Nie jest to wybitne dzieło na pewno, ale czytało mi się to przyjemnie. Na pewno nie żałuję.
A rysunki mi się akurat podobają. Pewnie, że można przedstawić Black Canary jako grubą, brzydką, zapiętą pod szyję raszplę, ale po co? Bohaterka, która biega "w kostiumie kąpielowym i kabaretkach" raczej jest świadoma swojej seksualności.