"Bat-rodzina" sama w sobie mi nie przeszkadza, w Knightfall i No Man's Land czasami o nich czyta mi się lepiej niż o samym Batmanie, a serią Ptaki nocy od Gail Simone byłem zachwycony. Tylko w tych nowych komiksach wszelkich pomagierów Nietoperza jest zwyczajnie za dużo, mieszkają z Brucem w rezydencji, ma tam wręcz małe przedszkole i nawet czarne charaktery do niego potrafią dołączyć (HQ, Clayface, Catwoman). Dla mnie to przesada, wolałem jak działał tylko z Robinem + ew. Batgirl/Oracle, a reszta samozwańczych obrońców Gotham żyła swoim życiem i pojawiała się dorywczo.
Catwoman od lat nie jest już złoczyńcą, prawie zostałą żoną Batmana, miała już dobre relacje z jego biologicznym synem. W różnych elseworldach kończyła jako jego żona. W ostatnim filmie Matt Reeves odrobił pracę domową, i już nawet nie podejmował tematu przedstawiania jej w opozycji do Batmana. Nie rozumiem też problemu jaki masz z rozwojem postaci takich jak Harley i Clayface, inaczej - nie napisałeś, że przeszkadza Ci ich rozwój per se, ale współpraca z Batmanem już tak. Przypominam, że sensem działalności Batmana i zasady "nie zabijać" jest właśnie wiara w resocjalizacje, nawet Jokera. Zatem chyba dobrze że raz na x lat jakiś villain przejdzie na jasną stronę mocy i da to przykład, że praca Batmana ma sens.
Pamiętasz ten odcinek Batman TAS w którym Nietoperz popadł w kryzys egzystencjalny, snuł się po Gotham z depresją powoli tracąc wiarę w swoją krucjatę? Bodźcem, który wyciągnął go z tego dołka był wcześniej złapany drobny kryminalista, który czekał na pociąg z Gotham chwaląc się znalezieniem pracy i wyjściem na prostą. Świetny epizod, jeden z wielu tego serialu.
To takie jedno zdanie które mnie zatrzymało w Waszej dyskusji, bo temat "samotny Batman to jedyna słuszna koncepcja" już przerabiałem za dużo razy z różnymi komiksiarzami, by chciało mi się pisać znów to samo. Jeśli ktoś wychował się na takim Batmanie i w takim wydaniu śledzi mu się go najlepiej, to dla każdego coś dobrego, mamy serie tylko o Batmanie, Batmanie i Robinie, i reszcie bat-rodziny.
Natomiast Juby - chyba coś Ci się pomyliło z sierocińcem w Wayne Manor. To seria niekanoniczna, wydawana jako webtoon. Nigdy nie było tak, by w Wayne Manor mieszkało nie wiadomo ile młodocianych superbohaterów. Mało która Batgirl w zasadzie tam mieszkała, jeśli prześledzimy długą historię nietoperzastych pomagierów.
Większość z nas wychowała się na solowych przygodach Batmana, wydaje mi się że nawet w TM-Semic było mniej zeszytów z Robinem niż więcej. Mnie osobiście już taki Batman znudził, i nie mam siły sięgać po kolejną historie z opanowaniem Gotham przez złoczyńców, Gotham które nigdy już nie będzie takie samo, bo nowa zagadka Riddlera to zagadka, której jeszcze nie było. Nie mówiąc o wyeksploatowanym wszędzie Jokerze. Taki Batman jest już dla mnie nieciekawy. Dlatego kompletnie przestałem czekać na film Matta Reevesa, gdy James Gunn ogłosił
Brave and the Bold.
PS: Wydaje mi się że masz braki w lekturach z Harley Quinn. Jej rozwój był rozłożony na lata, nie wziął się z dnia na dzień "bo w filmach jest dobra". To co napisałeś wygląda dosłownie tak, jakbyś poznał klasyczną Harley x lat temu, i wziąć dziś coś aktualniejszego do czytania i narzekał, że nie jest taka jak dekadę temu, ignorując wszystkie komiksy pomiędzy, które obecny wizerunek Harleen zbudowały.
Nie chcę się wyzłośliwiać, ale jak za takie coś chcesz zabierać prawa do postaci, to strach pomyśleć za co byś je dawał

Komiksy muszą się zmieniać, zwłaszcza że ikony pozostają niezmienne przez dekady jak wyryte w skale posągi bogów, więc trzeba to nadrabiać ich otoczeniem. Harley Quinn jest dłużej antybohaterką niż była villainem, i dłużej jest odłączona od Jokera niż była zależna. To, jest teraz właściwa i ustanowiona wersja Harley Quinn.