Enrique Sánchez Abulí, Jordi Bernet, Alex Toth – "Torpedo 1936"Komiksową serię Abulíego i Berneta o przygodach Torpedo znam od dłuższego czasu, a zasadniczą większość historii zawartych w wydaniu zbiorczym już czytałem, niektóre nawet kilkukrotnie. Jednak tak się jakoś złożyło, że nigdy nie skończyłem tego tytułu – z tego, co pamiętam, nie przeczytałem ostatniego tomu z wersji Taurusa – ale że akurat wpadła mi w ręce edycja od Non Stop Comics, nadarzyła się dobra sposobność nadrobienia zaległości, a przy okazji powtórzenia reszty serii. Za lekturę zabrałem się niedługo po zakupie, by w stosunkowo krótkim czasie przerobić całość od początku do końca.
"Torpedo" to utrzymana w estetyce noir czarna komedia o ostrym jak brzytwa humorze, na którą składa się ponad 60 odcinków, publikowanych na przestrzeni lat w kilku magazynach. Akcja komiksu skupiona jest na postaci tytułowego gangstera, który jako wróg publiczny numer jeden nie ma oporów przed niczym, by dojść do swojego celu, a przemoc, seks i broń palna to nieodzowne elementy jego przygód. Stanowcza większość z nich to krótkie, 8- lub 10-stronicowe historie o raczej zamkniętych fabułach (choć pewne postacie i wątki powracają tu i ówdzie). Oprócz tego znajdują się tutaj cztery pełnometrażowe opowieści, aczkolwiek te dłuższe historie uważam za najmniej interesujące punkty zbioru, a geniusz serii tkwi według mnie właśnie w krótkiej formie. Niektóre z zawartych tu opowiadań to prawdziwe perełki i istny pokaz pomysłowości, przewrotności i ciętego humoru. Fabuły dotykają szerokiego zakresu tematów, które mogą przyjść na myśl o gatunku – napady, płatne morderstwa, zemsta, gangsterskie porachunki, zdradziecko piękne kobiety, a także przewijające się gdzieniegdzie retrospekcje z życia głównego bohatera.
W kwestii humoru – o ile komediowe nuty towarzyszą serii od samego początku, to nie brak tu brutalnej akcji, wulgarności i wszelkiego rodzaju jechania po bandzie. Momentami można odczuć wrażenie, że autorzy nie mieli absolutnie żadnych granic i choć z zasady raczej nie lubię narzucania twórcom jakiejś cenzury, tak uważam, że pewne sceny (zwłaszcza te, w których Torpedo zabiera się ze te bardziej niewinne kobiety) mogli sobie jednak darować z pozytywnym wpływem na całość. Kilka momentów spowodowało u mnie pewien dysonans poznawczy i sprawiło, że mimo wszystko ciężko było patrzeć na wyczyny głównego bohatera i z przyjemnością czytać o jego kolejnych eskapadach.
Wydaje mi się też, że z czasem seria zaczęła trochę tracić pazur – być może nie w kwestii ukazywania przemocy, natomiast w tych późniejszych odcinkach trochę zaczynało mi brakować tego czegoś. Fabuły już nie miały tego sznytu, co na początku, a w pewnym momencie (tak gdzieś w ostatnich 30% tomu) zaczęło mi się wydawać, że kontynuowanie tej historii stało się już trochę wymuszone, a całość idzie w zbyt mocne przerysowanie, gdzie poprzednie scenariusze bywały jednak brutalnie osadzone w rzeczywistości. Aczkolwiek na to też nie ma reguły, bo już jeśli chodzi o te dłuższe historie, to najbardziej podobały mi się właśnie ostatnie – ale to może być też efekt tego, że obu wcześniej nie znałem. Co prawda do końca "Torpedo" czytało mi się przyjemnie, choć za szczyt możliwości uważam materiał, który Taurus zawarł w trzech pierwszych tomach swojego wydania.
Warstwa graficzna przez cały czas stoi na spójnym, wysokim poziomie, a czarno-białe ilustracje Berneta idealnie pasują do stylistyki noir. Jego kreska sprawia wrażenie stworzonej do obrazowania gangsterskich rozgrywek, a dosadny i przepełniony brudem obraz Ameryki lat 30. wykreowany w scenariuszach Abulíego, dał artyście idealne pole do pokazania swoich umiejętności. Mały występ zalicza również Alex Toth, który był pierwszym rysownikiem serii, jednak szybko ją opuścił, bo stworzył jedynie dwa odcinki.
Samo wydanie prezentuje się bardzo dobrze i zdecydowanie lepiej od edycji Taurusa. Format jest szerszy niż u poprzednika, natomiast wysokość nie uległa zmianie, wydaje się więc, że dodano wewnętrzny margines, co powinno przełożyć się na komfort czytania – i fakt faktem, pomimo znacznej objętości czytało się bardzo wygodnie. Offsetowy papier sprawdza się dużo lepiej niż błyszcząca kreda Taurusa i bardzo dobrze komponuje się z rysunkami, jak i klimatem samego komiksu. Jeśli miałbym się już do czegoś przyczepić, to materiał grzbietu wygląda na nietrwały, jest jakiś miękki i sprawia wrażenie, że nie trudno go odkształcić, choć generalnie mnie nic się nie uszkodziło. Za cenę, którą dałem – rewelacja; okładkowo komiks stoi oczywiście dużo wyżej, ale nadal nie uważam, żeby podana kwota była jakoś bardzo zawyżona.
Całość, pomimo faktu, że zajmuje ponad 700 stron, czyta się szybko, choć w moim przypadku odbiór był najlepszy przy dawkowaniu sobie po jeden-dwa rozdziały na dzień. Wznowienie od NSC dostarczyło mi więc prawie 2 tygodni udanej zabawy w gangsterskich realiach i mimo, że po drodze zdarzyło się kilka zgrzytów, to całościowo seria jest jak najbardziej warta polecenia. A na deser pora zrobić sobie jeszcze powtóreczkę "Torpedo 1972".
Mocne 7/10.