To tak, jak z wymyślaniem sobie, że jest erotyka waniliowa, karmelowa, pikantna, pieprzna. To etykiety antycenzorskie, zabiegi PRowe pozwalające jednym się przebić i zarobić, a innym nie. Wcześniej padł tytuł książki - na komiksy czekam - 50 twarzy, które jest określane jako porno dla mamusiek i niby ma róźnić się zasadniczo od porno np. pornohuba, czyli udajemy, że jesteśmy po dwóch stronach barykady, gdy z zasady jesteśmy po tej samej. Podobnie wydaje się z rysunkiem erotycznym z zasady ma wywołać te same emocje, reakcje fizjologiczne i nie mogę nadal zrozumieć twierdzenia, że istnieją dwie strony po której umieszcza się narysowane kobiety, to zdaje się być jedna i ta sama strona, czy to będzie rysować mężczyzna, czy kobieta.