Ostatnio przeczytałem całego Thorgala, choć w dziwnej kolejności, zacząłem od Niewidzialnej Fortecy i do końca, wraz z seriami pobocznymi. I wcale to takie złe nie jest, serie poboczne mają lepsze momenty Louve i Młodzieńcze lata są naprawdę spoko, Kriss także ma fajne fragmenty. Sama saga o Anielu nie przypadła mi do gustu, łącznie z wątkiem wojny, i w sumie dobrze, że w miarę szybko to zakończyli.
Później powróciłem do pierwszych albumów i doczytałem do Strażniczki. No jednak jest różnica, Van Hamme z Rosińskim ewidentnie doskonale się rozumieli, i te albumy są po prostu bezkonkurencyjne. Zbyt wysoko zawieszona poprzeczka, i obawiam się, że osoby kontynuujące serię po prostu nie mają startu do poziomu wcześniejszych albumów.