WKKDC w końcu za mną. Nie zbierałem wszystkiego, ale jednak sporo numerów przeczytałem. Po drodze część z nich zdążyłem już sprzedać, ale jednak większość pozostanie w mojej kolekcji. Ostatnim przeczytanym tomem był Flashpoint, a stąd już szybka droga do moich dalszych planów czytelniczych, czyli Nowego DC

Ogólna ocena kolekcji wychodzi zdecydowanie na plus:
+ Zeszyty archiwalne, które z konkretnych względów są ważne dla danej postaci czy drużyny. Mieliśmy okazję zapoznać się z historycznymi debiutami Supermana, Batmana czy Aquamana, a także złoczyńcami jak Ra's al Ghul czy Harley Quinn. Kolekcja uraczyła nas również takimi kultowymi zeszytami jak pierwszy wyścig Supermana z Flashem, pierwszy wspólny występ Jokera z Luthorem, czy podróż Flasha do innego wymiaru i odkrycie trwającego do dzisiaj w DC multiwersum.
+ Originy postaci po Kryzysie na Nieskończonych Ziemiach. A było ich całe mnóstwo: Superman (były ich nawet 3, z czego jeden zupełnie niepotrzebny), Wonder Woman, Flash (Wally West), JLA, Robin, Batgirl, Green Arrow, Plastic Man (jeden z moich ulubionych tomów z kolekcji

), Joker, Green Lantern (Hal Jordan), Young Justice, JLI, Ra's al Ghul.
+ Kultowe tomy sprzed KnNZ, których nikt u nas nie wyda. Cieszyłem się jak głupi czytając Włóczęgę Bohaterów czy Kontrakt Judasza. Trochę mniej frajdy sprawiły Zjawy z przeszłości, ale i tak fajnie, że zostały wydane. Później doszedł jeszcze Potwór z Bagien, ale tę lukę na szczęście wcześniej wypełnił Egmont.
+ Sporo wątków zamkniętych w 1 lub 2 tomach. I nie chodzi tylko o originy. Nawet jeśli jakiś tom stanowił wycinek z runu (dużo tego było w przypadku Supermana), to i tak daną historię można było spokojnie czytać bez szczegółowej znajomości poprzednich wydarzeń.
+ Panorama. Serio. Zresztą każda praca Aleksa Rossa jest piękna

. Ja mam to u siebie poszatkowane, ale jeśli ktoś ma wszystkie wydania na półce to z pewnością może cieszyć oczy.
Pamiętajmy tylko żeby te plusy nie przesłoniły nam minusów:
- Jakość wydania. No niestety, kolekcje Hachette pod tym względem zostawiają Eaglemoss daleko w tyle. Smród (do tej pory boję się otwierać mojego Husha), cieniutki papier, budżetowa okładka (chociaż ja osobiście cenię sobie lakier na okładce), a to wszystko okraszone podwyżką w połowie wydawania kolekcji. Do tego dochodzi słaba dystrybucja, ale to akurat problem wszystkich komiksowych kolekcji.
- Brak kilku kultowych komiksów, które w takiej kolekcji powinny się znaleźć. Przede wszystkim Batman: Rok pierwszy, Batwoman: Elegy, Kingdom Come czy Kryzysy. Oczywiście mam świadomość, że tak ważne komiksy zasługują na lepsze wydanie, lecz taka kolekcja powinna stanowić przekrój najlepszych i najważniejszych opowieści z uniwersum DC, a kto zaprzeczy, że wymienione przeze mnie tytuły do nich nie należą?

- Brak wydań specjalnych (poza jednym). Eaglemoss sam sobie strzelił w stopę wydając wciąż dostępny na rynku Kryzys tożsamości w horrendalnej cenie. Tym samym zamknął drogę do regularnych wydań specjalnych. A w kolejce czekały takie kultowe historie, jak run Johsa w Green Lanternie czy No Man's Land. Dobrze przynajmniej, że Egmont ogarnął wszystkie Kryzysy.
- Gzie jest kontynuacja przygód Green Lanterna i Green Arrowa z Włóczęgi bohaterów!!!? Egmoncie, zlituj się i wydaj to w całości w DC Deluxe!
To tyle gwoli podsumowania. Początkowo chciałem stworzyć jakieś Top 5 ulubionych tomów z kolekcji, ale po zastanowieniu stwierdziłem, że jest tego naprawdę sporo i trudno byłoby mi ułożyć taką listę. Ja jestem z tej kolekcji bardzo zadowolony
