Czytałem w oryginale, świetne rysunki, sporo akcji. Nudni, stereotypowi bohaterowie (narwany młokos, super waleczna młoda dziewczyna, ekscentryczny wujek, ciapowaty wujek naukowiec, stara babcia co wie wszystko i walczy jak ninja

) naciągany wątek główny. Nie wiem, czy to spoiler, ale główna idea to
rasizm tworzy potwory, tutaj dosłownie zaraża i zmienia ludzi.
I sam pomysł, przy osadzeniu historii w Harlemie w odpowiednich latach wydawał sie sensowny, tak twórcy polecieli i rozwiązania fabularne zjadają własny ogon.
Pomysł, że czarna rodzina powstrzymuje szalejące potwory i przywraca je do normalności, jest ciekawy, ale konkrety są bez sensu.
Czy każda biała osoba może się zarazić, czy tylko rasiści? I czemu tylko biali, czarnoskóre postacie również nienawidzą białych, no ale rasizm działa tylko w jedną stronę.
Później w historii pojawia się Ku Klux Klan, dlaczego oni nie są potworami?
Pojawiają się rasistowscy policjanci, ale zostają zaatakowani przez zarażonych (czyli "swoich").
A później takich protekcjonalnych głupotek jest coraz więcej.
Podsumowując, nie dziwię się, że w USA zyskał rozgłos i nagrody. Jest to idealny komiks, który uderza we wszystkie popularne nuty zakorzenione w ich kulturę, w ich problemy, których u nas nie ma i nie było. Dodatkowo premiera w 2018 idealnie wpisała się w rosnącą popularność BLM (której szczyt był w 2020).