...albo zacznij od zmartwychwstania, bo oto mamy: POWRÓT WOLVERINE'A (!)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Oczywiście musiało to kiedyś nastąpić, choć trochę to trwało. Od jego śmierci było kilku jego następców, bo wydawnictwo postanowiło sobie odejść od jego pierwotnej formy, żeby zaprezentować jego żeńską, potem młodszą i starszą wersję, nie wchodząc już w szczegóły.
Proces jego powrotu poznajemy w kolejnych etapach, które stanowią rozdziały tej historii symbolicznie zatytułowane: Piekło, Limbo, Czyściec, Sąd i Niebo.
Na pewno każdy jego wielbiciel spodziewał się historii nieprzeciętnej, zarówno pod względem graficznym jak i scenariuszowym. Odpowiedzialność spadła za to na trzech panów; jednego, który przyczynił się m.in. do jego śmierci, a kolejnych dwóch towarzyszyło mu podczas starości

.
Jak im to wyszło, ciężko stwierdzić, jeśli czekało się na coś przełomowego i z pewnością nie jest to poziom Weapon X, choć ja miałem z nim pewne skojarzenia.
Zaczyna się jak jego kontynuacja: bohater ociekający krwią, wśród trupów i naukowców, pozbawiony jakiejkolwiek świadomości co właściwie się dzieje. Nawet to błędne spojrzenie Logana skojarzyło mi się z BWS, przerobione przez Nivena, ale tylko w 1-szym i ostatnim zeszycie, bo środek należy do Shalvey'a, gdzie nie wygląda to już tak dobrze.
Na akcję nie będziemy narzekać, wędrować będziemy też trochę w głowie naszego bohatera. Spotkamy jego starych kompanów i wrogów, będziemy odkrywać kto stoi za tym wszystkim i jakie ma zamiary.
Wolverine ożywa i jak to przystało na dzisiejsze czasy zapewniono mu nawet mały lifting, serio. Czy warto zainwestować w ten odrestaurowany model oceniajcie sami, ale przegapić z pewnością nie warto.