Pozwolę sobie napisać w jednym poście do kilku osób:
@Deepdelver: dziękuję za tak fajną opinię w kwestii tłumaczenia
CE – rzeczywiście tutaj się z Kubą Sytym mocno napracowaliśmy (aż trzeba było opóźnić premierę komiksu o pół roku). Ale całkowicie zdaję sobie sprawę z tego, że nie uniknęliśmy błędów (zarówno takich korektorskich, jak i pewnie redaktorskich). Zależało nam jednak przede wszystkim na brzmieniu; żeby ta historia po prostu się dobrze czytała

Przy akrostychach już nie dało się tak pięknie niestety; mam świadomość, że lepszy redaktor czy redaktorka po prostu by to rozpykał/-a najzwyczajniej lepiej.
@Murazor: Nie, cytat nie jest o dwóch różnych osobach; jest o jednej osobie i o regule ogólnej dotyczącej magów po prostu. Pewnie jak się to czyta w samym komiksie, to większego zgrzytu nie ma, ale tak (dzięki za tę uwagę!), drugie zdanie można było napisać bardziej w stronę /Każdy mag czy każda magini/ lub po prostu /magowie/. Polecam przeczytać
CE i samemu ocenić, czy ten tekst się broni w kontekście, czy nie

@death_bird: Nie będę wchodzić w polemikę, czy zabrakło wyczucia i jaki poziom nietrafności. Bo za każdym razem dyskutujemy o tym samym: o feminatywach, które pewnym czytelnikom brzmią obco, innym brzmią mniej obco, nie znajdziemy tu złotego środka. Chyba po prostu musimy się zgodzić co do tego, że się nie zgadzamy

W moim odczuciu /magini/ brzmi ślicznie, wyczuwam moc w tym słowie, mówi do mnie. Trochę „szukaliśmy” z Kubą tego feminatywu i konsultowaliśmy z różnymi osobami (tak, raczej z kobietami, bo to feminatyw, wiadomo; ale nie tylko).
Victoria nie jest magiem (w oryginale jest konkretnie użyty feminatyw), nie jest adeptką magii (bo to by jakiś oksymoron wyszedł z tej /urodzonej adeptki magii/), nie jest czarodziejką, wróżką, magiczką, nie jest osobą magiczną czy magizującą (jeszcze nie spotkałam się w tekstach angielskich czy francuskich z osobatywami, a wstawienie osobatywu do takiej wypowiedzi jest w mojej ocenie nieuzasadnione; nie widzę podstaw; nawet nie rozważaliśmy tego z tłumaczem). Victoria jest konkretnie maginią

I to jest piękne, bo jest to naprawdę świetnie zarysowana bohaterka, postać niesamowicie kobieca, od której wręcz bije wewnętrzne kobiece piękno (Roosevelt ma jakiś dar do kreowania takich wyrazistych bohaterów, z którymi czytelnik od razu się związuje emocjonalnie). Co więcej [SPOILER?]: Diabloc inkarnuje się konkretne w maginie, czyli osoby płci żeńskiej; tym bardziej uważam, że ten feminatyw jest tu po prostu konieczny.
Zawsze znajdzie się ktoś, komu feminatyw nie brzmi, bo nie pochodzi z czasów przedpotopowych. Ja to rozumiem. Ale też nie oczekujmy, że osoby takie jak ja mają się czuć komfortowo z tym, że są nazywane redaktorem, sekretarzem, komiksiarzem itd.
Patrząc na to, jak Roosevelt zarysował swoje bohaterki, wydaje mi się, że jego intencją nie było sprowadzanie ich do maskulatywów, osobatywów czy określeń, które nie oddają ich wyrazistości. Ale mogę dopytać, dlaczego użył określenia /magicienne/, a nie np. /sorcière/ albo /personne magique/ czy /adepte de la magie/

I żeby nie było, bardzo cenię informację zwrotną od Was; te rozmowy to jest złoto (dzięki, Murazor, za tę uwagę redaktorską, odnotowane!). Pokazują bowiem różną wrażliwość na różne aspekty języka. W mojej opinii feminatywy użyte w
CE były uzasadnione i… brzmiały

Nie jestem zagorzałą fanką, nie uważam, że każda rola, funkcja lub zawód dają się sprowadzić do podziału maskulatyw-feminatyw, ale też nie będę udawać, że kobiety są mężczyznami, szczególnie kobiecie kobiety, których piękno tkwi właśnie w tym, że są kobietami
