Kiedyś uważałem, że tylko smutne rzeczy mogą być naprawdę piękne. Z czasem ten pogląd dojrzewał we mnie i mocno się zrelatywizował. Tym niemniej smutne piosenki nadal na mnie działają. Ciekaw jestem Waszych typów. Muzyka jest bardzo ważną częścią mego życia- rysuję przy niej, potrafi dodać mi sił i energii.
Przechodząc do meritum:
I hung my head- piosenka bodajże Stinga, ale on jakoś tak nie potrafił jej zaśpiewać, za to Johnny Cash rozjeżdża nią słuchacza na miazgę. Nie ma tam w zasadzie nic, co podniosło by na duchu. Nawet fraza o tym, że jadą w dal z jeźdźcem, którego zastrzelił podmiot liryczny, nie nie niesie pełnego katharsis. Mocny kandydat w rankingu najsmutniejszych piosenek
Autobiografia Perfektu. "Otwieram drzwi i nie mówię już nic do czterech ścian." Sam tak miewałem. Cała reszta też optymizmem nie nastraja.
Ok. Kolejne rzeczy wkrótce.