W kwestii super hero jestem jak inzynier Mamon. Nowych rzeczy, z nielicznymi wyjatkami, nie ruszam, a postacie lubie tylko te, ktore od dawna znam. Jedna z nich, towarzyszaca mi od szczeniecych lat, jest Elektra czyli druga, zaraz po Punisherze, z ulubionych. Moja "relacja" z nia siega pamietnego "The Wall", wydanego dawno temu przez enigmatyczne As Editor. Historia ta, co prawda nigdy nie doczekala sie w Polsce kontynuacji (w formie zeszytowej), ale stanowila w miare zamknieta calosc. To wystarczylo i zrobilo robote. "Saga" tak na prawde byla inaczej posklejanymi, przearanzowanymi numerami DD z runu Franka Millera, o czym przez lata nie mialem pojecia. Anyway, Elektra skradla wtedy kawalek mojego serca i juz na zawsze w nim pozostala. Co prawda moja biblioteczka nie zawiera specjalnie duzo komiksow z pania Natchios, ale kazdy z nich jest przynajmniej dobry i do kazdego wracam z przyjemnoscia. Wczoraj pan kurier przyniosl najnowszy nabytek, cos co mialem na oku od dawna, ale jakos wciaz odkladalem na pozniej. Ostatnia wizyta w LCS, gdzie udalo mi sie tytul ten wypatrzyc i na spokojnie przekartkowac, rozwiala watpliwosci i ostatecznie utwierdzila mnie w przekonaniu, ze chce go w swoich zbiorach. Lektura Black, White & Blood w wydaniu Treasury Edition juz za mna. Kazdy chyba wie na czym polega koncept, wiec nie bede sie rozpisywal. Album zawiera 4 zeszyty, po 3 historie w kazdym. Jak to z antologiami - raz jest lepiej, raz gorzej, ale poziom od poczatku do konca jest dosc przyzwoity. Zadna z historyjek nie grzeszy wybitnoscia, ale calosc czytalo mi sie niezwykle plynnie, bez zazenowania czy poczucia straty czasu. Co prawda, ze wzgledu na to o czym pisalem wyzej trudno jest mi byc obiektywnym, ale mysle, ze wiekszosc tworcow z karkolomnego zadania, jakim bylo sklejenie czegos oryginalnego i interesujacego na zaledwie 8 stronach, wyszla z tarcza. Kilka z nich to bardzo sprawne, krotkie perelki. A jak album wypada pod wzgledem graficznym? Powiekszony format w tym wypadku to strzal w dziesiatke. Treasury Edition wydawal sie przez lata formatem calkowicie przez wlodarzy Marvela zapomnianym, ale do BW&B pasuje idealnie. Wiekszosc szortow wypada dobrze, lub bardzo dobrze, ale patrzac na nazwiska artystow o zadnym zaskoczeniu nie ma mowy. Mi najbardziej podeszly historie zilustrowane przez takich tuzow jak Greg Smallwood, Paul Azaceta, Peach Momoko czy weterana - Kevina Eastmana. Choc sam album czyta sie niezwykle szybko, to wlasnie swietne rysunki sklaniaja do wielokrotnych powrotow.
Czy polecam? Wbrew pozorom odpowiedz nie jest taka prosta. Mysle, ze jest to cos dla osob lubiacych krotkie formy, a przede wszystkim dla fanow postaci. To nie jest typowy komiks Marvela, tylko laurka dla starych dziadow, ktorzy dawno temu zakochali sie w greckiej morderczyni.