Zacząłem wreszcie czytać Łowy, po nadgonieniu komiksów Zdarskiego. I muszę pochwalić Egmont za ten album. Ładnie wydany, z elementami lakierowanymi na okładce. Bez żadnych obwolut, bez dziwnych formatów. Standardowe rozmiary dobrze leżą w dłoni i nie skrzypi to wszystko przy czytaniu. Jedyny minus to cena. 110 zł okładkowego to za dużo, jak na tą objętość. Hachette za więcej niż połowę tej ceny, miewa grubsze albumy.
Sama fabuła to miodzio. Nie wiem kto wymyślił aparycję Strange'a - Moench czy Gulacy, bo nie ma tu dodatków. Ale jest trafiona w punkt. Łysy jajogłowy, z okrąglutkimi pinglami i brodą bez wąsów ala Amisz albo TK.

Z miejsca widać, że jest zdrowo kopnięty, lubi przebieranki i jest perwesem.

D.Moench dziarsko podtrzymuje popkulturowy stereotyp, że to psychiatrzy są bardziej zwariowani niż ich pacjenci. Ale na me to działa, bo to jak pokazano teorie Strange'a o Batmanie jest bardzo wiarygodne. Czytelnik spokojnie może uwierzyć, że wyuczony znawca psychologii, na podstawie informacji medialnych, może dojść do prawdy co do motywów i tożsamości Gacka. Świetnie stworzony vilan, niedługo potem równie dobrze oddany w Batman TAS.
Tylko rysunki są takie sobie poza postacią profesora. Mamy już lata 90-te, a wszystko wygląda jak z przełomu 70-tych i 80-tych. Gordon jak Charles Bronson.

Takich komiksów chcę jak najwięcej. Dobry, klasyczny Batman. Egmoncie - idź tą drogą.