Jestem po lekturze trzeciego Epica. Póki co najsłabszy z Egmontowych TM-Semiców - głównie cierpi na poszatkowane
Inferno, a danie główne wypada średnio i niezbyt pasuje do Spider-Mana plus pojawia się jakiś lamus urwany Wildcatsów czy innej najntisowej grupy grim'n'gritty herosów

(aż dziwne, że ksywa nie miała członu "kill, dead, dark, blood"). Za to
Parallel Lives wypada najlepiej z całości - widać, że MJ i Peter naprawdę do siebie pasują, Saviuk też umiejętnie kopiuje ramotkowe kadry Ditko, ale też nie podpada pod manierę ówczesnych bohomazów z dekady lat 90.
Generalnie wypada nieźle, Michelinie daje radę i też momentami stawia na dramat jak DeMatteis, McFarlane wybija na szczyt. Jak na razie wciąż jestem chętny na dalsze Epici.