
Wracając do nieco bardziej komiksowych tematów. Ten tom przez długi czas znajdował się poza kręgiem moich zainteresowań - a bo to tylko kolejny spin-off, przykładowe strony nie zachęcały, w dodatku to tylko wybór kilku zeszytów i nawet w USA seria nie doczekała się porządnej edycji zbiorczej. Natomiast niedawna promocja w sklepie Egmontu na komiksy ze świata Sandmana skłoniła mnie do nadrobienia kilku braków z tego uniwersum, a że dzieliło mnie mi kilka złotych od możliwości skorzystania z kodu rabatowego, dorzuciłem do koszyka też stare "Śnienie". Gdyby nie to, zapewne minęłoby jeszcze trochę czasu zanim sięgnąłbym po to wydanie, tymczasem czekało na mnie wielkie zaskoczenie. W życiu bym się nie spodziewał, ale ten komiks jest świetny. Przy każdym zeszycie Gaiman figuruje jako konsultant - nie wiem, na ile to tylko zagrywka marketingowa, ale pod każdym względem ten tytuł idealnie oddaje klimat pierwowzoru. Poczułem się dosłownie, jakbym czytał jakiś zaginiony tom oryginalnego "Sandmana". "Przez bramy z rogu i kości" zbierają w sumie 9 zeszytów, z których większość wyszła spod ręki Caitlín R. Kiernan - osoby kompletnie mi nieznanej, która poradziła sobie doskonale. Znajdziemy tutaj jej dwie 3-zeszytowe historie - "Pamiątki" oraz "Nieżyczliwość innych", pierwsza z nich skupia się na postaci Koryntczyka, a bohaterem drugiej jest kruk Matthew. Nie zdradzając wiele z fabuł, obie bardzo dobrze wpasowują się w świat przedstawiony przez Gaimana, a w opowieści o kruku autorka sięga jeszcze głębiej, wracając do wydarzeń ze "Swamp Thinga", czego się kompletnie nie spodziewałem, a z czego jestem mega zadowolony. Saga Moore'a zawsze była dla mnie pewnym protoplastą komiksu Gaimana, a przedstawiona tu historia bardzo ładnie splata wątki obu serii, przypominając, że wszystko rozgrywa się w jednym świecie. Poza tymi dwiema fabułami, w tomie znajdują się jeszcze trzy one-shoty: przyjemne i nieco komediowe "Dzienna praca, nocny spoczynek" Jeffa Nicholsona, bardzo dobre "Mój rok w ludzkiej skórze" Petera Hogana (bardzo w klimacie jednego z opowiadań Gaimana z "Refleksji i przypowieści") oraz "Lód" również autorstwa Hogana - aczkolwiek ten podobał mi się najmniej, fabuła wydała mi się trochę rozlazła (mamy tu dwa, a nawet trzy wątki prowadzone równolegle, które nie mają ze sobą wiele wspólnego), ale dalej był to solidny poziom. Jestem bardzo zadowolony z lektury całości - powiedziałbym nawet, że ten zbiór to najlepszy spin-off "Sandmana", z jakim się do tej pory spotkałem, a czytałem ich już całkiem sporo - definitywnie chcę tego więcej. Patrząc na to, że to tylko 9 zeszytów z 60, wielka szkoda, że reszta nie doczekała się u nas wydania. Przykre też, że chyba również w Stanach zapomniano o tej serii - aż dziwne, bo to, co przeczytałem stoi dobre kilka poziomów wyżej od tego, co prezentuje obecne "Sandman Universe". Miejmy nadzieję, że popularność serialu ma szansę zmienić coś na lepsze w tym gruncie, bo jeśli jakość reszty jest podobna, to zdecydowanie jest na co czekać.