Dwa razy Szninkiel na jednej stronie widzę będzie
SZNINKIEL w kolorze Szninkiel to jedno z tych dzieł, które jeśli nie ukształtowało, to na pewno bardzo mocno odcisnęło swoje piętno na moim komiksowym guście. Znakomita kreska, znakomita fabuła, znakomity klimat - całość swoją treścią i czarno-białą formą idealnie wpasowała się w ponurą końcówkę lat osiemdziesiątych i transformacji systemowej. Jakże inne to było dzieło w porównaniu do Thorgala, tych samych autorów, którego przecież poznawałem dokładnie w tym samym czasie. Później wielokrotnie wracałem do Szninkla na różnych etapach życia, za każdym razem dostrzegając i doceniając w nim coś nowego - do dziś przeczytałem go pewnie kilkanaście razy, ostatni raz gdzieś tak rok temu. Nigdy nie miałem okazji sięgnąć po wersję pokolorowaną - aż do dziś.
Po lekturze mam, cóż tu ukrywać, ambiwalentne uczucia.
Z jednej strony to kolorowa podróż do czasów wczesnej młodości - powinno mi to sprawić głównie radość i poniekąd coś takiego się wydarzyło. Ale jednocześnie zupełnie inaczej odebrałem to dzieło - dzięki kolorowi, a raczej przez ów kolor, z bardzo wielu scen umknęła ta niesamowita aura tajemniczości, grozy, okrucieństwa, smutku i beznadziei, którą czerń i biel tak dobitnie podkreślały, szczególnie ucierpiały na tym początek i koniec komiksu. Dosłowność kolorów zamknęła wrota wyobraźni na tym polu. Jednocześnie niektóre sceny dzięki kolorowi zyskały blasku, tam gdzie powinien się pojawić promyczek nadziei czy opowieść zmienia się w bardziej przygodową niż smutną, bo i takie przecież tutaj są.
Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że chyba powinna powstać wersja łączona

Te najbardziej "fantastyczne" rozdziały mogłyby być w kolorze, ewentualnie pojedyncze kadry lub strony, a nawet postacie. A reszta w czerni i bieli.
Ogólnie oceny nie wystawiam, bo Szninklowi nie można dać mniej niż 9/10, nawet kolor tego nie odebrał. Natomiast zdecydowanie moją ulubioną wersją, póki nie ma łączonej, pozostaje oryginalna czerń i biel. W zbiorach jednak zachowam obie - może za rok przeczytam sobie to we wspomnianej formie łączonej...?

Zachęcam wydawcę do przemyślenia tematu
