@horror Red Dwarf poruszyłem wyżej i chyba jest uznawany jako "trwający" (prędzej czy później wróci)

@komiks Defiance był płytki fabularnie i nieco sztampowy pod względem charakterystyki postaci, ale to jak świat został wykreowany i pokazany, częściowo równolegle w dwóch mediach (bo gra online miała niby wpływać na serial a serial na grę, ale ostatecznie to przerosło możliwości i w większości gra i serial były niezależne), plus to że widz był wrzucony w taki a nie inny układ (polityka, rasy itp.) bez większego wprowadzenia to mi się podobało. No i Rita i Lila z Dextera znów "razem" (+ Mia Kirshner)

Serial był dobry, jak na to co chciał pokazać, przyjemny wizualnie i względnie klimatyczny, pewnie mógł być lepszy, ale wtedy to byłaby inna produkcja... Firefly jednak był bardziej "space", na pewno Defiance nie był space operą jak sam zresztą wskazujesz.
Bo Firefly - jak @michał81 rozwinął moją myśl - w filmie ten konflikt/zagrożenie o dużej skali jest bezpośrednio zaadresowane, więc jeśli brać serial i film jako całość, to jest to miks, taki przygodowy, dużo kosmicznego westernu z domieszką space opery.
W Lexx (i w Lost in Space, i w ww. Firefly) jest ogromny (względnie) konflikt/zagrożenie i postaci niczym w Star Wars w ten konflikt się w jakiś sposób mieszają, mimo że są raczej "przypadkowymi" bohaterami. Później robi się dziwniej, bo bardziej jak nawet Mad Max (2) czy Waterworld - schemat podobny jak wyżej, ale całość przestaje przypominać space operę... To jest bardzo osobliwy serial, zrobiony dla napalonych nastolatków przez... Gdyby nie to jak świat Lexx jest przemyślany powiedziałbym, że serial zrobili tak samo napaleni nastolatkowie

Tymczasem świetny początek pierwszego odcinka brzmi tak:
Później estetyka jak z Brazil Gilliama (tyle że w kosmosie) przywodząca (mi) jednocześnie na myśl filmy Jeuneta jak np. Delicatessen (chociaż to pewnie przez to, że główny aktor Lexx, Brian Downey, przypomina aktora z ww., Dominique Pinona, i gra podobnie ekscentryczną postać). Serial zaczął się od kilku pełnometrażowych filmów telewizyjnych, w każdym gościnnie jakiś znany na świecie aktor, samo wykonanie bez rewelacji, ale oglądało mi się dobrze, raczej niespieszna fabuła i ujęcia, takie w miarę poważne podejście do tematu. Drugi sezon to już dłuższa odcinkowo rzecz, Eva Habermann, aktorka mająca przyciągać widownię do ekranu swoją urodą, z serialu jakoś odeszła i została zastąpiona, zależnie od upodobań - mniej lub bardziej urodziwą Xenią Seeberg.
 |  |
Jeśli chodzi zresztą o seksualizację, to poza masą nagości zakrytej serial wypełniony był fallicznymi przedmiotami i designem statków itp. przypominającym tylko jedno od samego początku, no i cały czas się miotał między hard sci-fi a pastiszem gatunku... Na trzeci sezon fundusze zostały zresztą chyba obcięte, bo wtedy jakoś zmieniła się formuła serialu na taki "lokalny". A czwarty sezon dzieje się chyba na ziemi (piszę z tego co pamiętam i patrzę na szybko).
Czy jest to space opera - częściowo jest, nie chcę opisywać, bo wśród zagrożeń są m.in. gadające mózgi w jakiś sposób rządzące (wszech?)światem przez, zdaje się nadnaturalne moce, brzmi to co najmniej niedorzecznie, więc... Trochę jak opisywać Star Wars (albinos strzela z palców błyskawicami), tylko do którejś potęgi

Czy jest to dobra space opera - zdecydowanie nie, to jest taki niezobowiązujący serial, jest jakaś fabuła ciągła, są wątki poważniejsze, ale na pierwszym planie są przygody epizodyczne, i to odtwórcze, nic czego osoba siedząca w fikcji (czy to komiksy czy filmy itp.) nie widziała przysłowiowe milion razy, także nie wiem czy jest sens rozgrzebywać ten czy inne średnie seriale, czy są czy nie są space operami, bo takie średniaki i tak najlepsze być nie mogą
