Tu miałbym jednak pewne wątpliwości. W wielu aspektach tradycyjna animacja klasycznych filmów Disneya może podobać się bardziej niż nowoczesna komputerowa.
Owszem, ale uzyskanie takiego stylu nie jest dzisiaj najmniejszym problemem. Różnica taka, że dawny styl animacji wynikał z ograniczeń technologicznych, podobnie jak komiksy przed separacją kolorów. Dziś możesz uzyskać efekty jakie tylko sobie zamarzysz.
Nawiązując do tego co wcześniej przytoczyłem z robotnikami, których zaciągnięto do wciskania przycisków - że rozwiązanie problemu czasami trudno przewidzieć, bo nie bierzemy pod uwagę skutków zmian.
Alternatywny scenariusz przyszłości słowa pisanego i roli tłumaczaW niedalekiej przyszłości pisanie książek stanie się znacznie łatwiejsze i bardziej dostępne dzięki wsparciu sztucznej inteligencji. Autorzy będą mogli szybciej przelewać swoje pomysły na papier, a narzędzia AI pomogą im w redakcji, stylizacji i strukturze tekstu. To spowoduje gwałtowny wzrost liczby publikowanych utworów literackich.
Dygresja: właściwie już to się dzieje - Amazon umożliwia generowanie książki na platformie Kindle Direct Publishing (KDP), i byli zmuszeni wprowadzić ograniczenie do 3 książki na dzień na osobę, głównie w odpowiedzi na rosnące problemy związane z masową publikacją.Więc większa podaż treści doprowadzi do wzrostu konkurencji. Aby się wyróżnić, pisarze będą musieli szukać nowych form, języków wyrazu, struktur narracyjnych, czy bardziej zniuansowanego stylu. To z kolei może zapoczątkować nową falę literackiej ewolucji - nie tyle polegającej na łatwiejszym pisaniu, co na bardziej wyrafinowanym podejściu do słowa pisanego.
W tym kontekście poziom najlepszych książek wcale się nie obniży - przeciwnie, będzie rósł, ponieważ najlepsi autorzy będą zmuszeni przekraczać granice języka, stylu i formy, aby zaistnieć. Taka ewolucja wpłynie też na sferę tłumaczeń.
To, co dziś może być tłumaczone niemal mechanicznie (np. proste narracje, klisze językowe), w przyszłości stanie się dużo trudniejsze do przeniesienia na inny język. Powstaną teksty bogatsze w idiom, kontekst kulturowy, grę językową i wielowarstwowe znaczenia. Automatyczne tłumaczenie stanie się niewystarczające - i to nie dlatego, że AI nie będzie technicznie zdolna do tłumaczenia, lecz dlatego, że będzie potrzebna interpretacja, a nie tylko translacja.
W efekcie nie zniknie zawód tłumacza literackiego, jak dziś się czasem przewiduje - przeciwnie, wykształci się jego nowa forma. Tłumacz będzie współpracował z AI, ale jego rola będzie bardziej kreatywna i decyzyjna niż techniczna. Będzie musiał rozumieć nie tylko języki, ale też konteksty, styl, intencje i niuanse kulturowe - coś, czego czysta automatyzacja nadal nie obejmie w pełni.
Oczywiście przy założeniu, że nie spełni się co piszesz:
Problemem jest jednak to, że wcześniejsze narzędzia w mniejszym lub większym stopniu nadal wymagały twórczego umysłu, który by nimi kierował, tymczasem wielu decydentów uważa, że AI może twórców zastąpić całkowicie - tak że zamiast być narzędziem dla twórcy eliminuje tego twórcę.
Jeśli się spełni, to tłumaczenia będą naszym najmniejszym zmartwieniem, bo to wywróci całą gospodarkę na drugą stronę. I pewnie jak to w naturze, nowy świat wykreuje nowe potrzeby i znowu przeżyjemy.
Nie jestem przeciwko rozważnemu zastosowaniu AI w dziedzinach, gdzie może ono przynieść korzyść, ale mam cały czas duże wątpliwości przeciwko podejściu do jego użycia w obszarach twórczych i motywowanemu krótkotrwałymi względami finansowymi huraoptymizmowi, z jakim niektóre gałęzie świata biznesu się na tę sztuczną inteligencję rzucają jak szczerbaty na suchary.
Przypomnij sobie rewolucję dotcomów - apotem pęknięcie bańki - każda firma chciała mieć własną stronę internetową i wydawało się, że cały biznes przeniesie się do sieci. I co, sklepy stacjonarne zniknęły? No nie, nawet jest ich więcej - jak policzyć te żabki i biedronki i mnóstwo nowych branż, które kiedyś praktycznie nie istniały - co kawałek sklep ze smartfonami, ogromne centra handlowe, itd. I ktoś powie - bo kiedyś się tyle nie kupowało - no właśnie świat to naczynia połączone, zmienia się w jednym miejscu i pociąga zmiany w innym, dlatego tak trudno przewidzieć co się wydarzy. Z dzisiejszej perspektywy, patrząc punktowo na jeden aspekt, jeden zawód, może się wydawać, że kaplica, za dekadę perspektywa może być całkowicie inna. Nie twierdze, że niektóre zawody nie znikną albo nie zmienią się, ale na zapas bym się nie przejmował. Z resztą EU jest podobno w tych kwestiach zacofana, więc najpierw rewolucja zadzieje się w USA, my będziemy mieli chwilę za zareagowanie.