A UFO (jeśli istnieje) to nasz własny tylko mocno odległy w czasie do przodu pomiot, który zgwałcił zasady fizyki i nauczył się jak przemieszcza się w czasie do tyłu. Więc sobie latają w ramach wycieczek kulturoznawczych. I czasem któryś może się rozwalić. Bo i czemu nie. Teoria tak samo dobra jak każda inna.
Teoria, że UFO to przybysze z przyszłości i na dodatek nasz wytwór czy potomek ma dość przykrą konsekwencję - wtedy nasza rzeczywistość jest ich przeszłością. Okazuje się, że wszystko, co robimy, musimy zrobić. Znika wolna wola, pojawia się determinizm. W szczególności nie możemy siebie (za wcześnie) zniszczyć (smuteczek). Musimy przynajmniej dotrwać do momentu, gdy powstanie i rozwój tej innej cywilizacji będzie pewne.
Aż strach pomyśleć, jaki to miałoby wpływ na ludzi. Religie również stanęłyby przed niezłym wyzwaniem (w sensie filozoficznym mówię, nie jako zarzut czy jakaś krytyka), bo wolna wola człowieka, wybór między dobrem a złem itd. to fundamenty przynajmniej części z religii.
Mam nadzieję, że za mojego życia żaden przybysz z przyszłości się nie pojawi. Ufolek czy nasz potomek:)
A co do samego tematu podróży w czasie, to bardzo lubię ten gatunek sci-fi i rozkminianie paradoksów i metod na ich uniknięcie. Ale też zastanawia mnie inny aspekt, na który nigdy się nie natknąłem. Powiedzmy, że cofam się w czasie do piątku 30 czerwca. Spotykam siebie. I w piątek 30 czerwca zwiększa się bilans materii o ok. 85 kg. Skąd ta materia się wzięła? Jeśli z soboty, to w sobotę jest -85 kg. Wg obecnej wiedzy (tak mi się wydaje przynajmniej) materii / energii nie można zniszczyć ani wytworzyć z niczego. Więc ten transfer materii albo jest równoważony transferem energii, albo innej materii, albo jeszcze jakiejś innej skomplikowanej kombinacji.
No dobra, pora wrócić do sprzątania domu:)