. No i pożyczam komiksy znajomym z mniejszą znajomością angielskiego.
-
@Zwirek Dopóki komiksy w pl były tańsze (a przy aktualnej sytuacji praktycznie się zrównały z cenami wydań zagranicznych z azylu) kupowałem polskie wydania żeby trochę zaoszczędzić, przyznam się też bez bicia że w przypadku alana moore jego język odrobinę mnie przerósł i z premedytacją większość komiksów od tego autora mam po polsku. Wyłączając te dwa czynniki preferuje wydania oryginalne, nawet z dobrym tłumaczem strata treści, ukrytych gier słownych, idiomów i akcentów jest dla mnie za duża żeby preferować wydania po polsku. Jednocześnie zauważam że komiksy po angielsku wymagają ode mnie więcej wysiłku, mimo że moją znajomość angielskiego uznaje za bardzo dobrą, czytanie w oryginale idzie mi wolniej i jestem bardziej zmęczony po lekturze. Nie przeszkadza mi to specjalnie bo czuje że jednocześnie stale rozwijam moje rozumienie drugiego języka, ale rozumiem czemu ludzie mogą preferować czytanie po polsku nie mając problemu z czytaniem w oryginale.
-
Tak jak sad_drone, bo były tańsze, jeszcze te trejdy Marvel/Dc opłaca się kupować chociaż, taki Flash to już to samo, tylko Egmont ma lepszą jakość.
Ja jeszcze kupuje po amerykańsku takie wydania jakich u nas pewnie nigdy nie będzie, jak Absoluty DC mają np. nowe kolory jak Swam Thing Moore'a czy taki Batman Year One, tam są dwie książki jedna tak jak to wydane było w oryginale (inny papier, kolory)i jedna tak jak teraz wydają.
No i takie jak Library Edition z Dark Horse'a czy podbone wielkościowo z Image.
I tak na marginesie, to takie Azylowesrum to chyba ma najtańsze te komiksy w Europie.
-
Zwirek, po pierwsze, komiks to nie jest coś jednorodnego, jak treść książki, którą możesz pochłonąć niezależnie od sposobu wydania (pewnie, tu też czasem ma to znaczenie, ale wydaje mi się że wyraźnie mniejsze). Tutaj forma wydania ma zawsze jakieś znaczenie dla kolekcjonera/czytelnika (czy w zeszytach, w jakim wydaniu zbiorczym, czy w oryginale czy po polsku, czy w mniejszym zbiorze czy w jakimś opasłym omnibusie, czy z dodatkowym opracowaniem graficznym przy mowym wydaniu itd., itp.). W praktyce często jeden komiks chętnie się zakupi w jakimś wydaniu oryginalnym (z JAKIEGOŚ konkretnego powodu) a inny po polsku. Ja tak mam, ale są tacy zbieracze, którzy kupią tylko polskie wydanie, a są tacy co tylko oryginał.
Po drugie, błędnym byłoby założenie że w każdym oryginalnym komiksie mamy do czynienia z takim samym językiem, że z każdym "poradzimy" sobie tak samo. Są oczywiście osoby tak biegłe w jego znajomości, że "okiełznają" każdy tekst, i tacy pewnie mogą zarabiać na chleb jako zawodowi tłumacze.
Po trzecie, sam wpadam czasem w ciekawą pułapkę: "biorę byka za rogi" i czytam komiks/oglądam film (bez bnapisów) i ubolewam na tym że nie wszystko zrozumiałem, kładąc to na karby niedostatecznej znajomości języka (a to mi jakiś trudniejszy idiom umknął, a to specjalistyczna terminologia, a to jakiś nieznany mi synonim popularnego słowa) i z radością sięgam po polski przekład, tylko po to aby się przekonać...że dziełko wcale nie staje się bardziej zrozumiałe, czy sensowne po prostu, a mój angielski mnie nie zawiódł, po prostu utwór jest jaki jest, może nie za dobry, może niezbyt zrozumiały sam w sobie (czy ja go w jakiś specyficzny sposób postrzegam) :-)
Po czwarte - już odnosząc się do TWOICH własnych doświadczeń czytelniczych - nie wiem czy chciałbyś pierwszy raz obcować z "Ród X/Potęgi X" w oryginale :-) Serio, ja to znam tylko z ładnego wydania OHC po angielsku i "przemęczyłem" (choć może to nietrafne sformułowanie, bo miałem masę frajdy* z lektury) to w pewną piękną, wiosenną niedzielę, jakieś niecałe dwa lata temu, a polskiego przekładu nie miałem przyjemności poznać do dnia dzisiejszego. To dobrze że dla wygody części czytelników "pogimnastykował" się tłumacz. Komiks jest dla mnie jak najbardziej zrozumiały, ale mam pewne wątpliwości czy do lepszej jego recepcji przydałby się lepszy poziom znajomości języka oryginału czy też "to po prostu takie jest" - wszak mamy do czynienia z opowieścią SF-super-hero z masą bohaterów, linii czasowych, dość ciekawym konceptem mocy głównego bohatera komiksu, z budową praktycznie nowej, jakże specyficznej cywilizacji, która w dodatku wciąż tworzy nową siatkę pojęciową i nowy język (czy języki), tylko częściowo przekładalny na języki ludzkie.
Pewnie każdy ma jakiś swój punkt widzenia na sprawę, ja przedstawiłem ci pokrótce swój, w zasadzie na przykładzie komiksu który niedawno czytałeś (o ile cię z kimś nie pomyliłem ,jak tak to sorki). Nad kwestią różnic w cenie prawie się nigdy nie zastanawiam, nawet teraz nie wiem co wychodzi taniej, po polsku czy po angielsku, bo właśnie o tym mało myślę, poza tym czasem jeden komiks jest dostępny w naprawdę wielu wariantach.
[*Jak to często bywa rok wcześniej zapoznałem się z recenzją/streszczeniem początkowych rozdziałów komiksu, więc gdybym wtedy nie "pękł" i nie skusił się na przeczytanie tego tekstu, to pewnie miałbym później z lektury całego komiksu znacznie większą radochę ;-)]
-
Osobiście nie czytam w języku angielskim, nie czuję aby znał język wystarczająco. Ale zastanawiałem się, czy nie spróbować, bo a) są ciekawe wydania (szczególnie interesują mnie omnibusy), które nie ukazały się w naszym języku i b) mógłby to być dobry sposób, na naukę języka. Jednak czytając wasze wypowiedzi dochodzę do wniosku, że bariera językowa jednak istnieje, nawet dla osób, które dobrze czują się z tym językiem.
Druga sprawa, wydaje mi się, że polskie wydania potrafią być całkiem niezłe jakościowo. Bardzo dużo komiksów, wychodzi u nas w twardych okładkach, sporo mamy powiększonych formatów, wydania kolekcjonerskie też są według mnie, na światowym poziomie.
-
@Kandor co do hox/pox, mogę mówić tylko za siebie ale w oryginale czytało mi się tę serię bardzo dobrze, hickman faktycznie wrzuca sporo nazw własnych i jego fabuły są zawiłe ale na tle popisów erudycyjnych moora czy morrisona to pisze on bardzo zrozumiale i przystępnie :P.
@Zwirek Bariera językowa istnieje, ale komiksy są świetną opcją na jej przełamanie ;). Większość komiksów z mainstreamu jest jednak pisana stosunkowo przystępnym językiem, i tekst to głównie dialogi które są znacznie łatwiejsze w zrozumieniu niż pozostałe elementy prozy jakie można znaleźć w książkach. Ja się głównie angielskiego nauczyłem z gier, komiksów i seriali (napisy po angielsku kiedy poczułem się w miarę pewnie) i taką formę oswajania się z językiem bardzo polecam :). A omnibusy to nałóg zabójczy, pierwszy kupiłem jakieś 3-4 lata temu i od tego czasu uzbierała mi się ich liczba 3 cyfrowa na półce :P.
-
Zwirek, a co się tam będziesz babrać z komiksami po angielsku, to w końcu takie pospolite. Mówię ci, wejdź na zupełnie nowy poziom i zacznij od czytania mang w oryginale, po japońsku. Zacznij od...powiedzmy...o, od mang z serii "Gon". Tylko musisz skołować te mangi, ale potem to już będziesz mógł przyszpanować ;-)EDIT: Właśnie znalazłem na polskim Amazonie box z trzema mangami w miękkiej oprawie za 140 zł (o, pojedyncze tomu bez boxu, jeszcze taniej), muszę sobie to kiedyś zamówić i sam spróbuję pokonać barierę językową tylko tym razem to chyba będzie...włoska b. językowa. No, trudno, co to dla mnie, dam radę, albo zginę próbując!
-
Był czas, gdy większość komiksów kupowałem po angielsku. W ten sposób kupiłem:
Moore'a - from hell, watchmen, miracleman, v for vendetta, swamp thing
Vertigo - dmz, 100 bullets, preacher, y last man, doom patrol
Super Hero - daredevile bendisa brubakera, epici spidera, run jms w spiderze, punisher Max, astonishing i new X-Men, kolejne swamp thingi, klasyki Batmana jak dkr, long halloween, year one, Arkham Morrisona, klasyki Supermana all star, for all seasons, whatever happened plus kilka innych jak Marvels, kingdom come, weapon x, Born again, Man without fear czy iron Man extremis.
Wtedy tych komiksów nie było po polsku.
Jak pojawiły się ładne polskie wydania (zbiorcze, twarde okładki) to wymieniłem kilka dla mnie najważniejszych - Moore'a i dkr. Oryginały sprzedałem. Jakoś podskórnie czułem, że skoro są dostępne, to grzechem byłoby ich nie kupić, no i że zasługują na takie wydania (bo oryginalne kupowałem tylko tpb - mniej miejsca i mniej kasy).
Językowo sobie radzę, i tak na codzień czytam chyba więcej po angielsku. To nie była główna motywacja. Chyba tylko from hell i swamp thing mnie wymęczyły, plus może 100 bullets momentami.
Myślałem też, że może kogoś takimi perełkami zachęcę do komiksów. Do tej pory się nie udało, chociaż koleżanka z pracy wciągnęła sandmana i teraz pożyczam jej frankofony. Jej mąż też zaczął czytać😀
Właściwie jedynego komiksu, którego sobie odmówiłem po angielsku był właśnie Sandman. Ale tu Egmont już zaczął wydawać na twardo, więc była szansa , że dociagnie do końca.
Resztę może i bym wymienił, gdyby odbyło się to bez kosztów i gdybym nie był stratny w miejscu na półkach. Niemożliwe do zrobienia. Taki Preacher to zajmuje połowę mniej miejsca po angielsku.
Teraz już nie kupuję po angielsku. Wcześnie czy później wszystko się ukazuje u nas. Wyjątek robię dla epiców spidera. Bo na miękko, bo tak mam poprzednie, bo fajnie się czyta w oryginale, bo fajny papier. Cenowo wychodzi podobnie.
Inny wyjątek zrobiłem dla monsters. Komiks był 30 proc tańszy.
Są i minusy kupowania w oryginale. Trudniej sprzedać. Oczywiście wszystko jest kwestią ceny 🤠
Edit: jeszcze Sagę wziąłem stosunkowo niedawno w formie compendium. Na promocji koło 100 zł była. Ale sprzedałem po lekturze. Niezłe ale zaczynało już nużyć a to chyba tylko połowa była z zaplanowanej historii.
-
Kiedyś kupowałem sporo w lengłydżu, ale w ostatnich latach, z uwagi na ogromną ilość dobra po polsku, praktycznie zrezygnowałem z oryginalnych wydań.
Kupowanie polskich edycji komiksów to dla mnie przede wszystkim wygoda, zarówno w kwestii zakupu oraz jednak czytania (na From Hell Moore’a w oryginale poległem na całej linii).
Do wyjątków należą pozycje na przeczytaniu których bardzo mi zależy, a na których wydanie nie widzę w najbliższych latach w Polsce szans (np. omnibusy GL Jonesa, albo Xenozoic :o)
-
Są i minusy kupowania w oryginale. Trudniej sprzedać. Oczywiście wszystko jest kwestią ceny
Zależy jakie wydania jak na miękko normlane trejdy to faktycznie, ale takie rzeczy jak omnibusy czy nawet takie jak Marvelowy epic to najtaniej sprzedasz za tyle za ile kupiłeś a jak będą oop to jeszcze zarobisz na jakieś ebayach.
sad_drone to ty jakieś czas temu sprzedawałeś epiki Punishera ? To koleś to później ze 3x drożej sprzedał na ebayu.
-
ja raczej nie kupuje wydań anglojęzycznych komiksów po polsku - główny powód to tłumaczenie. została mi trauma po pierwszych wydaniach sin city i dkr. czytałem po polsku i momentami nie rozumiałem o co chodzi. do tego forma wydania - hc, fatalne czcionki na okładkach i szara czerń.
od niedawna jednak zrobiłem wyjątek dla komiksów nsc. są wydane tak samo jak image, tłumaczenia ok i często są dużo tańsze.
-
Tam był taki tłumacz Krzysztof Uliszewski, to ciężko to się czytało.
-
W większości kupuję oryginalne wydania (niuanse językowe i brak drętwego tłumaczenia), ale od czasu do czasu robię wyjątki i kupuję po polsku kiedy wydanie zbiorcze na pierwotnym rynku jest wyprzedane, a jest marna szansa na dodruk. Od wielkiego dzwonu pojawi się komiks, który po prostu źle mi się czyta w oryginale, ale historia mnie interesuje, więc kupię po polsku. Np. „East of West” jest takim komiksem.
-
Tam był taki tłumacz Krzysztof Uliszewski, to ciężko to się czytało.
Że był to jedno, ale jakie tytuły dostawał - 100 naboi, Y, Baśnie, Skalp, Wonder Woman Azzarello, JLA Morrisona, Transmet... 100 naboi to dla mnie największa strata, w orginale jest sporo slangu i niełatwo się czyta, a taki Szpak oddałby to idealnie.
-
Fajny temat, z przyjemnoscia napisze jak to jest z mojej strony czyli osoby, ktora od 16 lat mieszka w kraju anglojezycznym. Moja kolekcja to w wiekoszosci komiksy oryginalne (choc od jakiegos czasu biore takze sporo rodzimych wydan), bo zyjac w Irlandii, do czytania po angielsku jestem nieco zmuszony. Po tylu latach nie sprawia mi to jednak wiekszych problemow. Problemow? Ktos moglby zapytac. Tak, bo to nie jest moj pierwszy jezyk i nigdy nim nie bedzie. Chociaz (mowiac nieskromnie) english mam obcykany, obczajam co nieco irlandzki slang i potrafie rozroznic akcenty, to nigdy nie poznam wszystkich slowek, idiomow, skrotow, zwlaszcza tych mniej popularnych itd. To jest po prostu niemozliwe. Powiedzmy, ze rozumiem jakies 95 procent i tylko czasem zagladam do slownika, na ogol jednak nie jest to potrzebne. Oczywiscie komiks komiksowi nierowny, dlatego tez tytuly pewnych autorow wole po polsku, bo lubie plynna lekture. Tacy autorzy jak Gaiman, Moore i czy DeMatteis w Monshadow potrafia dac w kosc. Komiksy po polsku zawsze bedzie mi sie czytac latwiej i co tu ukrywac - przyjemniej. A co kupuje po polsku? Przede wszystkim frankofony i rzeczy po angielsku dotad nie wydanie. Amerykanskie oczywiscie tez od czasu to czasu wpadna do koszyka. Czasem dlatego, ze polskie wydania sa ladniejsze (np. Sin City, Hellblazer), czasem - po prostu chce je w takim wlasnie wydaniu posiadam. To czego nie lubie, to umilowanie naszych wydawcow do drogich, eksluzywnych wydan dla srednich tytulow czy typowo mejnstrimowych. W takim wypadku zawsze wezme wydanie angielskojezyczne, bo wychodza taniej, a jesli nie - to przynajmniej zajmuja mniej miejsca na polkach. Jak juz wpomnialem - jakies 2/3 mojej kolekcji to oryginaly i nie mam z tym problemu, nie czuje tez potrzeby wymiany. Te 95% caly czas rosnie, jak rowniez i plynnosc lektury w jezyku Szekspira.
-
Jeśli mam możliwość sięgam po wydanie oryginalne, tzn. po angielsku i hiszpańsku, frankofony czytam po polsku. Nieraz wychodzi taniej, choć fakt - trudniej potem komiks sprzedać. Cena nie jest jednak decydująca, patrzę głównie na sposób wydania, bo często w oryginale jest to zrobione lepiej. U polskich wydawców najbardziej irytuje mnie sztuczne pompowanie objętości gramaturą papieru, pakowanie niemal wszystkiego w twarde okladki, zmienianie formatów, a czasem skopana typografia czy skład tekstu (u nas czasem robią to amatorzy czy domorośli graficy i to widać). Zdarza się, że wybieram polskie wydanie, np. uważam, że nasz Hellboy jest fajniejszy od library edition, podobnie nowe wydanie Sandmana jest lepsze niż 30th anniversary.
-
Ja wychodzę z założenia, że skoro mam w oryginale, to już niepotrzebne polskie wydanie, bo zazwyczaj niestety to etranżerskie wydanie o wiele bardziej cieszy oko.
Czytanie jest najprostszą formą obcowania z językiem obcym więc osobiście uznaję, że gdy zna się jakiś język, to nie powinno mieć się oporów w czytaniu w tym języku. Zajmie trochę więcej czasu? Może i tak, ale satysfakcja większa.
-
Ja oglądam dużo angielskiego youtube'a, czytam anglojęzyczne strony, czasami oglądam coś z angielskimi napisami (jak nie ma dostępnych polskich) - ale zazwyczaj nie są to rzeczy bardzo wymagające językowo. Z komiksów w zeszłym roku przeczytałem cały run w "Venomie" Daniela Waya - ponownie rzecz raczej prosta. W gruncie rzeczy ograniczam się jednak tylko do polskich wydań. Podstawowy powód jest bardzo prosty: bardzo daleko mi do zapoznania się ze wszystkim, co jest dla mnie interesujące z polskiego podwórka, a z nowościami od dawna nie jestem na bieżąco, więc bez sensu dla mnie dodatkowo sięgać po zagraniczne edycje - no chyba, że byłoby to coś, co bardzo chciałbym poznać już teraz, a nie zanosiłoby się na to, żeby miało się kiedyś u nas pojawić. Natomiast sama lektura zawsze jest dla mnie przyjemniejsza po polsku (podobnie jak np. odbiór filmu), powodów raczej nie wskażę innych od tych, które już padły, m.in. ładnie opisał to donT.
-
z tego co pamietam to tłumaczył kreczmar. kupiłem np lobo od egmontu na wizytę granta i bisleya, tłumaczenie fatalne, ciężko przeczytać. w wydaniu tmsemic było to zrobione dużo lepiej.
-
Na początek nie trzeba wydawać po kilkaset złotych na omniaka, aby dowiedzieć się, że czytanie w oryginale jest nie dla Ciebie. Na ATOM, czy MVM można w promocjach za niewielkie sumy kupić jakiś trejd i próbować z nim się zmierzyć. Nie wiem, ile razy próbowałeś podejść do oryginalnego wydania. Nic się nie stanie jak uda Ci się za nastym razem, bo tu nie ma mowy o porażce, możesz podejmować tyle prób, ile potrzebujesz, jeżeli czytasz i lubisz sh, to zyskasz bardzo dużo, w zasadzie cały rynek. Dobrze, że się nad tym zastanawiasz, teraz pozostaje spokojnie podejmować małe kroki w swoim własnym tempie.
-
Ciekawa sprawa z tymi przekładami, że nierzadko łatwo rozpoznać kiepski nie znając oryginału. Tłumacz często jest nierozgarnięty i subtelny niczym jakiś automatyczny translator internetowy. Przykładowo: czytam sobie powieść fantastyczną niejakiego Johna Twelve Hawks a tam na pierwszej stronie mowa o "komiksach w książkach", a chodziło oczywiście o banalny "comic book" czyli należało po prostu przetłumaczyć jako "komiks". Wcześniej w pierwszym polskim wydaniu "Szatańskich wersetów" wciąż napotykałem na "program telewizyjny" bo tłumacz nie mógł pojąć że podług kontekstu historii bohater powieści grywa w serialach telewizyjnych. Jednak nie przekreślałbym sztuki translacji z powodu złych i nieporadnych przekładów bo nie brak świetnych tłumaczy, którzy wzbogacają naszą rodzimą kulturę pięknymi przekładami. Na niwie kultury popularnej świetnym przykładem są przekłady Piotra W. Cholewy, który w ogóle tłumaczem został z przypadku, bo z wykształcenia jest matematykiem (ponoć na spacerze natknął się na jakąś rzadko dostępną książkę i to zdarzenie skierowało ku swemu przeznaczeniu :-)). W ogóle zdarzały się nierzadko przypadki, że "nadgorliwy" tłumacz sprawił że z kiepskiego oryginału wyszła całkiem niezła książka (np. kiedyś jakiś Rosjanin wyznał że ich rodzimy pisarz co prawda u nich uchodzi za kiepskiego prozaika, ale po prostu polskie przekłady były lepsze, stąd cieszyły się większą popularnością w Polsce). Negując w ogóle konieczność powstawania przekładów można wręcz popaść w pewien snobizm w ten sposób powoli ruguje się z polskiej kultury ważną jej część i zarazem zubaża rynek wydawniczy, bo skoro coś jest tylko w oryginale to się tego nie wydaje na innym rynku, pozostaje tylko eksport/import. Kiedyś znałem gościa który olewał przekłady z zasady, wręcz czułeś od niego pogardę. Wiele powieści młodzieżowych w Polsce ma zachowane angielskie tytuły (ale tylko angielskie!) ale książka jest przełożona, z drobnym komentarzem po polsku na okładce. Zapytałem, przy okazji rozmowy o Calvino, czy zna włoski, czy czyta w oryginale. Oczywiście nie znał. Jednak jak już trochę "liznęliśmy" angielskiego to już przekład jest "passe". Dodam jeszcze, że Anglicy i Amerykanie tworzą przekłady swoich powieści i komiksów na swoje własne dialekty. Poza tym istnieje zjawisko odwrotne: kraje gdzie wszystko musi być przełożone, widać to po królowaniu dubbingu np. w Niemczech i daje to nie do końca prawdziwe odczucie szychom w Hollywood że w Europie nikogo nie obchodzi oryginalna ścieżka dialogowa (takie wypowiedzi czytałem). Reasumując: lubię poczytać w oryginale (czasem fajnie mieć oboe wersje językowe), ale mam też szacunek do dobrego (czy chociaż w miarę przyzwoitego) polskiego przekładu.
-
@xanar Tak, sprzedawałem, aczkolwiek gość się zarzekał sam z siebie że kupuje na własny użytek bo ma sentyment do tych tytułów z semika. Jak sprzedał drożej na ebayu to na zdrowie, sam sprzedałem 2x drożej niż kupiłem i nie ogarniam sprzedaży poza Polskę więc nie czuje się oszukany ;).
-
z tego co pamietam to tłumaczył kreczmar. kupiłem np lobo od egmontu na wizytę granta i bisleya, tłumaczenie fatalne, ciężko przeczytać. w wydaniu tmsemic było to zrobione dużo lepiej.
Nie wiem, do czego się odnosisz.
Jednak co do tłumaczenia Lobo, to w TM-Semic robił je Michał Zdrojewski, a w Egmoncie... ten sam tłumacz, tylko część zmienił (poprawił, co mu zgrzytało), o czym mówił w wywiadzie (https://paradoks.net.pl/read/36523-ma-byc-fajnie-nie-musi-byc-doslownie-i-polski-tekst-ma-sie-miescic-wywiad-z-michalem-zdrojewskim-tlumaczem-tm-semic). Część zapewne zmieniła jeszcze korekta i redakcja. Tak czy siak z tym dużo lepiej to raczej Twoje odczucie (kiedyś to było). No chyba że porównywałeś te tłumaczenia?
Co do głównego wątku, to zawsze czytałem po polsku i nie zamierzam tego zmieniać. Wygodnie, lubię czytać po polsku. Część może tracę (np. nieprzetłumaczalne elementy), ale część bym stracił, czytając w oryginale (bo nie zrozumiałbym czegoś, nie wyłapał itp.). Nie wchodzę w oryginały, bo to ocean bez końca, a obecnie nie ogarniam nawet tego, co jest wydawane u nas. Selekcję robią mi polscy wydawcy (a obecnie ja jeszcze robię selekcję tego, co wydają). Kupuję po polsku z poczuciem, że dzięki temu jakoś tam wspieram rynek komiksu w Polsce; dzięki temu jest większy rynek, komiks jest dostępniejszy (fizycznie i językowo) i powoli może się to przekładać na wzrost popularności komiksu.
-
Skoro w polskich wydaniach robisz selekcję, to to samo mógłbyś robić w oryginałach i nie groził by Tobie ocean możliwości. :) Zacny jest oczywiście argument o wspieraniu polskich wydawców.
-
porównywałem tłumaczenie w momencie zakupu, wiec konkretów nie pamietam. to co mnie dobiło to jak przetłumaczyli „then again…” w drugim zeszycie czarnianina.
inny przykład to wydanie bloodborne - czcionki i tekst na okładce i stronach tytułowych jak przygotowany przez 5 latka.
kolejny to spectacular sm muchy który był wyglądał gorzej niż zeszyty z kiosków.
-
Kupuję polskie wydania ze względu na ich dostępność. To jest główny argument, bo jak jestem gdzieś typu jarmark czy inny kraj to przeglądam lokalne sklepy itp. i jak cena mi pasuje to sięgam po anglojęzyczne wydania, tyle że największa dostępność (i przez ostatnie kilka lat cena) jest lepsza polskich wydań.
Drugim argumentem, który uważałem za najistotniejszy, ale patrząc ogółem to plasującym się za dostępnością, jest to, że polscy wydawcy przeprowadzają 'za mnie' wstępną selekcję tytułów, po które względnie warto sięgnąć (wiadomo - masa wyjątków, ale ogółem...). Nie przeznaczam czasu na przeczesywanie nieograniczonej biblioteki wydań oryginalnych, szukania opinii, rankingów czy innych źródeł, po prostu wybieram co mnie może interesować z tego co już ktoś wybrał jako 'warte' obecności na naszym rynku :)
english mam obcykany, obczajam co nieco irlandzki slang i potrafie rozroznic akcenty, to nigdy nie poznam wszystkich slowek, idiomow, skrotow, zwlaszcza tych mniej popularnych itd. To jest po prostu niemozliwe. Powiedzmy, ze rozumiem jakies 95 procent i tylko czasem zagladam do slownika, na ogol jednak nie jest to potrzebne.
Chciałbym rodzimy język znać w takim stopniu, jaki wskazujesz wobec języka obcego ;) Nie uważam że słabo posługuję się językiem polskim, ale bez korekty, edytora itp. książki bym w żaden sposób nie napisał (hipotetyczna sytuacja). Także jeśli mnie brakuje sporo do umownych 100%, to nie chcę myśleć jak wiele brakuje dużej części społeczeństwa, która ma problem z wypowiadaniem się ogółem (także z samym rozumieniem) ;)
Także spokojnie, nie poznasz "wszystkich slowek, idiomow, skrotow" rodzimego języka, ale znając jakąś ich część z czytaniem komiksów z mojej perspektywy nie ma problemu (prawda, po Moore'a w oryginale nie sięgałem :P ).
Co do tłumaczeń to czasem jest koślawo, najgorzej kiedy widać z kontekstu, że tłumacz przetłumaczył coś, co w oryginale ma inny sens (czołowy przykład 100 Naboi, tylko nie mogę sobie przypomnieć co to za słowo było, slang przetłumaczony dosłownie). Ale w żaden sposób nie jest źle, źle było na początku TM-Semic (ale tam tłumaczyli ze szwedzkiego z tego co kojarzę), też wcześniej w Komiks Fantastyka i pewnie w innych publikacjach były nienaturalne zwroty, ale teraz poza wybiórczymi błędami jest ok, sięgam po różne tytuły i najgorzej jest z książkami 'budżetowymi', dołączanymi do gazet czy tanimi 'opracowaniami' różnych mediów (np. książki o filmach itp.), wiem z kontekstu co autor oryginału napisał, mimo że po polsku są 'krzaki' bo tłumacz nie był zaznajomiony z tematyką tytułu jaki tłumaczył...
Są i minusy kupowania w oryginale. Trudniej sprzedać.
Chciałem się pozbyć oryginalnych zeszytów, które mam już przedrukowane w polskich wydaniach - wyceniałem na ebayu, w pol-bayu wystawiałem połowę taniej i zero zainteresowania.
Tyle że niekoniecznie trudniej sprzedać, powiedziałbym że łatwiej, bo rynkiem jest cały świat, ale dla nas (ja, @perek82,...) jest trudniej, bo, mówiąc za siebie, nie chcę narażać się na zagraniczne warunki obsługi zakupów itp., w Polsce akurat jest w miarę porządek w zakupach/sprzedaży online, na zachodzie wiele rzeczy nie jest uregulowane, a dodatkowe ryzyko to koszty wysyłki (w przypadku problemów z transakcją itp.). Także nam trudniej, bo pewnie sporo komiksów schodzi tak jak ww. historia Punisherów - mając praktycznie pewność zysku w przebitce trzykrotnej, a jedyny koszt to czas przygotowania przesyłki to ciężko żeby osoba znająca ebaye itp. tego nie wykorzystywała, czyli część ofert kupują 'handlarze', część wisi miesiącami, a przypuszczam że nie największą część kupują komiksiarze dla siebie.
Powyższe jeszcze z tym mogę połączyć:
Europie nikogo nie obchodzi oryginalna ścieżka dialogowa (takie wypowiedzi czytałem)
Bo jw. relatywnie mało jest u nas klientów na wydania oryginalne, świetnym przykładem filmy, gdzie zbycie wydań fizycznych (np. DVD) bez polskiego lektora graniczy z niemożliwością (a jak do tego nie ma polskich napisów to ten film, który normalnie jest pożądany, w wydaniu 'niepolskim' jest nic niewarty).
-
"Bo jw. relatywnie mało jest u nas klientów na wydania oryginalne, świetnym przykładem filmy, gdzie zbycie wydań fizycznych (np. DVD) bez polskiego lektora graniczy z niemożliwością (a jak do tego nie ma polskich napisów to ten film, który normalnie jest pożądany, w wydaniu 'niepolskim' jest nic niewarty)." - chodziło mi dokładnie o to, że w wielu państwach takich jak Niemcy (zdaje się że również Francja, Włochy i wiele innych) i państwa hiszpańskojęzyczne w kinach dostępne są głównie wersje z dubbingiem, gdzie - dla jasności - każdej postaci podkłada głos rodzimy aktor. Nawiązałem przy tym do pewnej plotki sprzed kilku lat podług której decydenci w Warnerze dyskutowali o dialogach w filmie (mógł to być The Batman, nie pamiętam dokładnie), a pewnym momencie któryś z nich miał powiedzieć "kogo to obchodzi, i tak w większości miejsc na świecie nie usłyszysz głosu naszych aktorów". Stąd wniosek że praktyki wielu państw na świecie i przyzwyczajenia widzów (jak widać dość odmienne od naszych, gdzie widzowie są co najmniej podzieleni co do swoich preferencji w tej materii) rzutują na to jak to postrzega "centrala" w amerykańskich wytwórniach. Co do tego co napisałeś nierzadko film wydany w zachodniej dystrybucji ma jakieś polskie wersje językowe. Parę lat temu kupiłem z drugiej ręki Ant-Mana i to nieszczęsne FF Josha Tranka na BlueRay i wprowadzono mnie w błąd informując o braku polskich wersji - one były, po prostu nic o tym nie było (może poza tajemniczymi oznaczeniami) wspomnaiane na opakowaniach :-)
-
Skil napisał jak jest.
Jak dla mnie tylko oryginały. Idiotyczna praktyka wydawania wszystkiego/prawie wszystkiego w HC to ograniczenie popytu (nie każdego stać), żerowanie na hardcore'owcach (frajer kupi, bo uzależniony) i dodawanie statusu exclusive całkiem przeciętnym projektom. Do tego zabieranie przestrzeni życiowej komiksomaniakom, generowanie konfliktów rodzinnych [jak powiedzieć żonie, że trzeba domówić mebli?].
Czytać po angielsku nauczyłem się na komiksach i filmach. Nawet najlepszy tłumacz (Robert Lipski, Paulina Braiter, Krzysztof Sokołowski) nie odda idealnie tego co napisał taki Brian M. Bendis czy Garth Ennis. Slang, maniera postaci, itd. brzmią dobrze TYLKO w oryginale. Nie chcę tu wyjść na rafałka (że myślę po angielsku), ale Maciej Kozłowski miał rację w "Psach"; "(...) niech się bambus języków uczy, k...a, niech się uczy". ;) Najlepiej na komiksach.
I przede wszystkim. To debilne tłumaczenie napisów w kadrach - na nagrobkach, tytułach w prasie, czasem tablicach na budynkach. Naprawdę? W czasach gdy każdy wpisuje znajomość angielskiego gdzie bądź. Jak miałem dziesięć lat, to dodatkową radochę dawało mi tłumaczenie napisów z "Funky Kovala". "Keep smilin'" na krążowniku. Ha!
A czytania run nauczyłem się z "Wiedźmina" Parowskiego i Polcha. ;D
-
Ja kupuję polskie żeby móc pozgrzytać zębami na dialogi. Np. omnibus Thora Straczyńskiego w wersji org i naszej:
"He's mu uncle Ezra. He hasn't been the same since the flood hit, and then some."
"To mój wujek Ezra. Zmienił się podczas tej powodzi, a po niej jeszcze bardziej."
-
Ja kupuję polskie żeby móc pozgrzytać zębami na dialogi. Np. omnibus Thora Straczyńskiego w wersji org i naszej:
"He's mu uncle Ezra. He hasn't been the same since the flood hit, and then some."
"To mój wujek Ezra. Zmienił się podczas tej powodzi, a po niej jeszcze bardziej."
A jak należałoby lepiej to przetłumaczyć?
-
Chodziło o.idiom.na końcu.
"And then some".
Nie rozpoznanie idiomu i próba tłumaczenie go w sposób dosłowny to szkolny błąd jest:" Po niej jeszcze bardziej" taaa jasne...
Powinno być oddane znaczenie czyli coś w rodzaju "i to jak" albo "lekko mówiąc" bo taki jest w zamierzeniu wydźwięk tego zdania. Ze wujek oszalal , czyli "nie był sobą, delikatnie mówiąc ". Ale jak się nie wyłapie że idiom to potem już nie ma jak wyjść obronną ręką i trzeba szyć że zwariował a potem zwariował jeszcze trochę... Czemu nie. Czytelnik wszystko lyknie
-
Chodziło o.idiom.na końcu.
"And then some".
Nie rozpoznanie idiomu i próba tłumaczenie go w sposób dosłowny to szkolny błąd jest:" Po niej jeszcze bardziej" taaa jasne...
Powinno być oddane znaczenie czyli coś w rodzaju "i to jak" albo "lekko mówiąc" bo taki jest w zamierzeniu wydźwięk tego zdania. Ze wujek oszalal , czyli "nie był sobą, delikatnie mówiąc ". Ale jak się nie wyłapie że idiom to potem już nie ma jak wyjść obronną ręką i trzeba szyć że zwariował a potem zwariował jeszcze trochę... Czemu nie. Czytelnik wszystko lyknie
Dzięki, słuszna uwaga, nie wpadłbym na to, zdecydowanie brzmi to lepiej
-
Wydaje mi się, że coraz więcej polskich komiksiarzy będzie szło tą drogą, jako że czekanie na polskie wydania ciągnie się w nieskończoność np. tempo wydawania Śmierci Supermana albo FF Hickmana.
Z tą tezą się nie zgadzam i nigdy się nie zgodzę. Gdyby tak było, to WKKM i reszta późniejszych Kolekcji by nie zaskoczyła, skoro przepłacanie w Atomie za angliki, to niby to samo. Jestem Polakiem i chcę czytać komiksy superhero po polsku. No taką mam zachciewajkę i się jej trzymam. I rozumiem, że może nie da się wydać wszystkiego po polsku, ale pewne tytuły, skoro wydaje się komiksy, można by wydawać. Zamiast półdubli.
Tak, tylko że wcale nie. Np. komplet "Astro City" w Atomie kosztuje ok. 400 PLN. W Polsce tylko pierwszy tom to 249 PLN.
Go, do the math!
Astro City to nie Marvel/DC.
Od wujka z Ameryki dostałem kilka komiksów po angielsku, ale jeszcze się za nie ciągle nie zabrałem. Właśnie z powodu kupki wstydu polskich tytułów.
-
Z tą tezą się nie zgadzam i nigdy się nie zgodzę. Gdyby tak było, to WKKM i reszta późniejszych Kolekcji by nie zaskoczyła, skoro przepłacanie w Atomie za angliki, to niby to samo. Jestem Polakiem i chcę czytać komiksy superhero po polsku. No taką mam zachciewajkę i się jej trzymam. I rozumiem, że może nie da się wydać wszystkiego po polsku, ale pewne tytuły, skoro wydaje się komiksy, można by wydawać. Zamiast półdubli.
Zakładam, ze od czasu WKKM wielu komiksiarzy rozwinęło swoją pasję i poszerzyło horyzonty także o wydania anglojęzyczne. Ja przynajmniej tak miałem tj. ograniczałem się jedynie o nasz rynek, ale szybko zrozumiałem że nie ma na nim często tego co chcę naprawdę przeczytać. Poskutkowało to tym, że jestem na bieżąco z seriami i bohaterami, których lubię.
-
Jestem Polakiem i chcę czytać komiksy superhero po polsku.
Srednio Ci to wyszlo. Bardziej pasowaloby cos w stylu:
1. Jestem Polakiem i chce czytac komiksy polskie.
2. Jestem fanem superhero i chce czytac je na biezaco, w oryginale, w zeszytach
Mozesz wybrac.
😎
-
Ja czytam w oryginale te komiksy, które nie są dostępne w Polsce, albo jest bardzo mała szansa na ich wydanie. Nie sprawia mi to trudności, ale jeśli mam wybór między Szmaragdowym Łucznikiem a Emerald Archer, to wybór jest prosty🤠.
-
Mam tak samo. Jeśli jeszcze wierzę, że komiks ma szansę ukazać się po polsku, to nie sięgam po oryginały. Bądź jestem zainteresowany całym cyklem i wiem, że w życiu się nie doczekam : )
Przykład: X-Men, Thunderbolts, The New Teen Titans, The New Warriors, JSA, Justice League Dark, Legion of Super-Heroes, JLI, DV vs Marvel, Green Lantern, etc.
Do tej pory chyba jedyne, które mi się powieliły w PL to Ultimate Spider-Man i Spider Straczynskiego (jako że po Dobrym Komiksie nie wierzyłem, że ktoś to podniesie kiedykolwiek) oraz część Kapitana Brubakera. Reszta powtórek i tak byłaby niesatysfakcjonująca w wydaniach polskich, jako że to wycinki poszczególnych serii jak X-Men, New Mutants, czy Green Lanterna Johns'a.