Jednak jest coś innego, gdy się ktoś napisał podoba/ nie podoba, a dobrze zaczyna, fajne pomysły, a nie potrafi skończyć dobrze. Gaiman jest spójny w Sandmanie, tam wszystko zdaje się być zaplanowane i do siebie pasować. Od strony scenarzysty, warsztatu można ich porównać i pewnie sporo osób potrafi to dobrze zrobić i na tej podstawie się ich klasfikuje. Jeżeli ktoś nie chce porównywać z Sandmanem, to może z Batmanem - obaj napisali trochę. "Co się stało z zamaskowanym krzyżowcem?" choć to nie jest typowy akcyjniak, a krótkie historyjki.
Po raz kolejny powtórzę. Nie porównuję dorobku tych autorów, nie oceniam który jest lepszy, który otrzymał więcej nagród itd.
Na tym forum jest kilkadziesiąt tematów, dotyczących jeszcze większej ilości autorów. Wybieram te pozycje, które mnie czymś zainteresowały - zachęciły do sprawdzenia. Nie czytam wszystkiego jak leci, bo ktoś na forum napisał że fajne albo że ma Eisnera, Harveya czy inną nagrodę. Raz - pieniądze, dwa - czas, trzy - miejsce na półce, cztery - przedmiotowy temat.
Wybrałem kilka pierwszych tomów danych serii z tego wielkiego kotła. Znaleźli się tam artyści z którymi to było moje pierwsze spotkanie (Gaiman, Mignola) oraz ci, których znam z innych serii (Snyder, Ennis). Sposób przedstawienia
Amerykańskiego Wampira, tj. wersja liryczna jak również wizualna przemówiły do mnie od pierwszych kart komiksu. Szybko wsiąkłem w całą serię i mam ją przeczytaną, na półce. Teraz jak ten wampir odczuwam głód kolejnej części tj. 1976, która niedawno zakończyła się w USA.
Pozostałe wspomniane serie (nie cały dorobek artystyczny,
tylko wymienione serie)
nie zachęciły mnie, by je kupić i postawić na półce. Absolutnie nie kwestionuje ich poziomu, odbioru wśród innych czytelników, jak również nie wywyższam jednego ponad drugiego. Dzielę się swoimi odczuciami, bo o to w tym wszystkim chodzi.
Pamiętajcie, moja recenzja wzięła się od sięgnięcia
po pierwsze tomy danych serii. Chciałem sprawdzić, która seria przekona mnie do siebie po pierwszych kartach, zeszytach.
Najgorzej w tym całym zestawieniu wypadł Hitman (mimo, że Ennis jest jednym z moich ulubiencow). Nie dość, że kicz to jeszcze brzydkie rysunki.
Z Mignolą mam mieszane uczucia. Nie lubię jego kanciastej kreski. Czytało się to dużo lepiej niż Hitmana. Wiem, że mój kumpel zbiera Hellboya, więc w ramach luzu i odpoczynku od tego co moje, zabiore się za cudze i pożyczę kolejny tom, by zobaczyć, czy dwójka mnie porwie.
Co do Sandmana to od dawna mam problem z tematem przewodnim tego komiksu. Nie do końca mnie fascynuje temat snu. Nie kupuję jakoś tego pomysłu. Rysunki natomiast przypadły mi do gustu, co pewnie niektorych zdziwi. Jeśli będe miał możliwość pożyczenia kolejnych tomów, spróbuję. Kupić, raczej nie kupię.