Przyznam, że zadziwia mnie ta afera i ilość pretensji, jaka wylała się na Ongrysa.
I nie jestem żadnym krezusem: przecież nie dalej jak tydzień temu sam tu uprawiałem ból-dupienie o 70 złotych za Ixbunietę (czego dziś się już nawet troszkę wstydzę).
W tym przypadku to są chyba skargi ludzi głównie spoza grupy codziennych komiksiarzy - pomijam ludzi z "na plasterki".
Bo kto siedzi w komiksach, ten w cyrku się nie śmieje. Mieliśmy Thorgala za 5 stów, książkę Ruska, za chwilę CE od Studia Lain, potem ta cegła "Nemezis" czy jak mu tam - tanie to to nie będzie. Kurde, głupie "Injustice 5" kosztuje okładkowo 200 pln! A tu nagle szum, że 3 tomy i 1000 stron Tytusa za drogie.
Może faktycznie marketing póki co nienajlepszy (brak info o papierze itd), może pakiety powinny być bardziej elastyczne (wziąłbym same albumy+slip), ale to jest Ongrys. Za nimi stoi długoletnia tradycja produktów dobrej jakości z poszanowaniem dla twórców. Nie dostaniemy zielonego kleksa w małym formacie jak było od Egmontu czy pikselozy wczesnego Rosińskiego jak od Marszanda.
Ok, jestem w stanie uszanować argumenty, że nie dotrze to do ludu i po tylu latach dalej cała masa ludzi będzie spod tego wyłączona. Ale też nie wierzę w nagłe masowe branie Tytusopedii, gdyby wychodziła w formacie, dajmy na to, wznowień Wróblewskiego z Wieczorów Wybrzeża.
Jestem pewien, że mimo braku pewnych szczegółów na dzisiaj, Ongrys dołoży starań o dobre wykonawstwo końcowe i że te 5 stów tutaj akurat jest warte tematu.