
"All-Star Batman i Robin, Cudowny Chłopiec", kolejna historia o Mrocznym Rycerzu spod ręki Franka Millera, czyli lektura szybka, łatwa i niekoniecznie przyjemna. Komiks zbyt dobrej renomy nie ma - sam kupiłem go tylko z chęci skompletowania wszystkich komiksów Millera (a przynajmniej tych wydanych w Polsce), bo pomimo faktu, że lubię jego Batmana, to akurat ta pozycja nie wydawała mi się zbyt zachęcająca. Wrażenia z lektury niestety nie zmieniły mojego nastawienia, całość przeczytałem już zresztą jakiś czas temu, ale jakoś nie mogłem się przemóc, żeby w końcu uporządkować myśli na jej temat.
Przede wszystkim komiks jest przeszarżowany, topornie napisany i przesadnie wulgarny - i mam tu na myśli raczej jego ogólny wydźwięk, bo w gruncie rzeczy zbyt wielu przekleństw tutaj nie uświadczymy, a jak już się zdarzają, to ocenzurowane. I nie zrozumcie mnie źle, jest cała masa wulgarnych komiksów, które trafiają w moje gusta (jak choćby spora część twórczości Gartha Ennisa), ale ten jest wręcz chamski, przez co nieprzyjemny w odbiorze. Bohaterowie są napisani fatalnie, postacie wypadają irytująco, są antypatyczne i zdaje się, że niezbyt grzeszą inteligencją, na czele zresztą z samym Batmanem, którego przedstawiono tu jako niezłego psychopatę. Co mogłoby nawet pasować w kontekście niektórych wydarzeń z "Mroczny Rycerz kontratakuje" - "All-Star Batman" jest zresztą bardzo wyraźnie osadzony w tym samym continuity, co reszta komiksów Millera o Batmanie - jednak zupełnie nie gra jako samodzielna fabuła, bo nie jest to postać, o której chciałoby się czytać. A nie był taki ani w "Roku pierwszym", ani w "Powrocie Mrocznego Rycerza", więc biorąc pod uwagę, że ta historia dzieje się pomiędzy nimi, można by założyć, że Miller miał w zamiarze przedstawić gorszy etap w jego życiu i jakieś chwilowe załamanie nerwowe, sądzę jednak, że powodem jest raczej spadek formy scenarzysty niż zamierzony efekt, bo z treści to niestety nie wynika. Kolejny minus to dialogi. Są pisane beznadziejnie, równie irytujące jak wypowiadające je postacie, a momentami bardzo ciężkie do przebrnięcia - szczególnie mam tu na myśli zeszyt trzeci, wprowadzający do historii Black Canary. Fabuła jest rwana, dużo wątków zmierza donikąd, a w pewnym momencie coś chyba nie zagrało w narracji (z jakiegoś powodu akcja nagle przenosi się o 15 godzin wcześniej, jednak już widzimy efekty tego, co będzie dziać się później - również zeszyt trzeci).
Za warstwę graficzną odpowiada Jim Lee i być może będę w mniejszości, ale dla mnie te rysunki to najgorszy plastik, z jakim stereotypowo kojarzy mi się superhero. Krzykliwa, nieciekawa kreska, przeseksualizowanie postaci na każdym kroku i mnóstwo graficznych popisów, które nie robią na mnie wrażenia. Całość totalnie bez klimatu i niestety psująca mi lekturę, bo w jej trakcie zastanawiałem się, o ile lepiej by mi się to czytało, gdyby tę historię dano komuś innemu.
Na koniec warto wspomnieć jeszcze o dwóch kwestiach. Po pierwsze seria nie chwyciła, w efekcie czego jest urwana i Miller nigdy nie dokończył tej historii. Po drugie polskie wydanie jest niekompletne - ostatecznie powstało 10 zeszytów, jednak w tym tomie znajduje się ich tylko 9 (natomiast podobnie jest w oryginale, na którym bazowana jest nasza edycja, więc to niekoniecznie wina Egmontu). Aczkolwiek trzeba też zaznaczyć, że nie jest to aż taka wada, bo moment, na którym zamyka się nasze wydanie całkiem nieźle nadaje się na zakończenie i można ten komiks potraktować jako pewien epizod z życiorysu Batmana, który kończy się wraz z pierwszą wspólną akcją z Robinem - w dodatku całkiem niezłym kadrem. Wg mnie to akurat gra całkiem nieźle, a ten ostatni zeszyt można bez problemu znaleźć nawet online, jednak mi już nie starczyło samozaparcia, żeby się z nim zapoznać. Co prawda zacząłem, ale akurat byłem zmęczony i doczytałem do połowy, a później już nie miałem ochoty wracać - co w sumie odpowiednio świadczy o poziomie całej serii. Obok crossovera "Spawn/Batman" to jak do tej pory najsłabszy komiks Millera, jaki miałem okazję czytać. Zastanowiłbym się, któremu z nich przyznałbym ten "zaszczytny" tytuł - i chyba jednak temu drugiemu - ale dla "All-Star Batman" rekomendacja to jednak żadna.