Malowanie u Rosińskiego jest super, szczególnie w pierwszych albumach. Po słabnącej kresce było to najlepsze rozwiązanie. Jak wiadomo wiek robi swoje i ostatnie albumy to już było odcinanie kuponów (choć trzeba przyznać, że niektóre pojedyńcze plansze trafiały się genialne). Co do nowego albumu to okładka ma się nijak do zawartości. Okładka to dzieło Rosińskiego, zmęczone i bez polotu, natomiast środek to już lekka nowoczesna kreska z kadrowaniem, które bardziej przypomina mi mangę niż opowieść o Wikingach. Brakuje mi tego starego klimatu opowieści o wojownikach a nie bajerów. Kolorystyka też taka jakaś...jednolita i monotonna, Rosiński samą kreską potrafił stworzyć niepowtarzalny klimat. Mistrz przeszedł na emeryturę więc ...