Trzeci odcinek bardzo spokojny, ale to bardzo fajnie zrobiony motyw, gdzie jedyną niespokojną jest Ellie. Ten atak na Jackson to było coś pięknego, nie tylko pod względem wizualnym, ale również fabularnym. Dzięki temu dostajemy sporo konsekwencji w tym odcinku, przy których sprawa Ellie i Joela wręcz blednie. Tam każdy ma znaczenie, nie tylko jakaś dziewucha z ADHD. Ludzie mają problemy, wspólnota została osłabiona i to widać. To genialny zabieg, który rozwinął historię z gry. Jestem usatysfakcjonowany z tych zmian.
Postać psycholożki-alkoholiczki początkowo zaskakiwała. W grze nie było takiego wątku, a tutaj okazuje się ona zaskakująco często przewijać. Zakładam, że to jeszcze nie koniec z nią i pojawi się w przyszłości. W końcu Joel i Ellie mają tajemnice i ona coś podejrzewa. Ja podejrzewam, że to może być powiązane z Tommym i fabularnie na niego wpłynąć, niekoniecznie w dobry sposób. Twórcy pokazali, że fajnie potrafią rozbudować historię z gry, a innym przykładem jest ten konserwatywny staruszek, co jego rola znacząco została rozbudowana. Takie smaczki lubimy.
Bardzo istotna w komentarzach okazuje się kwestia LGBT. Twórcy są świadomi krytyki i jestem pod wrażeniem jak się bawią z widzami. Hejterzy pewnie już zacierali rączki w zeszłym tygodniu żeby skrytykować akcję bohaterek ukrytych w psychodelicznym zielsku. Fabuła jednak była tak skonstruowana, że do tego nie doszło. W tym odcinku zapowiadało się na nadrobienie zaległości w sprawach miłosnych bohaterek, ale zamiast tego dostaliśmy fajną wygaszkę. I co do tego wątku...
Dina nie wydaje się byś jakąś fanatyczną bi. Zamiast tego była mocno interesowała się Joelem. Ale byłbym usatysfakcjonowany, gdyby się okazało, że ojcem jej dziecka jest właśnie Joel, a nie ten Chińczyk. Trzymam kciuki za taki tłist. Tak, wiem, trzy miesiące, już powinien być widoczny brzuch, ale niewykluczone, że dobrze ukrywa ten szczegół.
A skoro mowa o nienawiści, ten wątek wreszcie eksploduje tak jak powinien. Wreszcie bohaterki docierają do Seattle, gdzie w końcu najwięcej się będzie działo. Nawet taki drobny detal jak widoczne w tle miasta Space Needle cieszy (w grze były jakieś problemy licencyjne co do tej wieży i unikano jej eksponowania). WLF są przedstawiani tak jak należy. Tylko boli, że ten wątek Abby trochę wypaczył cały motyw zemsty. Nie wszyscy rozumieją jak on jest ważny i ile wnosi dla całej historii. Zdradzenie nam jej "dobrych" motywacji już wypacza całą tą spiralę nienawiści, która jest starannie budowana i jest najbardziej istotnym elementem całej historii. Jestem pewien, że serial sporo by zyskał gdyby wyjaśnienie to pojawiło się tak jak trzeba w trzecim sezonie. Nie miałbym nic przeciwko gdyby widzowie serialu płakali jaka ta śmierć Joela jest bezsensowna i głupia, tak jak kiedyś płakali gracze, wyraźnie nie ogarniając całego kontekstu, który wyłaniał się dopiero po połowie gry. Mam tylko nadzieję, że twórcy nie będą więcej psuć w tym temacie. Niestety się trochę niepokoję spoglądając na scenę po napisach i widząc tam przywódcę WLF...