Bardzo ciekawe spostrzeżenie. Rzeczywiście Polacy wyjątkowo emocjonalnie reagują na "Thorgala". Nie tylko ci, którzy pamiętają go z "Relaxu", co wyjaśniałoby sentyment. Tacy ludzie mają w tej chwili 50+, tymczasem najgłośniej pyskuje następne pokolenie, które nie ma prawa "Relaxu" pamiętać i pewnie poznało "Thorgala" z albumów KAW-u, Orbity albo i Egmontu. O ile staruchów można byłoby od biedy zrozumieć, bo ten "Thorgal" to był wtedy jedyny zachodni komiks jaki się tu ukazywał (w dodatku prawie polski, co robiło niesamowite wrażenie), to młodsi mieli już wybór, porównanie. Na przełomie lat 80/90 Polacy znali sporo zagranicznych tytułów i ten efekt WOW nie działał. A w latach 2000 to już w ogóle.
Dlatego myślę, że tu wcale nie chodzi o nostalgię, tylko o dumę narodową. Polacy dali sobie wmówić, że "Thorgal" to jest jakieś wybitne dzieło sztuki komiksowej, a właściwie najwybitniejsze. I dlatego reagują jak rozkapryszone dzieci, kiedy to dzieło obniża loty. Czują się oszukani, bo nagle okazuje się, że ten ich genialny "Thorgal" jest tylko zwykłą serią komiksową, jakich wiele (i co gorsza, zawsze tak było). Tymczasem im się wydaje, że Rosiński ma wobec polskich czytelników jakiś dług, że ma zafajdany obowiązek tworzyć genialne albumy do końca swoich dni. Tak to widzę.