Dziś będzie na gorąco o jednej z najlepszych serii w całej historii światowego komiksu. Najnowszy Corto Maltese czyli Tarowean został przeczytany w pięknych urlopowych okolicznościach przyrody przydomowego ogródka.

Canales i Pellejero znowu to zrobili! Dokładnie wiedzą jak napisać kontynuację tego klasyka. A właściwe to napisali prolog... Stwierdzili, że mają już tak dużego żeby porwać się na odpowiedzenie na pytanie skąd Corto Maltese znalazł się przywiązany do drewnianego krzyża na środku oceanu w nagrodzonej 45 lat temu złotą satuetką w Angouleme słynnej Balladzie o słonym morzu. Na 76 planszach kontynuatorzy po raz trzeci zbudowali wielowątkową skomplikowaną historię pełną postaci, ich pragnień, rozterek, nieszczęśliwych miłości i motywów, z których każdy znajdzie swoje rozwiązanie, szczęśliwe lub nieszczęśliwe dla zainteresowanego. Tym razem zaczynamy w Tasmanii, a kończymy na Borneo. Bardzo ciekawie rozwinięto wątek Mnicha. Ba, dostaliśmy jego origin! Widać też ogrom przygotowań jakie poczynił scenarzysta aby kolejny raz wiarygodnie przedstawić sytuację polityczną świata sprzed ponad 100 lat. I jeszcze większy aby przedstawić Corto takim jaki był w Balladzie. Jeszcze nie wielkim marzycielem jak w tomach, kiedy akcja dzieje się lata później (opowieści o syrenach nazywa w Tarowean bajkami dla dzieci czego nigdy w życiu nie zrobiłby np. w Bajce weneckiej), a bardziej piratem i małym rzezimieszkiem, choć już o złotym sercu, kiedy trzeba. Ballada o słonym morzu (w nowym wydaniu tlumaczona jako Opowieści słonych wód) zyskała genialny prolog. Czas akcji tomu Tarowean to dokładnie rok. Od pierwszego listopada 1912 roku, kiedy przypada właśnie Tarowean (Święto Zmarłych) do pierwszego listopada 1913 roku, kiedy - jak wiadomo czytelnikom Ballady - Rasputin wyłowił dryfującego Corto przywiązanego do drewnianego krzyża i rozpoczęła się jedna z największych komiksowych przygód wszech czasów. 10/10