Kat Howard, Tom Fowler – "Sandman Uniwersum: Księgi Magii – tom 1: Dobór składu"
Kat Howard, Tom Fowler – "Sandman Uniwersum: Księgi Magii – tom 2: Drugie quarto"
Kat Howard, David Barnett, Simon Spurrier, Tom Fowler – "Sandman Uniwersum: Księgi Magii – tom 3: Rozważanie możliwości"Kolejna odsłona "Sandman Uniwersum" powtórzona. Dwie z trzech "Ksiąg Magii" przeczytałem już ponad dwa lata temu i zabierając się za nie ponownie, sam się sobie dziwiłem, dlaczego tak długo zwlekałem z zakończeniem. Później sprawdziłem daty publikacji i okazało się, że na następny tom trzeba było czekać właśnie prawie dwa lata, także brawo Egmont. W każdym razie przypomnienie sobie poprzednich części przed zabraniem się za finał było na miejscu, więc w ostatnim czasie przerobiłem wszystkie zeszyty serii, której pisanie powierzono Kat Howard.
Niestety scenarzystka jest słaba. Co prawda powtórka dwóch pierwszych tomów to była chwila, bo przez kolejne rozdziały dosłownie się płynie, jednak nie jest to kwestia jej umiejętności scenopisarskich, a tego, że bardzo mało w nich treści. W komiksie jest niewiele tekstu, praktycznie jakakolwiek słowna narracja nie istnieje, a dialogi to zazwyczaj pojedyncze zdania. Mogłoby to być oczywiście świadome zagranie autorki, natomiast raczej bym tego nie podejrzewał, a efekt był taki, że beznamiętnie przerzucałem kolejne strony. Tempo zdecydowanie tu nie zagrało i akcja za szybko pędzi do przodu.
Od strony fabularnej fajerwerków nie uświadczymy, w sumie do niczego to zbytnio nie prowadzi, a poszczególne wątki są rozplanowane tak sobie. Akcja jest dość przewidywalna, zachowania sztampowe, a niektóre rozwiązania wręcz głupie – np. w jednym odcinku okazuje się, że aby wydostać się z więzienia, w którym pewien bohater miał spędzić wieczność, wystarczyło jedynie odpowiednio mocno pociągnąć za kraty, na co widać nigdy nie wpadł skazany. Są oczywiście pojedyncze wątki, które odebrałem na plus – wizyta w Magicznym Królestwie, krwawiący las czy epizodyczna postać żyjącego drzewa – jednak to zdecydowanie za mało, żeby uznać cały komiks za interesujący. "Księgi Magii" w wykonaniu Howard to takie czytadło, którego lektura mija szybko, ale napisane jest dennie. Do pewnego momentu przeszkadzało mi również to, że całość wydawała się stać w sprzeczności z oryginałem Gaimana, mimo że przedstawia się jako jego kontynuacja, aczkolwiek tu muszę zwrócić honor, że wraz z rozwojem wydarzeń ta kwestia zostaje wyjaśniona.
Główny bohater jest irytujący. Naburmuszony, wiecznie obrażony i wściekły na cały świat, a przy tym naiwny, impulsywny i niezbyt myślący o konsekwencjach swoich działań. Ok, to dzieciak, więc pewnie ma do tego prawo, ale komiks jest jednak adresowany do dorosłego odbiorcy, więc jako centralna postać mógłby być nakreślony trochę lepiej, bo w obecnej formie ciężko mu kibicować. Pozostali bohaterowie też nie zrobili na mnie wielkiego wrażenia, choć drugi plan już prędzej idzie polubić. Najlepiej wypadają Rose i Szalona Hettie – a najfajniejsze "postacie" to chyba gołębie tej drugiej. Antagoniści są raczej nijacy, na czele z kultem Zimnego Płomienia, który teoretycznie jest kreowany przez Howard na główne zagrożenie, podczas gdy jego członkowie tylko stoją w jakimś zaułku i grzeją ręce nad ogniem z beczki jak menele.
Graficznie jest mocno średnio. Na przestrzeni całej serii mamy do czynienia z ilustracjami Toma Fowlera (wspieranego czasami przez inne nazwiska), którego styl jest dosyć kreskówkowy i w moim odczuciu mało urodziwy. Postacie w jego ujęciu na każdym kroku stroją obrażone miny, przez co stają się jeszcze bardziej irytujące niż wynikałoby to z samego scenariusza. Za to tym, co faktycznie zagrało, są naprawdę udane okładki autorstwa Kaia Carpentera – chyba jedyna rzecz w tym komiksie, na której można zawiesić oko.
Czarę goryczy przelał dla mnie zeszyt #14, którego współtwórcą jest Simon Spurrier, piszący wówczas solowy tytuł o Constantinie. Pojawia się w nim właśnie John, a odcinek choć sam w sobie nie jest jakiś wybitny, to zdecydowanie wybija się ponad resztę. Wyróżnia się zarówno pod kątem stylu pisarstwa i prowadzenia narracji, co można by jeszcze uznać za robotę gościnnego autora, ale rysunki i kolorowanie – które również stoją w tym numerze na dużo wyższym poziomie, a za które odpowiadają te same osoby, co przy reszcie komiksu – zdają się już świadczyć o niestaranności twórców na przestrzeni pozostałych zeszytów.
Na tym właściwie można by skończyć ocenę tej serii, jednak nieoczekiwanie następuje mały przełom, o którym warto wspomnieć osobno. Na krótko przed finałem znika główna scenarzystka, a przy ostatnich 5 numerach stery przejmuje David Barnett. Nie wiem, co stało za tą decyzją, natomiast jest to najlepsze, co spotkało tę wersję "Ksiąg Magii". Nowy autor musi oczywiście działać na tym, co wypracowała poprzedniczka, a ta stylistyka niekoniecznie mi się podoba (chociażby Tim wymachujący śrubokrętem zamiast różdżką), ale jakościowo komiks bardzo zyskał. Końcowe rozdziały są dużo lepiej napisane, a historie nareszcie robią się interesujące. Okazuje się, że mogą pojawić się nowe i całkiem sympatyczne postacie, a bohaterowie i wątki wprowadzone przez Howard nareszcie zostają do czegoś wykorzystane. Nawet wspomniany wcześniej Zimny Płomień staje się ostatecznie ciekawy. A przy tym całość zgrabnie porusza się po uniwersum, czerpiąc z dorobku Gaimana – tak z oryginalnej miniserii, jak i szerszego świata Sandmana.
Muszę przyznać, że na tym etapie zacząłem widzieć w tym komiksie jakiś potencjał i w sumie było mi nawet szkoda, że Barnett nie kontynuował tego tytułu dalej, bo zaczynało to wyglądać obiecująco i gdyby popracować nad tym jeszcze trochę, być może powstałoby coś wartego uwagi. A tak dostajemy przynajmniej całkiem udany finał (pod względem logiki wydania, ewidentnie trzeci tom powinien być podzielony na dwa), jednak dobre wrażenia z końcówki nie równoważą miałkości całej reszty i ogólny poziom nowych "Ksiąg Magii" pozostaje z dosyć nisko zawieszoną poprzeczką.
Zeszyty Howard 4/10, zeszyt ze Spurrierem 6/10, zeszyty Barnetta 6/10 – 6 wyróżniających się zeszytów na 23 średniej aż tak nie podnosi, więc dla całości nadal 4/10.