Spotkanie rodziny jest tragiczne - to prawda, ale najbardziej popieprzone było przylecenie do Bagdadu balonów z krainy Qa dwa tomy wcześniej. Mnie się ten bajkowy świat ze strusiami i ponownym spotkaniem postaci z Błękitnej zarazy podobały bardziej niż Kah Aniel. Zresztą już początek z rybą miecznik dobrze mnie nastawił na dalszą lekturę.
Thorgal to był kiedyś wielki komiks, a później po prostu kolejny frankofon. W większych ilościach te malarskie albumy wchodzą całkiem gładko. Nawet ten czarownik Manthor z Ofiary, drużyna Jolana, później ten cały Bagdad. Trafił się po drodze nawet rewelacyjny one-shot jak za dawnych lat czyli Statek miecz. Te kilka nowych albumów czyli Pustelnik, Selkie, Neokora już w ogóle są fajne i nie odstają od współczesnych frankofonów. Gorzej z tymi pobocznymi seriami. To jak gra polskiej reprezentacji. Są momenty, ale 80% czasu nie potrafią prosto podać piłki. A dawno temu Van Hamme i Rosiński wygrywali ligę mistrzów co roku.