Zapoznałem się z #1 Batmana od Matta Fractiona. Wypadłem jakiś czas temu z głównych serii o Batmanie, choć śledziłem mniej więcej co się dzieje, coś tam też z runu Zdarsky'ego sprawdzałem. Gotham w trochę innym stanie niż zapamiętałem je ostatni raz, jest więc dobrym otwarciem by wrócić. Ciężko mi jednak pojąć jedną rzecz - obecnym komisarzem policji jest Vandal Savage, nieśmiertelny przeciwnik Ligi Sprawiedliwości. Jest to najdelikatniej mówiąc pomysł naciągany. Vandal przez swoją komiksową bytność płatał figle różnym superbohaterom, udało mu się raz nawet zabić Supermana. I samo to że teraz stanął na drodze Mrocznego Rycerza, to nic takiego, co by komiks superbohaterski miało zszokować. Natomiast ni w ząb nie jest wiarygodne dla tej postaci. Wyobraźcie sobie, że Lex Luthor nagle zadowala się byciem przeciwnikiem Flasha, lub Joker odkochuje się w Batmanie, i od dziś postanawia dręczyć Nightwinga. Wiem, że kiedyś Lucyfer Gaimana został przerobiony tak w telewizji, że rozwiązywał zagadki kryminalne, ale...

no właśnie. Nie jest wiarygodny dla mnie facet, który po cichu ingerował w losy świata, znał osobiście najważniejszych dyktatorów, i nagle stwierdza że będzie komisarzem policji w pewnym amerykańskim, słynącym z przestępczości mieście.