Trochę zbytnio to uogólniłeś bo porównywanie wszystkich gatunków filmowych ze wszystkimi gatunkami komiksu nie ma jakiegoś większego sensu lub jest zbyt szerokim pojęciem do ogarnięcia.
Jeśli spojrzeć na komiksy SH DC czy Marvela, to tworzą one wspólne uniwersa i czytając pierwszy komiks z brzegu mamy do czynienia z ułamkiem większej historii, która może zadziałać podobnie do narkotyku bez względu na jego jakość.
W końcu wielu dorosłych sięgnęło po nałóg w wieku nieletnim
.
Tylko, że w ramach tych wydawnictw istnieją też mini serie, historie autorskie jak Kingdom Come, Nowa Granica, Powrót mrocznego rycerza, Marvels etc. Istnieją specjalnie stworzone cykle w których dani autorzy mogą bawić się konwencją na ile zechcą bo wydawcy wiedzą, że to i tak się sprzeda bo ci twórcy są uwielbiani przez czytelników. Przecież to co czasem odwalał Grant Morrison to jest naprawdę jazda bez trzymanki w kontekście jakby nie patrzeć tak komercyjnego gatunku jakim jest superhero.
Czy Gotham Central albo Punisher Max można traktować jako po prostu część telenoweli, kiedy są to bardzo
przemyślane tematycznie serie, wręcz o cechach właściwych konkretnym twórcom, autorskie?
Tak jak wcześniej pisałem, istnieje grono nazwisk scenarzystów, ale też zresztą rysowników, którzy mają bardzo mocno autorski sznyt. J.H.Wiliams III, Bill Sienkiewicz czy Alex Ross to nie są zwykli wyrobnicy, a ludzie, którzy posiadają renomę świetnych rysowników nie bez powodu.
Horrory filmowe, też mają często strukturę tasiemica. Przecież konkretne slasherowe serie mają po x odcinków. Oczywiście nie ma to żadnego podejścia ilościowego do komiksu super bohaterskiego, ale to kwestia droższych nakładów finansowych w stosunku do filmów i chodzi o samą analogię. Do tego wiele z tych filmów ma do siebie podobną strukturę fabularną, ale znajdziemy tam też perełki.
Jasne, że Marvel, DC kojarzą się nie bez powodu z tasiemcowością, jest w tym wiele racji. Jednak masa ludzi, która operuje na tym skojarzeniu nie ma pojęcia o istnieniu imprintów, dobrych scenarzystów, konceptu autorskich serii i często operuje na przestarzałej definicji gatunku wręcz z czasów powszechnego panowania comics code authority. Nawet jak na 50 serii klepanych od sztancy przypadnie nam jedna odważniejsza to ilościowo tych ciekawszych serii wyjdzie i tak niezła liczba.