Przepraszam, że tak post pod postem, ale widocznie przed Świętami kurier przyjeżdża do Paczkomatu dwa razy.

Dziś dzień Thorgala. Teraz przyszedł album z Gildii. Znaczy godzinkę temu, bo nie mogłem się teraz przez godzinę oderwać od przeglądania. Dla mnie Cykl Qa z prologiem w postaci Łuczników i epilogiem zwanym Między ziemią a światłem, to najlepsza komiksowa superprodukcja wszech czasów. Nie zapraszam do dyskusji, bo nie ma o czym.

Emocjonujący turniej łuczniczy, bagna, statki powietrzne, krokodyle, Kriss pod wodospadem, jeszcze niczego nieświadomy Thorgal patrzący na pomnik bogini w dżungli na ostatniej stronie albumu Kraina Qa, Tiall w Mieście zaginionego boga, same miasto, krwawe rytuały, no miazga i dycha jak stąd do Jukatanu. Niektóre plansze, szczególnie te mające dużo czerni lepiej wyglądają w tej czarno - białej wersji. Na przykład ta z wieżą i kradzieżą medalionu lub deszczem w mieście. Thorgal to komiks, dzięki któremu w ogóle czytam komiksy, więc pozwólcie, że się będę zachwycał.

I naszła mnie taka refleksja...bo jeśli taki Cykl Qa jest komiksem na dychę, to ile uczciwie trzeba dać wielu albumom Yanna i Surżenki? 3? 4? Na 5, to nie wiem który zasługuje. Różnica jest kolosalna.
















