Co z tego, że ktoś dobrze przetłumaczy, ktoś poprawi, to liternik hindus źle wykonana swoją pracę.
Jeśli nie chodzi konkretnie o mieszkańca Indii, to bardzo prosiłbym o nieużywanie słowa "Hindus" w znaczeniu "niewykwalifikowany podwykonawca", bo to jednak trochę ociera się o rasizm.
Parę doprecyzowań:
1. Hachette to grupa wydawnicza i w zasadzie prawa wewnątrz rozpatrywane są jako własność firmy - z resztą Hachette collections i wydawnictwo Albert René mają tego samego dyrektora.
2. Druga sprawa jest, że wydanie powstało we współpracy wydawnictw, a prawa do nich zostały w Hachette. Przypominam, że z Bazylem rozmawialiśmy o licencjach, nie o tym, kto przygotował kolekcję. Pełnym zdaniem będzie: Egmont zakupił od Hachette licencję na wydawanie Asteriksa, a wydanie zostało pierwotnie opracowane przez Atlas.
1. Z tego, co wiem o działalności korporacji, aktywa takie jak prawa do własności intelektualnej (czyli np. "Asteriksa") nie mogą należeć do całej grupy. One zawsze są własnością konkretnej spółki w tej grupie. Jeżeli inna spółka, nawet z tej samej grupy, chce ich użyć, musi zapłacić właścicielowi praw i w większości wypadków taka zapłata musi być zgodna z warunkami rynkowymi (regulują to przepisy o tzw. cenach transferowych). Te zasady służą właśnie powstrzymaniu międzynarodowych korporacji przed swobodnym przerzucaniem aktywów z jednej ze swoich spółek do drugiej, żeby uniknąć podatków albo zafałszować bilans.
Tak więc jeśli polskie Hachette chciałoby wydać kolekcję "Asteriksa", i tak zapewne musiałoby zapłacić Hachette Livre za prawa, zupełnie jakby te dwie spółki nie były z tej samej grupy.
To, że różne spółki w grupie kapitałowej mają te same osoby w zarządzie, jest częstym zabiegiem, ale wcale nie sprawia, że te firmy stają się przez to jednością - to dalej osobne podmioty, a dyrektor ma po prostu kilka funkcji i każdą musi wykonywać jak najlepiej, tj. dbać osobno o każdą spółkę, którą mu powierzono.
2. Właśnie o tak mylące przedstawienie sprawy mi chodziło - kiedy mówimy "Hachette", to polski odbiorca z automatu myśli o naszym Hachette, wydawcy kolekcji kioskowych. Tymczasem Egmont kupił prawa do wydania serii z dodatkami (jak zresztą i zwykłej serii w miękkich okładkach) od francuskiego Hachette Livre, odrębnego podmiotu z tej grupy, i - jak się domyślam - w ogóle nie dobijał w tej sprawie targu z Hachette Collections, którego nie ma przecież w stopce.
Chodzi mi więc o to, żeby nie sprawiać fałszywego wrażenia, że Egmont kupował w tej sytuacji coś od polskiego kolekcyjnego Hachette. Mówienie, że obecny twardookładkowy "Asteriks" jest kolekcją Hachette jest mylne też z tego względu, że takie serie określamy zwykle od ich wydawcy, a nie od właściciela praw. Mówimy o kolekcji Carla Barksa od Fantagraphics lub o "Kaczogrodzie" Egmontu, nie o "kolekcji Carla Barksa Disneya", więc celniej jest też w mojej opinii stwierdzić, że obecna seria "Asteriksa" jest "kolekcją Atlasu", tym bardziej, że - o ile dobrze odczytuję stopkę - to Atlas i jego podwykonawcy przygotował dodatki i zdjęcia, a Hachette dało przede wszystkim zgodę i prawa do wydania samego komiksu.