SupermanMimo ogromnej rozpoznawalności i posiadania statusu popkulturowej ikony, Superman pod względem popularności stoi znacznie dalej za takimi postaciami superbohaterów jak Batman czy Spider-man. Sytuacja taka zapewne wynika m.in. z przeświadczenia, że trudno o dobrą historię z postacią o wręcz nieograniczonych możliwościach, do tego bez przeżytej (świadomie) traumy. Pod tym względem wspomniany Gacek i Pajączek z pewnością mają o wiele więcej do zaoferowania.
Jednak jest to tylko przeświadczenie, choć mocno ugruntowane, ale prawda wygląda zgoła inaczej. Superman doczekał się wprost zatrzęsienia komiksów ze swoimi przygodami, i fakt może sporo prezentuje przeciętny poziom, ale na szczęście nader często zdarzają się prawdziwe perełki. A i dłuższe ponadprzeciętne, lub choć bardzo przyzwoite, cykle także pojawiają się nie od święta.
Niestety, choćby doskonale to widać w naszym kraju, ta mniejsza popularność jest odwzorowana w ofercie wydawniczej. W księgarniach komiksów z Supkiem znajdziemy o wiele mniej niż tych z Pajączkiem czy Gackiem.
Z okazji premiery kolejnej graficzki (jeszcze chwila, trwają ostatnie poprawki), standardowo, przegląd pozycji komiksowych wydanych w naszym kraju. Serdecznie zapraszam na wysokie loty z nie zawsze wszechmocnym Człowiekiem ze Stali.
W wydaniu albumowym Superman zadebiutował w Polsce w 1989 roku, ale „nieco” wcześniej jego przygody można było poznać na łamach prasy. Dosłownie w przeddzień wybuchu II Wojny Światowej w gazecie „Kurjer Codzinny 5 Gooszy” pojawiały się paski z.. Burzanem. Zgadza się, Supermana przemianowano na Burzana, co więcej, wylądował w okolicach Kalisza, a adoptowany został przez rodzinę spod Warszawy. Lois Lain została przemianowana na niezwykle urokliwą Stefcię Wymagalską – wprost poezja! O publikacji niniejszych pasków można przeczytać w książce Adama Ruska „Tarzan, Matołek i inni” wznowionej w edycji rozszerzonej jako „Kraina zapomnianych przodków”.
W 1989 roku ukazał się pierwszy album, ale… Wcześniej otrzymaliśmy „Komiks Fantastyka” zeszyt 2(7)/89, tzw publicystyczny. A w nim wiele świetnych komiksów i równie świetnych artykułów. O superbohaterach pisał Jerzy Szyłak, w tymże numerze także przedrukowano artykuł Otto Friedricha pierwotnie opublikowany w magazynie „Time”. To były czasy bez internetów, więc taka publicystyka pozwalała wszystkim spragnionym jakichkolwiek informacji o zagranicznych komiksach choć trochę poznać, co się na świecie wydaje. Co najlepsze, te artykuły, mimo sporo ponad 30 lat na karku, nadal warte są przeczytania!
Pierwszy album ukazał się w 1989, ale…. Nie nie, już będzie o albumie, i to z wielkim namaszczeniem, gdyż bezsprzecznie jest to rzecz nieprzeciętna. „Superman 50-lat” z całkiem atrakcyjną okładką, choć o dziwo, napis „Superman” nie został zapisany w charakterystyczny sposób.
W środku nagromadzenie postaci, całkiem fajna historyjka, nie zabrakło przedstawienia genezy naszego bohatera, a wszystko okraszone dynamicznymi kadrami i bardzo ładnymi rysunkami. No i słynne już piersi Lois! Po bliższym przyjrzeniu się, albumowi jako całości, nie piersiom, sam scenariusz tak niby spoko, ale momentami coś niedomaga, rysunki ładne owszem, ale brak im tła, czasem jest dziwne kadrowanie, zdarzają się także bardziej pokraczne postacie. No i te zbyt często tutaj wspominane piersi, wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, ale takie coś w komiksach superbohaterskich nie miało wielkich szans na publikację. Nie miało, gdyż „Superman 50 lat” to swoiste kuriozum tamtych czasów, komiks który nie tylko był pirackim wydaniem, ale też w pełni został przerysowany przez grafika na zlecenie wydawnictwa, do tego wykorzystując kadry z wielu najróżniejszych wydań, do tego publikowanych pierwotnie w róźnych krajach i językach, i mocno ingerując w same rysunki, czy to wprowadzając uproszczenia, czy nawet zmiany całych postaci. Ot choćby Lois w oryginale była Supergirl. I uprzedzam, nie, nie epatowała negliżem. Świetne opracowanie na temat inspiracji popełnił swego czasu Pan Optykon - mocno polecam!
https://pan-optykon.pl/komiks/superbohaterski-miszmasz-superman-50-lat/
Do tego albumu zaraz jeszcze powrócę, ale wcześniej mały przerywnik, czyli dwie publikacje o których chyba warto wspomnieć w tym miejscu. Opowieść o narodzinach supermana to dokumentalna opowieść w formie komiksu, bezsprzecznie warta poznania. Nie ocenia się książki po okładce, ale mnie dodatkowo zauroczyła zaokrąglonym grzbietem, szkoda że wydawcy tak rzadko obecnie korzystają z tego patentu.
Pierwszą historię z Supermanem, tą z 1938 roku można było przeczytać jako dodatek w 18 tomie kolekcji „Wielka Kolekcja Komiksów DC Comics”. Ukazała się także jako osobne wydanie, w formie reprintu wydanego jako dodatek dla prenumeratorów wspomnianej kolekcji. Co ciekawe, jest to pełny reprint pierwszego zeszytu „Action Comics”, więc oprócz historii z Supermanem, zawiera także inne komiksy, wszystko oczywiście ładnie spolszczone. I naprawdę, warte przeczytania w całości, super poznać historyjki z tamtych lat. Może nie ma to dużego znaczenia, ale mimo tej samej redakcji, wersja z reprintu różni się układem tekstów w dymkach w stosunku do wersji z tomiku. Ciekawe, jaki mógł być powód, by przygotować jeszcze raz wklejkę?
I wreszcie! „Z Kryptonu przez Metropolis do Polski” zawitał Superman. I to w doborowym towarzystwie samego Batmana! Co prawda Supek w polskiej wersji nieco był pokrzywdzony, gdyż pierwszy zeszyt był nieco cieńszy niż standardowe, za to Batman dostał parę stron więcej. No cóż, najważniejsze, że średnia się zgadzała.
A mało brakowało żeby przyszły Tm-Semic nie dostał licencji na postacie z uniwersum DC. Gdy starli się o prawa, szefowa praw międzynarodowych w DC Comics przedstawicielom wydawnictwa pokazał album Superman 50 lat z prośbą o wyjaśnienie sprawy nielegalnej publikacji. Do Polski wkrótce zawitała szycha z DC Chantal D’aulnis, umówiono spotkanie z osobami odpowiedzialnymi za niebieski album. Było stanowczo, na szczęście winni posypali popiołem głowy, coś tam się tłumaczyli że to nie w złej wierze, podpisali papierek „że nigdy więcej”. I można było wydawać Supermana i batmana oficjalnie i legalnie, co prawda buląc tantiemy za każda stronę, ale za to na licencji!
Do tego trafiono z czasem bardzo dobrze, gdyż pięć lat wcześniej w DC pojawił się słynny „Kryzys na nieskończonych ziemiach” mający na zadanie odświeżenie całego Uniwersum i przedstawienie losów większości postaci całkowicie na nowo. W przypadku Supermana zadania tego podjął się John Byrne i wywiązał się z nieco wprost śpiewająco! TM-Semic w kolejnych numerach polskiej edycji zaprezentował całą miniserie Byrne’a składająca się z sześciu zeszytów, co w polskim wydaniu zajeło 3 i pół zeszytu. W pierwszym mieliśmy tylko jeden odcinek, w kolejnych, jak to TM-Semic miał w zwyczaju, już po dwa. Dalsze losy Supka także tworzył w większości Byrne, i co prawda zaczęły pojawiać się coraz większe cięcia i pomijanie oryginalnych zeszytów przez polskiego wydawce, ale i tak otrzymaliśmy kawał nadal wartej zapoznania historii komiksu Superboahterskiego. Sporo z tych historii wznowiono później w ramach różnorakich kolekcji, oczywiście jakość wydania nie pozostawia złudzeń, po które wydanie należy sięgnąć.
Ciekawostka są różnice, nie tylko w kolorowaniu (zmiana koloru ubioru Lois różowy zrobił hop z zielonym), ale także w dymkach. Ot choćby nielogiczne umieszczenie odgłosów obcasów „stuk, stuk…” zmieniono na adekwatne „szlag, szlag…”
Choć nowe wydania czasem tracą na wyrazistości, tutaj choćby pierwszy kadr - stare kolorowanie uwypukla więcej szczegółów.
Wiele jest psioczenia na tłumaczenia TM-Semicowe, ale często tłumacze z tamtego czasu wykazywali się paradoksalnie o wiele lepszym wyczuciem sytuacji. Poniżej przykład, nie dość, że stare tłumaczenie jest o wiele bardziej naturalne, to jeszcze wiadomo o co chodzi, skąd nasi bohaterowie wiedzieli, że to Margaret jest za to odpowiedzialna. W nowej wersji nie jest to wytłumaczone, jak ktoś nie zna angielskiego, to tym bardziej nie skojarzy skrótu.
Rok 1991 zaowocował 12 zeszytami, i oj działo się! Byrne zaprezentował parę świetnych starć, po czym nasz Supek poszybował w kosmos na samowygnanie. Co i dlaczego? Niestety tutaj zadziałały cięcia, i wiele świetnych zeszytów nie przyszło nam poznać w naszej edycji. Koniec roku to Braniac, kolejna warta poznania historia - ogólnie - cały rocznik to wyśmienita lektura.
W 1992 roku nie zwolniano tempa. Wyścig z Flashem, Maxima, Krypton-Man, rewelacyjne spotkanie z Batmanem, bardziej spokojna, ale równie porywająca historia z Indianami, a na zakończenie Super stracił moce. Oj, działo się, co numer to hicior!
Kolejny rok to Mr. Z a następnie saga Time and Time Again, która zasłynęła z wizyty Supka w Polsce. A później doskonałe Czerwone Szkło! Na okładce ostatniego numeru z tego roku wydawca zapisał „gorące wydanie” i miał w pełni rację, z tym, że każde wydanie póki co było takie!
Kolejny rok i kolejne sagi: Blackout i Panic in the Sky! Poziom utrzymany!
Trochę wampirów i niestety koniec tego co dobre, nastąpiła słynna Śmierć Supermana… W międzyczasie ukazał się numer 50 serii, w którym jako prezencik dołożono plakacik.
Saga z Śmiercią, Rządami i Zmartwychwstaniem trwała i trwała, a na koniec przywaliło mocnym numerem z Toymanem. Jednak czytelnik zaczynał być już nieco zmęczony, długie sagi nieco dawały o sobie znać, tym bardziej, że podobne historie można było znaleźć w batmanie czy Spider-manie.
Kolejne numery już tak nie porywały, choć działo się, oj działo. Ale chyba za mało, gdyż od numeru 83 zescalono ze sobą serie Batman & Superman. Numery były nieco grubsze, każdy zawierał trzy oryginalne zeszyty, z powodu większej popularności Gacka dwie poświęcono jemu, Supkowi ostał się jeden.
I tak to trwało, trzeba przyznać, że wtedy pojawiło się sporo naprawdę świetnych historii z Batmanem. Z Supermanem niestety było znacznie gorzej.
Z końcem roku serię zamknięto. Skończyła się, dosłownie i w przenośni, pewna epoka.
Wśród wielu wydań specjalnych TM-Semic dwa z nich poświęcił Supermenowi. Jedno to ekologiczna opowiastka z morałem, dość ciężkostrawna, choć nie można odmówić jej uroku, drugie, wydane w linii „Top Komiks”, to spotkanie z Obcymi. Można przeczytać.
W założeniu staram się skupić na solowych przygodach Supka, ale o dwóch tytułach nie można nie wspomnieć. Jeden to produkt przemalowanego Tm-Semica na Fun Media, bardzo zgrabna opowieść „JLA: Ziemia 2”, drugi to „Trójca”, czyli początek przygód wielkiej trójki. Historie te ukazały się także w kolekcjach.
Supermana w kolekcjach było całkiem sporo, ot choćby zeszyty Byrne’a możemy znaleźć w całkiem fajnym ciągu:
- Człowiek ze Stali WKKDC 18 także w DCBiZ 14
- Superman, Batman, Shazam: Legendy DCBiZ 28
- Odrodzenie Legendy DCBiZ 67
W WKKDC nie zabrakło innej wersji genezy, a także słynnej sagi „Dla Jutra”
- Dziedzictwo WKKDC 39 i 40
- Dla Jutra WKKDC 54 i 55
Warto szczególnie sięgnąć po zbiór „Co się stało z Człowiekiem Jutra?” (lub „Dla Człowieka, który ma wszystko i inne opowieści”) - rewelacyjne opowiadania oryginalnie publikowane przed samym Kryzysem. Pozostałe tomiki także są warte zainteresowania.
- Co się stało z Człowiekiem Jutra? WKKDC 63 także Dla Człowieka, który ma wszystko i inne opowieści DCBiZ 3 - edycje różnią się jedną historią.
- Lex Luthor: Człowiek ze Stali WKKDC 19
- Superman/Batman: Legendy najlepszych na świecie WKKDC 67
- Superman/Shazam: Pierwszy grom WKKDC 69
- Kryzys Szkarłatnego Kryptonitu WKKDC 79 (nie ma na zdjęciu)
A już zupełnie gorąco się robi, gdy za sterami siada Geoff Johns a jeszcze jak zawtóruje mu Gary Frank, oj jest wtedy jazda! Przepiękny wycinek historii z Supkiem, zaprezentowany w czterech tomach kolekcji (tak, w kolekcji ukazywały się nie chronologicznie):
- Tajna Geneza WKKDC 33
- Ostatni syn Kryptona WKKDC 12
- Brainiac WKKDC 31
- Superman i Legion Superbohaterów WKKDC 74 (także DCBiZ 25)
W przypadku tomu „Ostatni syn Kryptona” współscenarzysta był Richard Donner, natomiast tom ten został narysowany przez Adama Kuberta. Pozostałe części to już rysunkowo Gary Frank, który co prawda czasem zaserwuje nam bardzo dziwne twarze, szczególnie w tomie „Tajna Geneza” jak Clark był jeszcze młody, ale zazwyczaj wprost doskonale bawi się pozami, wyrazami twarzy, ekspozycją. To po prostu nie tylko dobrze się czyta ale i ogląda!
Clark w tej serii jest kreślony nieco na fajtłapę, ale takie przeuroczego, a do tego, jak widać, skupia się na odpowiednich atutach.
Do tego obczai napis „zapraszam” na pośladku, ale kiedy trzeba, rusza do akcji!
Jak ktoś lubi starsze historie, kolekcje także serwują parę łakomych kasków, choć niekiedy można się od nich boleśnie odbić.
- Kosmiczne Spotkania DCBiZ 99
- All-Star Squadron: Kryzys na Ziemi Prime DCBiZ 68
- Widmowa Strefa DCBiZ 94
Nie zabrakło przygód z Gackiem, potomkami, czy wreszcie Supergirl!
- Strażnicy Sprawiedliwości DCBiZ 9
- Supersynowie Kiedy dorosnę DCBiZ 54
- Supergirl: Rządy Supermenów Cyborgów DCBiZ 79
- Supergirl Kobieta Jutra DCBiZ 102
- Lex Luthor: Czarny pierścień DCBiZ 19 i 30 (nie ma na zdjęciu)
Egmont swego czasu zaserwował nam wybrane historie z serii „Superman/Batman”, w sumie ukazało się pięć tomów. Dwa z nich zdublowano w WKKDC, a jeden: „Udręka” stanowi kontynuację edycji Egmontowej. Seria bardzo dziwna, świetni twórcy, ciekawe rysunki, dzieje się wiele, ale można odnieść wrażenie, że to seria taka maks dla 12-latków: dużo, głośno i kolorowo. Aż do przesady, bo sens gdzieś umyka. Aż dziw, że na łamach tej serii dzieją się bardzo ważne wydarzenia, jak pojawienie się Supergirl czy detronizacja Prezydenta Luthora.
Zupełnie inna klasa to „All-Star Superman” i „Na wszystkie pory roku” - dwa wprost rewelacyjne tomy, z bezsprzecznie jednymi z najlepszych historii o Supku. Lektura obowiązkowa, choć w przypadku All-Star dobrze orientować się w mitologii tej postaci, gdyż Grant Morrison lubuje się w sięganiu po najróżniejsze motywy, tutaj na szczęście nie robi zbyt dużego zamieszania, a plecie bardzo przyjemną historię. Którą perfekcyjnie zilustrował Frank Quitely.
„Na wszystkie pory roku” doczekało się właśnie drugiego wydania, na które ta historia jak najbardziej zasługuje. Niezwykle ciepła, nostalgiczna, ale niepozbawiona akcji. Loeb i Sale ponownie stworzyli arcydzieło, a nowe wydanie dodatkowo zostało uzupełnione o ogrom dodatków a także parę dodatkowych krótkich historyjek (było jeszcze wydanie w kolekcji: DCBiZ 39).
Może nie zawsze twarze wyglądają jak wyglądać powinny, ale jest tu wprost zatrzęsienie przepięknych kadrów:
Choć proporcje czasem nawalają, na pierwszym kadrze Lana sięga Clarkowi do ramienia, na kolejnym jest o wiele niższa.
Ale takie wpadki wynagradzają takie ferie barw:
A gdy podczas lektury pewien chłopiec zwraca uwagę Supermenowi że ma Super kostium, a ten odpowiada „Mama mi go uszyła”, nie ma sił, musi pojawić się łza wzruszenia w oku.
Bonusik: M.J i Gwen! To Ci crossover!
Obrodziło genezami Supermana, aż chyba do przesady, czasem są to alternatywne losy jak w przypadku Millara, czasem bardzo zgrabne i ciekawe historie jakie potrafi opowiadać Landis (każda ilustrowana przez innego artystę), a czasem perełki jak ta wykonana przez Millera i Romitę Jr. Nie no, to ostatnie to żart, takie nazwiska, a stworzyli kupsztala którego nawet kijem nie należy tykać! Ale „Czerwony Syn” i „Amerykański Obcy” to lektura obowiązkowa!
Śmierć Supermana. Historia która ciągnęła się już za czasów TM-Semica, nawet mimo tego, że zostało mocno pocięta. Jednak i tak, jest to historia warta przeczytania, tym bardziej, że obecnie Egmont wydaje ją w trzech grubaśnych tomach. Dwa są już dostępne, trzeci będzie miał premierę w przyszłym roku. Tempo godne „podziwu”, ciekawe, czy Superman z tamtych lat będzie dalej się ukazywał, najlepiej w równie opasłych tomach i oby z większą częstotliwością. I ciekawe czy Egmiont pójdzie w historie po Śmierci, czy cofnie się i zaserwuje nam losy Supka od Byrne’a? Trzymam kciuki za tą drugą ewentualność, po Śmierci było parę dobrych momentów, ale też nieco męczących. A od Byrna do Śmierci to sporo doskonałych momentów, i warto by poznac w pełnym wydaniu, co w fragmentach zaprezentowały nam Semicki. Niestety, po Egmoncie można obawiać się pochopnych decyzji, wszak w Epickach Spidermana wpakowali się w bardzo ciężkostrawną Sagę Klonów, oby nie odbiło się to zbyt bardzo na sprzedaży. Długie cykle wydawnicze dobiły TM-Semica, Egmont odważnie natomiast w nie wdepnął. W przypadku Batmana chyba się udało, trzy tomy Śmierci Supermana to także w sumie bardzo atrakcyjna oferta. Oby sprzedaż była na zadowalającym poziomie.
Na deser „Superman Świat” czyli zbiorek różnych historii tworzonych przez twórców z różnych krajów. W tym także z polski. Hm, podobnie jak analogiczne zbiorki „Batman Świat” i „Joker Świat”, to te tomiki są jak Eurowizja. Z pompą, kolorowo, ale jednak czasem aż wstyd, a my wypadamy w sumie niby nieźle, ale jednak słabo. Do tego w Supku mamy urywki serii które przerodziły się w dłuższe cykle, czyli co, dodatkowo swoista reklamówka?
Superman w wydaniu bardziej nowożytnym, czyli po kolejnych Kryzysach czy czymś Kryzysopodobnym. W NEW52, u nas idiotycznie przemianowane na „Nowe DC Comics” które obecnie nie już takie nowe (tłumaczenie a’la „Szklana pułapka”) trzy tomy zaserwował nam Grant Morrison. A on umie mieszać, a tutaj się nie hamował. Lektura bardzo ciężka, łatwo się od niej odbić, ale jak przeczyta się całość, to pojawia się jakiś sens, a wtedy najlepiej przeczytać całość jeszcze raz. Z pewnością nie jest to seria dla nowych czytelników, dziwne zagranie Egmontu i szkoda, że nie ciągnięto oryginalnej serii dalej, gdy już stała się bardziej luźna. Za to dostaliśmy deser w postaci „Wyzwolonego” - w sumie luźne, kolorowe, przyjemne, bez ambicji.
Na szczęście Odrodzenie wypada o wiele lepiej, do tego świetnie nakreślono relację na linii rodzice - dziecko, szkoda jedynie, że przyszedł Pan Bendis i wszystko popsuł. W nowożytnym Supku mam spore zaległości, więc po prostu zaserwuję fotki, komentarz pojawi się kiedyś:
Jako uzupełnienie, manga o tym jak Superman lubi żreć. Podobno śmieszne, Śmiałkowski rzucił przykładem i było to straszne. Nie czytałem, może się rozkręca później?
Na deser nieco niby luźniej, choć Supergirl ma mocne momenty.
A jak komuś miało, to warto sięgnąć po takie dwa fajowskie zbiorki. Gaiman i Mignola to klasa sama w sobie, są tutaj opowieści o rożnych postaciach z DC, oczywiście nie zbrakło także Supka.
Superman to nie tylko solowe serie, oczywiście pojawia się jako członek Ligi Sprawiedliwości. W NEW52 czy Odrodzeniu mieliśmy serie poświęcone tej drużynie, poniżej nieco starszy przykład, gdzie znajdziemy także energetycznego Supka - którego można pamiętać jeszcze z czasów Tm-Semic.
Oczywiście warto przypomnieć wszelkiej maści Kryzysy, gdzie Superman zazwyczaj odgrywa bardzo ważną rolę.
Cztery przykładowe pozycje które należy potraktować jako coś co po prostu należy przeczytać, i absolutnie nie jest to lektura tylko dla miłośników Supermana.
A dla miłośników alternatywnych wydarzeń nie mogło zabraknąć choćby „Injustice”,
czy „DCEased”.
Naprawdę fajnego Supermana stworzył autor, który ogólnie ma swoje zdanie na temat superbohaterów. I można było się spodziewać, że nie pozostawi suchej nitki, tymczasem spotkanie na pewnym dachu w drugim tomie serii „Hitman” to niezwykle pokrzepiająca opowieść.
Kolejne spotkanie odbyło się na łamach ostatniego tomu, w dwuzeszytowej „współpracy” Monaghana z Liga, w tym tomie także dostaliśmy bardzo urokliwy dodatek w postaci krótkiej nowelki w której Superman współpracuje z Six Packiem! Miód!
A jeżeli kogoś nachodzą myśli o egzystencjalnym podłożu, to warto sięgnąć po „Pro”. Tłumaczy parę spraw. Powiedzmy.
Szkoda, szkoda że tylko tyle komiksów z Supermanem ukazało się w naszym kraju. Tym bardziej, że sporo jeszcze doskonałych historii czeka na opublikowanie, a naprawdę, mimo że Superman to harcerzyk, to jednak odpowiedni twórcy potrafią z tej postaci wycisnąć niezwykłe historie. Wzruszające, niepokojące, ale też często bardzo pokrzepiające, kolorowe i przyjemne. Cytując Monaghana: „Superbohaterowie to idioci w majtkach na spodniach. Wyjątkiem jest Superman.”
„Superman jest spoko”.