To ciekawe, bo myślałem, że Ongrys mógł zrobić Tytusopedię właśnie dlatego, że to nie są zwykłe księgi, a więc Prószyński nie ma do nich praw... a tu wychodzi, że jednak potrzebna była do tego sublicencja od Prószyńskiego. To może daliby się przekonać i udzielini Ongrysowi następną sublicencję na integrale ksiąg I-XXV?
Wychodzi też, że kolory w tych "zaginionych księgach" będą przygotowane przez Prószyńskiego. No cóż, zobaczymy...