Autor Wątek: Jakie komiksy właśnie czytacie?  (Przeczytany 764796 razy)

0 użytkowników i 4 Gości przegląda ten wątek.

Offline Komediant

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #3870 dnia: Cz, 24 Lipiec 2025, 16:40:00 »
"Przez noc" - Jaroslav Rudis i Nicolas Mahler.

(...)To nie jest komiks dla fanów Thorgala (...)

Uu to mnie zmartwiłeś bo miałem ochotę sprawdzić.

Online Popiel

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #3871 dnia: Cz, 24 Lipiec 2025, 17:02:34 »
Powinienem dodać jedno słowo. Między "fanów" a "Thorgala". To słowo brzmi "zamkniętych".

Sprawdzaj śmiało, świetny komiks. Patyczaki - if you're brave enough :)

Offline Xmen

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #3872 dnia: Cz, 24 Lipiec 2025, 17:10:14 »
A co? Wtedy nie było gejów?
Ich nigdy nie było. Dopiero Disney i netflix ich wprowadzili xd
Jeleń to zwierzę leśne, którego widok napawa podziwem. Jego majestatyczny wygląd najlepiej podkreśla poroże – inaczej też wieniec, przypominający koronę. Jest postrzegany jako król lasu. Od początku dziejów pozostaje symbolem męstwa, witalności, władzy, a także walki i zwycięstwa.

Online misiokles

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #3873 dnia: Cz, 24 Lipiec 2025, 20:34:36 »
A co? Wtedy nie było gejów?

Byli. Ale też młodzież później dojrzewała i brak zainteresowania płcią przeciwną w wieku 15 lat nie było przesłanką do homoseksualizmu. Ba, nawet w Polsce w latach 90-tych piętnastolatkowie obwieszali plakatami z Bravo czy Popcornu Stallonami i Schwarcenegerami, gdyż to był moment świadomości rosnącej siły fizycznej. I  zamiast randek woleli czas spędzać na jeździe na simpsonach.
Iceman 'dojrzał do kobiet' w kolejnych latach, w naturalny sposób.

Offline Xmen

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #3874 dnia: Cz, 24 Lipiec 2025, 20:55:17 »
Z tym icemanem to nie wiem jak było, czy był zawsze, czy dopiero od netflixa się zmienił ale o nastolatkach chyba masz błędne wyobrażenie. Zainteresowanie płcią przeciwną pojawia się dużo wcześniej niż 15 lat. Oczywiście nie mówię o bóg wie czym, jednak ktoś kto w wieku 15 lat nie marzy o jakiejś koleżance prawdopodobnie może być icemanem.
Jeleń to zwierzę leśne, którego widok napawa podziwem. Jego majestatyczny wygląd najlepiej podkreśla poroże – inaczej też wieniec, przypominający koronę. Jest postrzegany jako król lasu. Od początku dziejów pozostaje symbolem męstwa, witalności, władzy, a także walki i zwycięstwa.

Offline bibliotekarz

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #3875 dnia: Nd, 27 Lipiec 2025, 11:28:29 »
Nadrabiania europejskich klasyków ciąg dalszy. Tym razem Książę Nocy Yvesa Swolfsa, który chyba klasykiem jest bardziej w Polsce niż w Europie. Pierwszy album, Łowca, czytałem co najmniej po raz trzeci (i trzech wydań już w Polsce się doczekał). Po raz pierwszy zetknąłem się z nim w odcinkach w Świecie Komiksu. Wtedy średnio mnie wciągnął, choć Egmont uparcie brnął w tę serię. Niedawno sobie go odświeżyłem i na fali mojego obecnego zainteresowania gotycką grozą zachęcił mnie do sięgnięcia po całość.

Seria składa się z trzech tryptyków. Pierwszy (Łowca, List inkwizytora, Pełnia) powstawał w latach 1994-96. To historia zmagań rodu Rougemontów z wampirem Kerganem. Zaczyna się w średniowieczu i przez różne epoki docieramy do lat '30 XX wieku. Przez cały ten czas męscy potomkowie rodu Rougemontów ścigali Kergana, zawsze dotąd bez powodzenia. Dopiero ostatni z nich, Vincent, odnosi częściowe zwycięstwo, choć ciężko okupione.

Nie da się zaprzeczyć, że całość jest kalką Draculi Brama Stokera - nieśmiertelny wampir, jego zamek, jego podróż, jego pomocnik, jego nowoupatrzona miłość, młody, romantyczny łowca wampirów, który traci narzeczoną... Swolfs jednak na tyle umiejętnie wszystko wypośrodkował między ogranym schematem a własnymi pomysłami, że czyta się to przyzwoicie. Uwagę zwraca obficie wykorzystywane gotyckie rekwizytorium budujące cały klimat oraz pogłębione studia realiów każdej epoki, w której rozgrywa się akcja. Niebagatelną rolę odgrywają w tym wszystkim klasyczne, realistyczne rysunki Swolfsa. Ciekawym zabiegiem jest to, że wszyscy przodkowie Vincenta okazują się być postaciami moralnie wątpliwymi - mordercami, gwałcicielami, oportunistami. Pewną pikanterią są sceny erotyczne.

Drugi tryptyk (Dziennik Maksymiliana, Eliza, Powrót do Ruhenbergu, 1999-2001) kontynuuje opowieść z pierwszego i właściwie powtarza całą jego recepturę. Otrzymujemy dodatkowo odrobinę nazistowskiego okultyzmu. Czasem pomysły nie wybrzmiewają już tak dobrze jak za pierwszym razem, ale seria nadal powinna się podobać. I zakończenie znów pozostawia pole do kontynuacji.

Dlatego zdziwić może nieco tryptyk trzeci (Pierwsza śmierć, Anna, Arkanea, 2015-19). Okazuje się on być prequelem, w którym nie spotykamy nikogo z rodu Rougemontów za to poznajemy przeszłość Kergana owianą dotąd zupełną tajemnicą (wątek kończący ostatni album zostaje porzucony). Wywodził się on ze starożytnego plemienia Daków walczących z Rzymianami. Tragiczny los doprowadził doprowadził go do decyzji o przemianie w demoniczną istotę. Ten album wypada najbardziej przeciętnie i niezbyt klimatycznie. Ostatnie dwa albumy to jedna historia rozgrywająca się w 1013 roku na Rusi. Wampiry nazywane są tu nawiami i ścigane odkąd Włodzimierz Wielki przyjął chrześcijaństwo. Poganin Światopełk chce przejąć władzę w Kijowie i nie pogardzi w tym względzie pomocą ze stront Kergana. Dodatkowym smaczkiem są przewijające się wątki polskie - Światopełk ma wsparcie ze strony Bolesława Chrobrego, który wydał za niego swoją córkę. W tych dwóch albumach Swolfs zajął się tylko scenariuszem rysunki pozostawiając Timothemu Montaigne'owi. Niemniej ilustracje wciąż pozostają wyśmienite a scenariusz, choć uderza w nieco inne tony niż w początkowych albumach, to trzyma dobry poziom.

Warto zapoznać się z całością, którą oceniam tak 7/10. Szczególnie polecałbym Księcia Nocy czytelnikom czującym klimat gotyckiego horroru.

Na osobną ocenę zasługuje wydanie Egmontu. Krótko rzecz ujmując jest do dupy. Jak wspominałem seria to trzy tryptyki i tak powinno to zostać wydane (trzy zbiorcze, najlepiej w twardej oprawie, zbierające chronologicznie po trzy albumy). Tymczasem Egmont wydał to po dwa albumy w miękkiej ze skrzydełkami. Na dodatek rozbił ostatni tryptyk i chronologicznie album siódmy wydał jako pierwszy, pojedynczy. Aż sprawdziłem kto w redakcji wpadł na ten poroniony pomysł. Redaktor serii to Anita Rejch a redaktor tomów to Artur Szrejter.
Batman returns
his books to the library

Online Castiglione

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #3876 dnia: Nd, 27 Lipiec 2025, 14:04:02 »
Nie da się ukryć, że to taki standardowy gotycki horror o wampirach, ale lubię takie klimaty, więc i do tej serii mam sporo sympatii. Aczkolwiek najbardziej mi się podobała, kiedy akcja była skupiona na opowieściach z przeszłości. W momencie, gdy całość przenosi się do współczesności, już mniej mnie to porywało, a najsłabsze były właśnie te wątki nazistowskie. Rysunkowo za to klasa od początku do końca. Z tych najnowszych części czytałem tylko "Pierwszą śmierć" (taka sobie) i po ostatni dyptyk już nie sięgnąłem, choć jakiś czas kołacze mi się po głowie pomysł, żeby zrobić sobie powtórkę, a przy okazji nadrobić ostatnie historie.

Na osobną ocenę zasługuje wydanie Egmontu. Krótko rzecz ujmując jest do dupy. Jak wspominałem seria to trzy tryptyki i tak powinno to zostać wydane (trzy zbiorcze, najlepiej w twardej oprawie, zbierające chronologicznie po trzy albumy). Tymczasem Egmont wydał to po dwa albumy w miękkiej ze skrzydełkami. Na dodatek rozbił ostatni tryptyk i chronologicznie album siódmy wydał jako pierwszy, pojedynczy. Aż sprawdziłem kto w redakcji wpadł na ten poroniony pomysł. Redaktor serii to Anita Rejch a redaktor tomów to Artur Szrejter.
Oczywiście, że tak. Kompletnie spieprzyli to wznowienie i ja zostawiłem sobie pierwsze wydanie w sześciu osobnych tomach (a na takie 3 tomy w HC chętnie bym wymienił).

Online Castiglione

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #3877 dnia: Nd, 27 Lipiec 2025, 17:25:04 »


Scott Snyder, Yanick Paquette, Marco Rudy i inni – "Potwór z bagien Scotta Snydera"


Scott Snyder należy do grona twórców, których raczej omijam. Czytałem kilka jego tytułów – "Trybunał sów", początek "Amerykańskiego Wampira", "Wiedźmy" – i żaden mi się nie spodobał, a w każdym przewijały się podobne elementy, które do mnie nie przemawiały. Za dużo widzę w jego scenariuszach efekciarstwa, ukierunkowania na akcję i według mnie dosyć słabego literacko stylu, czyli taki komiksowy fast food. Natomiast fakt, że w "Potworze z bagien" sięga po tę mocniej interesującą mnie gałąź świata DC, sprawił, że długo już miałem ten album na radarze, a że trochę minęło, odkąd mamy go po polsku, to i pojawiło się kilka okazji do nabycia go w niezłej cenie, aż w końcu z jednej z nich skorzystałem.

Całość kręci się wokół konceptu walki pomiędzy konkurującymi ze sobą życiowymi siłami Zieleni (reprezentującej roślinność) i Czerwieni (świat zwierząt), a stojącej im w opozycji Zgnilizny. Dzieje się tu dużo i nie trudno zauważyć, że scenarzysta ma tendencje do rozdmuchiwania skali, ale przez pierwszą połowę tego tomu udaje mu się trzymać klimat, który określiłbym jako horror akcji. Obawy nie były bezzasadne, bo jest to trochę przesadzone, momentami za bardzo sprowadza się do szybkich rozwiązań, a Potwór z bagien w wersji Snydera jest jednak przebajerowany (pod tym względem blisko mu do kierunku zaprezentowanego przez Mike’a Careya w "Hellblazerze"), mimo to dłuższy czas ta seria była dla mnie przyjemnym zaskoczeniem. Niezbyt lubię to blockbusterowe zacięcie, ale historia okazała się angażująca i od razu wciągnęła mnie w wir wydarzeń, do tego stopnia, że miejscami naprawdę ciężko było mi się oderwać. Oczekiwanie na kolejny zeszyt potrafi być ekscytujące, a fabuła umie czerpać z mocniej superbohaterskiej konwencji to, co najlepsze, więc punkty kulminacyjne nie tylko są widowiskowe, lecz rzeczywiście dostarczają emocji. Wbrew pozorom sporo tu także skupienia na postaciach, co autorowi zdecydowanie wyszło, bo te są pisane faktycznie fajnie i dają się lubić. Pierwsza połowa tego tomu to jak dotąd najlepsza rzecz, jaką miałem okazję czytać od Snydera i zastanawiałem się nawet, czy może nie warto nieco przeprosić się z jego twórczością, aczkolwiek dalszy rozwój wypadków trochę moje zapędy ostudził.

Przełom rozpoczyna się w chwili spotkania z Animal Manem, które prowadzi do historii "Rotworld" – bardzo obszernej, bo zajmującej połowę tego zbioru – crossovera z serią pisaną równolegle przez Jeffa Lemire’a. I tutaj już obaj autorzy nie pozostawiają wątpliwości, że piszą pełnoskalowy superbohaterski event. Bo czego tu nie ma! Hordy postaci DC zamienione w zombie? Są. Wielki mechaniczny Batman wypełniony formułą biowzmacniającą dr. Hollanda? Jest. Potwór bagien ze skrzydłami i mieczem w dłoni napędzany aparaturą Bane’a? Jest. Druga część tomu to już konkretna nawalanka o losy całego świata. Wydarzenia mają zasięg globalny, zaangażuje się w nie mnóstwo postaci, a w odpowiednim momencie zaczniemy oczywiście przywracać poprzedni stan rzeczy, więc znaczenie tego wszystkiego szybko zaczyna niknąć. Trzeba powiedzieć, że nadal jest to sprawnie napisane i całkiem zgrabnie wykorzystuje bohaterów, niemniej klimat horroru dawno uleciał, z każdym zeszytem robi się coraz mocniej karykaturalnie (proporcjonalnie do designu głównego antagonisty), a finalne rozwiązanie fabularne wydaje mi się nie do końca spinać z mitologią, którą pokazano wcześniej. No ale jakoś trzeba było to odkręcić, żeby nie namieszać w uniwersum DC, więc i ten scenopisarski obowiązek został spełniony. Nie jest tak, że cała historia nie zostawi po sobie żadnych reperkusji – bo te akurat są ciekawe – jednak całość zdecydowanie zbyt rozdmuchano, żeby odbierać ją inaczej niż następną kostiumową bijatykę.

Tym, do czego trudno jest mi mieć jakiekolwiek uwagi, jest oprawa wizualna. Album pod każdym względem wygląda rewelacyjnie i faktycznie jest to coś wartego powiększonego formatu. Pełniący funkcję głównego rysownika serii Yanick Paquette (spod jego ręki wyszły też wszystkie okładki), razem z towarzyszącym mu Marco Rudym wykonali kawał naprawdę dobrej roboty. Kreska jest bardzo atrakcyjna, strony dopracowane i pełne szczegółów, a całość pełna rozkładówek, całostronicowych ilustracji czy zabaw z kadrowaniem. Snyder, zwłaszcza w tej pierwszej części tomu, dostarczył wielu okazji do uwiecznienia wszelkiego rodzaju makabrycznych wizji, z czego graficy wywiązali się znakomicie, i tak jak nieraz narzekam, że komiksowe horrory są nudne w ukazywaniu różnych demonicznych bytów, tutaj momentami potrafi być odstręczająco. Mamy również fantastycznie narysowany zeszyt, za który odpowiedzialny jest gościnnie Francesco Francavilla. Jego styl jest niezwykle klimatyczny, pełen mroku i idealnie nadaje się do horroru, a w tym numerze i scenarzysta poszedł w raczej nastrojową grozę. Z racji obecności w zbiorze dwóch zeszytów "Animal Mana" pojawia się też odpowiadający za tamtą serię Steve Pugh (wyjadacz z czasów Vertigo, więc jak najbardziej sobie radzi, choć rysuje już w nieco inny sposób), a także solidni Kano (#0) i Becky Cloonan (fragment annuala #1). No i pozostaje jeszcze Andrew Belanger, który w spokojniejszej fabule z annuala jakoś się odnajduje (Abby mu nawet wychodzi), ale kompletnym nieporozumieniem było powierzanie mu zilustrowania finału "Rotworld", gdzie jego kreskówkowa kreska w ogóle nie pasuje, w dodatku jest mocno średniej jakości. Fatalny pomysł na zakończenie historii, na szczęście po nim otrzymujemy jeszcze epilog, w którym powraca Paquette.

Finalnie Snyder pozostawił mnie z dosyć mieszanymi odczuciami. Nie mogę odmówić mu umiejętności prowadzenia postaci i kreowania wciągającej fabuły, z drugiej strony nie podoba mi się sprowadzenie wszystkiego do superbohaterskiej nawalanki w drugiej połowie. Zabrakło mi również trochę większej podbudowy, bo dosyć szybko przechodzimy do eventu, który niezbyt co miał podsumowywać, bo "Rotworld" startuje już od #12 numeru – a sama seria trwała jeszcze kilka lat po nim, tyle że pisanie przejął Charles Soule, czego po polsku już nie dostaliśmy. Tom przyniósł mi całkiem sporo zabawy, niemniej im dalej, tym silniejsze miałem myśli, że całość dużo by zyskała, gdyby zabrał się za to lepszy scenarzysta. Mimo wszystko nie jest to projekt nieudany, a w warstwie graficznej bardzo dobry.


Jednak za dużo rzeczy mi nie gra, żeby dać więcej niż 6/10.

Offline Klint

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #3878 dnia: Pn, 28 Lipiec 2025, 16:16:04 »
ASGARD kolejny tytuł od odradzającego się Taurusa. Opowieść o łowcy potworów osadzona w nordyckim klimacie, swoje korzenie ma jako niedokończony spin-off serii o Thorgalu i jest to w kilku miejscach odczuwalne. Niemniej otrzymujemy solidną opowieść przygodową z elementami fantastyki, którą czyta się szybko i przyjemnie. Również solidna jest warstwa graficzna, realistyczna i odpowiednio dynamiczna. Cieszy mnie powrót wydawcy do wcześniejszych swoich tytułów, lecz jeszcze dużo jest pozycji do po uzupełnienia. Asgard oceniam 6,5 na 10.

BRIGANTUS to dwutomowa opowieść autorstwa Hermanna, po którego to sięga Elemental. Warstwa graficzna jest ... specyficzna. Rysownik ma już swoje lata, a okres primu twórczego już dawno za nim. Główny bohater na każdym z kadrów rysowany jest inaczej co powoduje pewien dysonans. Fabuła, choć ciekawie zawiązana nie jest specjalnie odkrywcza, w zasadzie był potencjał na coś znacznie ciekawszego. Ogólnie pozycja dla fanów rysownika i opowieści z tego okresu. Ocena 5/10

Offline donT

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #3879 dnia: Pn, 28 Lipiec 2025, 16:54:56 »
Ostatni Mohikanin od Mandioci zanim trafil w moje lapska, chwile na polce przelezal. Czesto te najlepsze, a raczej "najlepiej zapowiadajace sie" tytuly, jak pomaranczowa galaretke z delicji szampanskich jedzona za dzieciaka, zostawiam na sam koniec. No wiec czekal, az przyszla na niego pora. Piatkowy wieczor, trutnie spia/ogladaja film, zimne IPA (zeroweczka!) w ogrodzie i... kurcze pioro! To chyba nie do konca to czego sie spodziewalem! Co prawda oryginal czytalem tylko raz, sto lat temu, ale wielokrotnie widzialem film. Sciezka dzwiekowa, ktora katowal mnie kiedys starszy kuzyn w drodze na plantacje truskawek, ktorych zbierac nienawidzilem, do dzis wywoluje lekka traume. Anyway, rysunki, a wlasciwe malunki...sa piekne! Uwielbiam komiksy malowane i moge ogladac je godzinami, delektowac sie kazdym pociagnieciem pedzla oraz grubymi warstwami popekanej farby. Tworza one bardzo unikatowy, senny wrecz klimat, co troche kontrastuje mi z opowiadana brutalna historia, ktora jest bardzo z krwi i kosci. Glowny problem jaki jednak mam z ta adaptacja, jest taki, ze to bardziej jest artbook inspirowany powiescia Ostatni Mohikanin, niz faktycznie Ostatni Mohikanin. Narracja jest szarpana, miejscami chaotyczna, niektore watki pominiete, inne urwane i niedokonczone. Lekturze towarzyszy duze uczucie niedosytu i ma sie wrazenie, jakby obcowalo sie ze streszczeniem, a nie polnoprawnym utworem. Trudno mi go polecic. Jest z pewnosci inny niz wiekszosc komiksow z moich zbiorow. Pod wzgledem graficznym urywa leb, ale fabularnie "nie dowozi". U mnie zostaje, bo jestem wzrokowcem i potrafie wybaczyc braki fabularne, jesli oprawa wizualna mnie zachwyca. Bede wracal, zeby poogladac. Ale poczytac? Niekoniecznie.
You know nothing. Hell is only a word. The reality is much, much worse.

Offline bibliotekarz

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #3880 dnia: Śr, 30 Lipiec 2025, 22:29:32 »
W ostatnich miesiącach zabrałem się za poznawanie mitologii Cthulhu (oraz weird fiction, gotyckiego horroru). Zaopatrzyłem się we wszystkie niemal opowiadania, które napisał Lovecraft i które współtworzył. Dodatkowo w dzieła z "kręgu Lovecrafta" a wreszcie kontynuatorów. W pewnym momencie trochę utknąłem z lekturą, bo jest tego sporo. Jako odskocznię postanowiłem potraktować komiksowe adaptacje i wybrałem cztery.

Mity Cthulhu (Alberto Breccia) - Jak się okazuje to najbardziej doniosłe i wpływowe dzieło w tej tematyce. 9 adaptacji opowiadań dosyć mocno trzymających się oryginałów; powstały gdzieś w latach '70 przy współudziale scenarzysty Norberto Buscaglii. Formą są bliższe tradycyjnym opowieściom obrazkowym niż współczesnemu komiksowi amerykańskiemu (tzn. obrazkom towarzyszy tekst, z rzadka tylko ujęty w dymki). Breccia w każdym przypadku nieco zmienia styl. Czasem rysuje węglem, czasem miękkim ołówkiem, który potem rozmazuje, czasem rozwodnioną akwarelą. Czasem efekt jest bardzo realistyczny (nawet wkleja zdjęcia), często jednak eksperyment idzie tak daleko, że nie wiadomo na co właściwie patrzymy. W jakiś sposób współgra to z twórczością Lovecrafta, która z jednej strony jest niesamowicie szczegółowa, z drugiej próbuje przedstawiać kontakt z innymi wymiarami i rzeczywistość snów. Sam komiks też jakby utknął między dwoma skrajnościami - z jednej strony jest staroświecki a z drugiej wciąż szalenie progresywny. Zainspirował artystów komiksowych z Hiszpanii, Ameryki Łacińskiej i Stanów, którzy w latach '70 i '80 podjęli zarzucony gatunek horroru. Jeśli ktoś lubi dziś lekturę samego Lovecrafta, lubi ducha oryginałów to adaptacje Breccii wydają się być im bardzo bliskie. 8/10

Mity Cthulhu według Lovecrafta (Esteban Maroto) - Album to adaptacje tylko trzech opowiadań Lovecrafta (Bezimienne miasto, Ceremoniał, Zew Cthulhu) i czyta się to szybko. Czarno-białe komiksy powstały w latach '80 i choć ich oryginały zaginęły to oglądając wydanie Elementala trudno byłoby się tego domyślić. Tym razem twórca wywodzi się z Hiszpanii. Stylistycznie są dosyć bliskie amerykańskiemu i europejskiemu mainstreamowi tego okresu. Właściwie nie ma w nich dialogów, co zdaje się zaczerpnięte jest jeszcze od Breccii (dwa opowiadania Lovecrafta doczekały się najpierw wersjii Breccii, a potem Maroto). Również dosyć wiernie trzymają się literackiego pierwowzoru. Warto zapoznać się z publicystyką na początku albumu, gdyż dostarcza sporo informacji o historii komiksowych adaptacji i inspiracji Lovecrafta od ich początku w latach '50 po współczesność. 7/10

Opowieści makabryczne (Joan Boix) - Tym razem rysownik z Katalonii a dobór opowiadań znacznie bardziej zróżnicowany. Mamy tylko jedną fabułę od Lovecrafta (Ogar), po jednej E.A. Poe, F. Kafki, R. Blocha, A. Conana Doyle'a, V. Hugo, F.-J. O'Briena a wreszcie autorskie pomysły Boixa. Artysta tworzył te komiksy w latach '70 i '80 w okresie rozkwitu komiksowej grozy w Hiszpanii i Ameryce (ach, gdzież była wtedy Polska?). Stylistyka znów jest typowa dla tego okresu i zbliżona do propozycji Maroto. Fabularnie jest natomiast więcej swobody - Boix nie tyle wiernie adaptuje, co podchwytuje jakiś wątek, w końcu pojawiają się pełnoprawne dialogi. Efekt jest zróżnicowany; w przeciwieństwie do poprzedników raz wychodzi mu lepiej, raz gorzej, choć zawsze przynajmniej przyzwoicie. Kiedy tworzy samodzielne scenariusze to wcale nie odstają one od reszty albumu. 7/10

Koszmary (Michele Penco) - Penco to Włoch, artysta tworzący w XXI wieku, ale jego dzieła sporo zawdzięczają starszym generacjom malarzy i rysowników. Koszmary nie tyle adaptują opowiadania Lovecrafta co inspirują się nimi (np. Widmo nad Innsmouth, Model Pickmana - niestety nie informuje o tym żaden tekst w środku). To wciąż czarno-białe komiksy, oszczędne w dialogi, choć tym razem bardziej mroczne, bliższe ilustracjom Thomasa Otta (w ogóle można się doszukiwać mnóstwa inspiracji klasykami ilustracji i pod tym względem Penco robi spore wrażenie). Wciąż tempo jest powolne, senne, leniwe a groza nie do końca namacalna, wręcz jeszcze bardziej tajemnicza niż w albumach wyżej. 8/10
Batman returns
his books to the library

Online Lobo

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #3881 dnia: Śr, 06 Sierpień 2025, 18:36:59 »
5 krain (tomy 1-6)
Duże oczekiwania miałem wobec tej serii z uwagi na porównania do Gry o Tron. Światem i rozmachem nawiązania są oczywiste bo choćby sama stolica żywcem przypomina Królewską przystań.
Niby dobrze się to czyta są tu przedstawione różnorakie problemy tego świata związane m.in z sukcesją, gospodarką czy też podziałem społeczeństwa bogaci/biedni. Są jakieś intrygi, cliffhangery ale szczerze mówiąc ni to mnie grzeje ni ziębi, nie czułem większych emocji z tego tytułu. Myślę że duża wada to brak wyrazistych bohaterów a także jakiś skur*** złoli których losy byśmy śledzili z wypiekami na twarzy.
To dopiero pierwszy cykl, być może seria jeszcze się rozkręci ale na tę chwilę moja ocena 6/10

Offline Sędzia

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #3882 dnia: Śr, 13 Sierpień 2025, 11:13:49 »
Somna - naprawdę słaby komiks, bzdety o czarownicach w średniowieczu, nudne i banalne. Unikać.

Człowiek cel - bardzo dobry komiks, a jak na SH to nawet świetny. Ciekawy (nawet jeśli nieco naciągany) motyw, wartka akcja, zwroty (nawet jeśli nieco przewidywalne) akcji też są. Świetny komiks rozrywkowy, nawet jeśli ktoś ma uczulenie na SH. Jeśli mnie pamięć nie zawodzi, to stałby gdzieś w okolicach Kryzysu tożsamości. Polecam.

Fafhrd i Szary Kocur - lubię Lankhmar, Newhon i Fafhrda (kij ci w oko Solarisie za Fafryda) - to jeszcze pokłosie katalogu TSR z lat 90-tych, ale te komiksy są po prostu przeciętne. W zasadzie to dla kogoś kto chciałby jakiejś odmiany od Conana, tyle tylko że wszystko co czytałem Conana (poza jakimiś wynalazkami z Marvel Now) jest ciekawsze. Duże rozczarowanie.

Wody Morteluny 1 i 2 - strasznie mnie ten komiks wymęczył, niezbyt często się zdarza, że zmuszam się do dokończenia. Nudne, głupie i w sumie obrzydliwe. Jedyne co ten komiks oferuje to szokowanie czytelnika. Co istotne, to nie jest komiks rozrywkowy - coś tam autorzy chcieli przekazać - ale jest to tak słabe, że w tej kategorii jest to jedna z najgorszych rzeczy, jakie czytałem. Unikać.

Życie w obrazkach - to był ostatni Eisner do przeczytania. I w sumie najlepszy po Umowie z Bogiem - o ile pierwsze dwie krótkie historie niezbyt mnie obeszły, to późniejsze, dłuższe, są na poziomie Umowy. Warto, choćby dla poznania tamtych czasów i tego jak ci ludzie wtedy żyli.

Żyd Fagin - w porządku, a przy tym krótkie, więc można przeczytać. Ale bez fajerwerków, nie poruszyło żadnej struny.

Go West Young Man - zbiorek krótkich historii powiązanych ze sobą zegarkiem na łańcuszku. Moje wrażenia są pozytywne, w ramach kategorii komiks rozrywkowy. Ale w sumie to komiks dla miłośników westernu, jak ktoś nie lubi, to nie znajdzie tu raczej nic ciekawego.

Legendy Zachodu 1 i 2 - Tutaj również wrażenia są pozytywne, nawet bardziej niż przy GWYM. To są naprawdę dobrze napisane scenariusze, dobrze się je czyta. Nie są to dzieła sztuki, ale bardzo porządne rzemiosło.

Hoka Hey! - a ten komiks w zasadzie tylko udaje western, bo to tak naprawdę komiks obyczajowy. Niespecjalnie mi się przy tym podobał, dużo banału, niczym nie zaciekawił. Dodatkowo kompletnie mi nie pasująca do westernu kreska jeśli chodzi o rysowanie twarzy. Na plus niektóre zwroty akcji i fakt, że czyta się szybko i nie nudzi.


Offline radioblackmetal

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #3883 dnia: Śr, 13 Sierpień 2025, 12:11:51 »
@Sędzia

Czytasz te komiksy wypożyczając z biblioteki czy kupujesz?
Tolerancja nie oznacza akceptacji.


The darkness will swallow everything

Offline Sędzia

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #3884 dnia: Śr, 13 Sierpień 2025, 12:45:41 »
Kupuję, czytam i sprzedaję. Poza rzeczami wybitnymi, które zostawiam na półce. Ale takich nie ma wiele.