Przepraszam Cię Michał. Akurat tak spontanicznie doczepiłam się twojego zdania...
Spontanicznie? Oj wątpię, przecież było to celowe i zamierzone

. Jak mówiłem napiszę coś więcej po pracy, więc nadstaw swojego ucha tego, do które nie szepce ci Sauron.
Najpierw plusy tego odcinka, a potem jakie mam do niego zastrzeżenia.
Widać, że drugi sezon ma większy budżet od pierwszego. Po drugim odcinku z atakiem na Jackson, zastanawiałem się czy starczy budżetu na kolejne odcinki i widać, że nie zabrakło. Odwzorowanie zniszczonego Seattle, które jest w grze miejscem większości wydarzeń wypada świetnie. Może rzeczywiście osoby nie znający gry nie docenią szczegółów jakie twórcy przemycają w tym odcinku, a jest ich masa. Sceny od wejścia do Seattle, poprzez grę na gitarze, aż po ucieczkę przed "grzybiarzami" są wręcz przełożeniem tego co zostało zaprezentowane w grze. I to wypada rewelacyjnie, bo twórcom udało się przenieś mechaniki jaki towarzyszą graczowi, czyli elementy skradankowe, napuszczanie na wrogich ludzi zainfekowanych, czy też to jak Elli zabija z ukrycia i zaskoczenia, jest to co prawda bardziej skompresowane, ale trzyma w napięciu, bo czuć zagrożenie wynikłe z sytuacji. Co ciekawe widać, że Elli ma problem siłowy z jednym z Wilków, którego udaje się jej powalić i dopiero wejście Diny z pistoletem ratuje sytuację, więc jest to bardzo realnie ukazane. Co ciekawe bóldupczenie z pierwszego odcinka, jak to "baba mogła chłopa większego do siebie położyć" pokazuje tylko brak uważnego oglądania, bo rzeczywiście Elli jest słabsza fizycznie to widać, ale tam zostało to wyjaśnione, tylko nie którzy zamiast oglądać serial, to chyba w tym czasie fantazjują o hobbitach

Z kolejnych rzeczy na plus to jest przedstawienie postaci Isaaca Dixona granego przez Jeffrey'a Wrighta, który dubbingował tą postać w .... grze. Dodatkowo dostajemy dzięki retrospekcji z nim, kolejne cegiełki do budowanie świata the Last of Us, ale także pokazuje nam jak bezwzględna to postać jest jeszcze przed późniejszą sceną z torturowaniem. Dodatkowo wątek Wilków i Serafitów wpisuje się w wątek serialu, gdzie ta spirala nienawiści powoduje ciągłą chęć zemsty na tych drugi za wyrządzone krzywdy, ale serial nadal bawi się z widzem ukazując Wilki jako tych "złych", gdzie Serafici pomimo swoje brutalności wydają się frakcją bardziej pozytywną (dla widzów może być zaskoczenie jak to dalej będzie rozwijane).
I to by było na tyle plusów, teraz minusy.
Przed wszystkim, to kiedy dziewczyny wkraczają do Seattle i to co tam robią. Akcja z wiekiem czołgu czy granie na gitarze (które było w grze) w świecie, gdzie hałas może zwabić Klikaczy, albo inne wrogie ludzkie frakcje jest idiotyczna. Dziewczyny zachowują się jakby sobie na biwak przyjechały, chyba za mało oglądały filmów postapokaliptycznych. Nie ma problemu z tym, że dziewczyny się ze sobą przespały, jednak to w jaki sposób zostało to rozegrane. Uczucie między nimi rodziło się od dawna (co było już pokazane w pierwszym odcinku), więc ten seks jest kulminacją tego wątku, tylko w grze dzieje się on wcześniej, ale tutaj pewne minimalne zmiany fabularne spowodowały przesunięcie go w czasie. Nawet ta scena z grą na gitarze pokazuje, że Dina jest w Elli zakochana (to widać na jej twarzy, kiedy patrzy jak Elli śpiewa). Ja nie mam problemu, że Elli włożyła rękę pomiędzy nogi Diny (proponuje się dokształcić jak to robią dwie kobiety, a nie elfy). Problem mam z tym jak do tego dochodzi: "jestem odporna" "jestem w ciąży" i w ślinę, jak w telenoweli brazylijskiej. To jest źle napisana scena bo one zapomniały nawet, gdzie się znajdują i co ich ściga. Jak chwalę ten serial za dobrze adaptowanie materiału źródłowego to tu scenarzyści zawodzą, ale to jest zaledwie jakieś 10 minut z prawie godzinnego odcinka, który trzyma w napięciu, ciekawie rozwija świat i daje nowe postacie.
Co do postaci Abby to wychodzi, że jej nie zobaczymy w tym sezonie, tak przynajmniej twierdzą osoby, które widziały wszystkie 7 odcinków i to uważam za minus, bo zdecydowanie jej historia powinna być ukazywane naprzemiennie z losami Elli.