Z opóźnieniem, ale w końcu i ja przeczytałem Smoczą krew. Wrażenia na szybko? Graficznie czuć starego dobrego Hugo. Tak, drugie plany może nie są czasem tak szczegółowe, ale mnie jakoś specjalnie to nie raziło. Najfajniejsza była chyba horda smoczych wojowników. Mam niestety trochę zastrzeżeń co do samej fabuły. Główna bohaterka, księżniczka, jest przez cały czas mocno kompulsywna, często agresywna, a jej wyraz twarzy obrazuje głównie złość. Ciężko ją zatem polubić i przez to jakoś specjalnie jej nie kibicowałem. Dodatkowo jak tylko chwyta miecz to okazuje się, że była od kołyski trenowana przez ojca. Być może już jestem zbyt wyczulony, ale od razu wskoczyła mi tu klisza tych wszystkich nowoczesnych królewien-wojowniczek Disneya. Miałem też momentami odczucie, że fabuła gna zbyt szybko do przodu i cała historia powinna być nieco dłuższa. Ktoś tu narzekał na czcionki smoków - dla mnie spoko, z kolei zastosowana składnia i język niebieskich gnomów sprawił, że płynność czytania spadła i to taki mały minus. Generalnie to taki fabularny średniak. Komiks zostaje na półce, ale gdyby nie sentyment do Bedu to pewnie bym się zastanawiał.