Tytus. Nowe przygody. Księga I.
Uważam, że rysunkowo jest bardzo ok, styl Papcia zachowany jak tylko się dało, momentami widać, że rysował ktoś inny, momentami właściwie nie. Pod tym kątem jest podobnie jak z nowym Kajkiem i Kokoszem, gdzie jest widoczna kreska Kiełbusa ale jednocześnie jest bardzo po christowemu.
Co do fabuły to trochę się rozczarowałem. Książeczkę rozpoczyna tekst Artura Chmielewskiego, który pisze o dowcipach, jak to je wymyślał tata, jak teraz wymyślał je on i mam wrażenie, że tak właśnie powstał ten komiks, zbiór żartów, które były pretekstem do fabuły a nie odwrotnie. Przez pierwszą połowę myślałem sobie "no chyba zaraz zawiąże się jakaś konkretna fabuła", no ale jednak nie bardzo. Pod koniec faktycznie coś zaklikało i poczułem się jak przy starych przygodach.
I właśnie, to dobre słowo. Zabrakło mi tutaj PRZYGODY. Nie mniej cieszę się, że zrealizowano ten projekt i czekam na kolejne księgi, z nadzieją, że będzie lepiej. Nie to, że jest źle, jest ok, ale na pewno daleko od podróży do ćwierć koła świata, bycia dziennikarzem, przenoszenia się z aparacikiem w przeszłość, wskoczenia na dziki zachód czy ratowania zabytków.
Nowe przygody Kajka i Kokosza dla mnie są znakomite, Sławek Kiełbus fantastycznie je rysuje a Kur napisał takie scenariusze i żarty, że niejednokrotnie podczas lektury pomyślałem, że jest lepiej niż u Christy. Przy Tytusie na razie tylko strona wizualna jest dla mnie bez zarzutu.