No widzisz. A ja go czytałem. Znaczy się - wydałem na to złotówki. I w zw. z tym będę to nazywał "przekładem".
Do tego stopnia serce mnie boli - jako konsumenta historyjek obrazkowych a nie tłumacza - na co pozwala się tłumaczom w Egmoncie.
Przekład może być zrobiony źle, z rażącymi błędami albo z pogwałceniem zasad sztuki. Wtedy zwykle jest uniwersalnie nieprzyjemny w odbiorze, nawet bywa denerwujący.
Może być też tak, że przekład jest zrobiony poprawnie (albo nawet bez większych błędów), ale po prostu styl użyty przez tłumacza nam osobiście nie podchodzi i dlatego dany tekst nam się nie podoba. Wtedy to już rzecz osobistego gustu.
Niestety czasem widuję, jak ta druga sytuacja przedstawiana jest jako pierwsza i tłumacze bywają krytykowani za to, że "mnie się nie podoba, więc musi być źle".
Na tej liście błędów, którą przedstawiłeś w zalinkowanym temacie, nie znajduję niczego, co stawiałoby ten komiks o Harleen w jednym rzędzie z pierwszym przekładem "Powrotu Mrocznego Rycerza" albo "Wolverine'a" z KSM #2 czy jakimiś innymi osławionymi tłumaczeniami. Być może są tam jakieś potknięcia, które można by poprawić; być może też sytuacja wygląda inaczej, gdy patrzy się na cały ten komiks, bo - tak jak mówiłem - jego akurat nie czytałem. Opieram się na tym, co przytoczyłeś.
Zachowajmy jakiś umiar w krytyce, żeby każde omsknięcie nie przeradzało się zaraz w koszmarną kompromitację i potworną skazę na materii komiksu - bo przez takie pojęcie słowa krytyki tak się zdewaluują, że trudno będzie konstruktywnie rozmawiać o tym, co można poprawić.
A flekuje się radosną twórczość tłumaczy we wczesnych kaczorach
A kto flekuje? Bo chyba się raczej nie spotkałem z czymś takim, jak poniżej...
flekować1. posp. «brutalnie kogoś kopać»
2. posp. «moralnie znęcać się nad kimś»