Chyba już nie pamiętasz fabuły. Wyrocznia - u której był dzieciak wyginający łyżkę - byli poszukiwani przez maszyny. Morfeusz i cała jego ekipa, byli poszukiwani przez maszyny. A ten zdrajca który kolaborował, był tolerowany przez maszyny w jednym celu, żeby namierzyć całą grupę i zniszczyć. Potem zdrajca miał przecież wrócić do matriksa i o wszystkim zapomnieć.
W filmie Matrix nie wiedziano o Matrix, czego przykładem był Neo, który nie mógł w to uwierzyć. To się nazywa ograniczeniem informacji narracyjnej i jest stosowane np kiedy w filmie o zombie, ludzie nie wiedzą o zombie i nie używają nazwy zombie. W Matrix nie było filmu Matrix, a idea matriksa nie była rozpropagowana, bo gdyby była, to po prostu usłyszelibyśmy dialog, - hej Neo, żyjemy w matriksie.
Nie zgodzę się też, że taka idea matriksa byłaby korzystna dla maszyn. Maszyny mogły cofnąć ludzkość do wcześniejszego wieku, mogły zaszczepiać dowolne idee, więc mogły też w prosty sposób usuwać pewne idee. Ale nie mogły tego robić z ludźmi przebudzonymi, którzy przedostawali się do matriksa i wyciągali z tego matriksa ludzi, przez co powstawał cały ruch oporu. Innymi słowy, ludzie w matriksie byli bezbronni, a ludzie poza matriksem byli niebezpieczni dla maszyn. Wyjątkiem był Neo, wybraniec. Tyle, że w naszej rzeczywistości nie słyszałem, żeby ktoś się upierał że ktoś taki istnieje, może takie osoby są w zakładzie Choroszczy, kto wie.
Nie obśmiewam idei, tylko wykazuję, że definicją matriksa w naszej rzeczywistości, nie może być film Matrix.