Najpierw Grzegorz Rosiński wychwalał Surżenkę, jaki to doskonały rysownik, jak wpasował się w thorgalowski klimat. Wcześniej na różnych festiwalach m.in. w kontekście komiksu europejskiego podkreślał - jak to rysownik przejmujący serię nie może szaleć, musi się dopasować do tego co było robione, bo wydawca, bo czytelnicy, itd. itp.
I Surżenko rysował te wszystkie gnioty pisane przez Yanna, prowadził dwie serie, wydaje mi się że jednego roku pocisnął dwa albumy.
Po czym Rosińscy nie powierzają mu głównej serii: "(...) Bo potrzebowałem rysownika obdarzonego pewnym nerwem i niedoskonałością rysunku, którą i ja miałem. Interesowała mnie nie perfekcja, a niedociągnięcia. I Fred Vignaux, którego znalazł mój wydawca, ma w sobie ten niepokój, (...)".
Może trzeba było to Romanowi powiedzieć wcześniej? Może by zaszalał, pokazał ten tajemniczy "nerw"? Mistrzu?
Nie piłem z Surżenką wódki, jak być może niektórzy z tego forum / widziałem faceta raz w Warszawie, jak rysował dla fanów - sprawiał wrażenie naturalnie miłego gościa.
Rusek zrobił swoje, Rusek może odejść?