Odkopałem dyskusję na temt Moore'a i zgadzam się z Tobą, @Bender. Totalnie tak, choć ja uważam, że Nolan jest jednak twórcą przynajmniej 3 filmów wybitnych a Moore ma za sobą wybitny tylko jeden komiks. Gość powinien iść w literaturę bezapelacyjnie bo jego komiksowe czytadła to czasami droga przez mękę. Wchodzi w dyskurs sam z własnym ego i erudycją, popisując się wiedzą i researchem a zapomina o fabule i o tym, że dobrze kiedy historia ma jednak tempo i pazur a nie tylko nagromadzenie informacji oraz filozofie i dywagacje autora.
Mam wręcz odwrotnie. Najsłynniejsze komiksy Moore'a czytałem kilkukrotnie, regularnie do nich wracam i sprawiają mi mnóstwo frajdy. I decyduje o tym fabuła, która mnie wciąga coraz bardziej i bardziej w wymyślony świat i pozwala oderwać się od tego co za oknem. Bardzo lubię, jak próbuje powiązać swoją wizję postaci z tym, co było tworzone przez poprzedników, albo jak próbuje zmienić detal, która zupełnie wywraca postać (w pierwszym swoim numerze Swamp Thinga zupełnie zmienia główną cechę postaci, która ciągle myśli, że jest człowiekiem i może do człowieczeństwa wrócić; z kolei w kolejnych łączy ze sobą różne nazwiska, które kiedyś jako Swamp się pojawiły w komiksach - to tylko przykłady pierwsze z brzegu).
Niektóre jego komiksy uważam za wybitne, niektóre za znakomity, inne za dobre, a niektóre za męczące (kolejne tomy Ligi coraz trudniej mi wchodziły). Ale nawet te komiksy, które są nie całkiem z mojej bajki (jak Promethea czy Providence) czytałem tom po tomie z satysfakcją. Były momenty zwątpienia i oratorskie popisy się dłużyły, ale no jestem już duży i godzina z trudniejszą lekturą, czy ścianą tekstu mnie nie pokona.
Zresztą podobnie mam z Gaimanem i jego Sandmana też już ze 2-3 razy wciągnąłem od początku do końca, a niektóre tomy więcej razy. Pierwsze 5 tomów wchodzi mi migiem bez popity, trochę zawsze zacinam się przy 6 czy 7, ale końcówka znowu bez żadnego problemu.
I zupełnie mnie nie interesuje moda na stawianie Moore'a czy Gaimana na Olimpie sztuki komiksowej (bo tak od lat było i tak należy), czy wręcz odwrotna moda na zrzucanie ich z piedestału. Ja te komiksy po prostu lubię. I sięgam po opasłe tomy po raz kolejny z przyjemnością, bo przecież nikt mnie nie zmusza (a sam się nie zmuszam do niczego).
No i lubię tych wszystkich którzy na widok 'złego słowa' na temat Moore'a a właściwie słowa nie wypowiadanego na klęczkach ze wzrokiem skierowanym ku niebu, gotują się krzycząc 'herezja!', 'bluźnierstwo!', 'otruli!' XD To normalne, że jak się kocha komiks to trzeba wielbić Moore'a bądź 'o nim albo dobrze albo wcale'. A jak się nie lubi bądź nie czapkuje to jest się komiksowym podrabiańcem.
Czy jest sens czytać takie wpisy, albo z nimi dyskutować? Jeden lubi to, drugi tamto. I tyle.
No chyba, że mowa o jakimś ekspercie, albo uznanym autorytecie, to wtedy chętnie sam czytam taką krytykę (w odróżnieniu od opinii, którą może wygłosić każdy i nie wymaga to specjalnych kompetencji). Ale wtedy pewnie nie pojawia się oburzenie, tylko rzeczowa polemika. To rzadsze i trudniejsze w dzisiejszych czasach, ale to już inny temat.
A to najlepiej Strażników albo Vendettę powiesić nad drzwiami w kuchni albo salonie zamiast świątka. Beka 
Co prawda nic nad żadnymi drzwiami nie wieszam (a w salonie i kuchni nawet nie mam drzwi), ale w salonie mam kilka plakatów displate. Na razie co prawda filmowych, ale jak znajdę komiksowy, który mnie się spodoba, to komiksy Moore'a będą jednymi z kandydatów.
A żeby zostać w wątku, to niedawno wziąłem się za Lost girls i się ostatecznie nie zawiodłem, mimo że sam krótki opis tematu może zniechęcać. W środku kilkaset stron pornografii i to w wydaniu takim, że gdybym wiedział lepiej, co tam się będzie odbywać, to na 99% bym nie kupił. Ale będąc nieco nieświadomym czytelnikiem brnąłem przez kolejne strony i nawet coś zupełnie obrzydliwego było podane w sposób przyswajalny (dla mnie, bo po innych może to spływać, a jeszcze inny po 50 stronach uzna, że bezeceństw czytać nie będzie - i to jego święte prawo). A sama końcówka, to dla mnie mistrzostwo świata. Kilka stron, w których klimat opowieści zupełnie się zmienia i na zasadzie kontrastu między orgietką, a buciorami żołnierzy wybrzmiewa antywojenny, mocny protest.