Widzę kolega z uporem godnym lepszej sprawy dalej twardo walczy z rzeczywistością twierdząc, że Michelinie jest be. Sorry, ale te epiki dalej się świetnie czyta, większość ludzkości Amazing Spider-Man duetów Michelinie/McFarlane i Michelinie/Larsen bardzo lubi i powinno się to przyjąć do wiadomości. Mi dajmy na to nie podoba się Spider-Man Straczyńskiego, doceniam sprawność pisarską autora mimo to po prostu mi się ta eria nie podoba, ale nie mam zamiaru wciskać ludziom, że to jakiś syf albo że się nie znają albo że im się tak naprawdę nie podoba tylko o tym jeszcze nie wiedzą. Pełno jest takich dyskusji po jakichś redditach i innych forach i w każdej topce po Lee, Bendisie, Sternie i DeMatteisie pojawia się seria pisana przez Micheliniego i pojawia się ona o wiele częściej niż wcześniej wspomniany i tu na forum chwalony JM Straczyński, a największym zarzutem jest to, że pisana jest na równym dobrym poziomie ale brakuje jej takiego gwoździa jak OŁK DeMatteisa, nie ma tam nic genialnego. Związek MJ i Petera jest świetnie prowadzony i to zdecydowanie jeden z mocniejszych punktów tych komiksów, wszelkie argumenty o "dojrzałości" pominę milczeniem ponieważ są tak absurdalne że nie ma z czym dyskutować. Peter jako fotograf z pustymi kieszeniami jest jak najbardziej sensowną postacią a) są młodą parą/małżeństwem na dorobku b)Michelinie to pisał po kryzysie gospodarczym lat 80-tych i wielkim krachu na giełdzie więc problemy finansowe są jak najbardziej na miejscu c) mamy ciekawą schizofrenię faceta który jest jednocześnie jednym z najbardziej znanych superbohaterów a w cywilu tylko mężem znanej żony i to fabularnie jest fajnie wykorzystywane d) Zawód wolnego strzelca w jakiejkolwiek dziedzinie jest jedynym oczywistym zawodem w jakim ktoś pokroju Spider-Mana mógłby pracować. Prowadzenie jakiejś firmy to jest kompletny nonsens, wszyscy już się przyzwyczaili po tylu latach, że Tony Stark jest szefem wielkiej korporacji i z tego przyzwyczajenia zawiesili niewiarę tak wysoko, że nikt już nie pyta "ale jak?". Nonsensem oczywiście jest też takie cofanie ni z gruszki ni z pietruszki Petera jakieś 10 (biologicznych) lat wstecz, chociaż tutaj się nie wypowiadam bo Spencera jeszcze nie ruszyłem, natomiast samo to że Marvel wraca dokładnie do tego momentu świadczy o tym, że duet Michelinie/McFarlane zdefiniowali Spider-Mana, chociaż żeby tu znowu nie został nazwany hipokrytą to nie stwierdzę że rysunki McFarlane'a nie pomogły

Slott jest w porządku, szczerze mówiąc do dzisiaj się za tego Amazinga nie zabrałem ale Superior był naprawdę fajny, Pajęcza Wyspa również w porządku, krytykantom należy przypomnieć że mamy do czynienia z końcówką twórczości Dana Slotta, więc zmęczenie materiału musiało być naprawdę duże zwłaszcza że staż tego faceta był naprawdę bardzo długi, nie wspominając o tym, że naczelni mają chyba za duży wpływ na ten tytuł.
Krótkie hasło na koniec kupujcie egmontowe epiki, zwłaszcza te Micheliniego niełatwo znaleźć coś lepszego o Pająku zwłaszcza na naszym rynku.