Marvel Zombies, no spoko MCU w trochę ostrzejszej odsłonie. Animowanej ale zawsze.
What If niech dalej kontynuują bo te wariacje są spoko. Zresztą Marvel i DC zawsze stały multiwersum.
MoonKnight mało znany, ale jeden z ciekawszych bohaterów zmagający się z problemami psychicznymi. Do tego świetny aktor w tytułowej roli.
Kontynuacja X-menów z 97 roku. Przecież to jest jedna z najlepszych animowanych rzeczy razem z Batman TAS i Spider-manem z 94 roku.
Aghata: House of Harkness i Ms. Marvel delikatnie mówiąc nie zachwycają, ale parę rzeczy z potencjałem tutaj jest. Przesadzasz i tyle.
"Marvel Zombies" było tak ostre, że trzeba się było wpatrywać, żeby zobaczyć chociaż kroplę krwi.
"What If?" dooglądałem do 5 odcinka (chyba) i kompletnie nie mam ochoty zabierać się za to dalej. Nie dość, że wygląda paskudnie, to pełne jest różnych głupot, uproszczeń, czy motywów typu Pantera Kosmiczny Mesjasz.
Tu chodzi o to, że nie wszystko, co było w komiksach trzeba koniecznie wtłaczać do filmowego uniwersum. Jak widzę n-tą listę kolejnych nowych tytułów, spin-offy spin-offów, badziewne animacje i to zdjęcie Nicka Fury'ego, który wygląda jak wyciągnięty z jakieś taniej SF-szmiry, to kompletnie nie mam ochoty w ogóle w to brnąć. Za dużo tego, za szybko i o zbyt nieciekawych tematach.
Filmy filmami, jakie by nie były można śledzić, ale ten serialowy zalew już na pierwszy rzut oka odstrasza czasem, jaki trzeba by poświęcić, żeby to wszystko przerobić. Wolę odpalić ponownie "Iron Mana", "Winter Soldiera", "Infinity War", czy nawet powtórzyć netfliksowego "Daredevila" niż pakować się w seriale o jakiejś Riri Williams, Echo i Agacie Harkness.
Powtórzę swoje zdanie, że najciekawsze z tego wszystkiego wydaje się "X-Men '97", które z MCU nie ma nic wspólnego. No i może jeszcze "Moon Knight".
PS. Serial o jeszcze młodszym i jeszcze bardziej niedoświadczonym Spider-Manie niż ten w filmach w ogóle wydaje mi się chybionym pomysłem. Ale może przynajmniej to będzie Spider-Man, a nie Iron-Boy.