Chyba muszę w końcu dokupić tego Franka i przekonać się samemu, jak wypadają oba tytuły.
Jeżeli, ktoś czytał oba komiksy, to podpinam się pod pytanie babatmana i chętnie poznam Wasze opinie.
Wynik pomiędzy tymi dwoma pozycjami mógłby być nawet remisowy, bo zarówno w jednej jak i drugiej nie brak ciekawych postaci, mocnych historii i zaskakujących puent. Dla tych historii wojna jest jedynie tłem, bardzo istotnym, ale jednak tłem. W ognisku zainteresowań obu autorów znajdują się bowiem ludzie. Tacy zwykli, przeciętni, którzy nierzadko wbrew sobie znaleźli się w sercu wielkiego konfliktu i jakoś w tych warunkach próbują sobie radzić, przeżyć. Postaci ukazane są tu ze wszystkimi swoimi słabostkami, przywarami, małostkami. Rzadko bohaterscy, mało szlachetni. Raczej mali, małostkowi, źli, okrutni i bardzo wyrachowani, gnani instynktami. To skoro tyle podobieństw, to dlaczego nie można postawić znaku równości pomiędzy tymi dwoma pozycjami? Przyczyn jest kilka. Pierwsza to główny protagonista. EP to raczej postronny obserwator, może nie bierny, ale też nie jest typem człowieka, który całą opowieść niesie na swoich barkach. Pozwala wypowiedzieć się swoim towarzyszom, ale też i przeciwnikom. Daleki jest od taniego moralizatorstwa. Frank to jego zupełnie przeciwieństwo. To bohater czasów, w których powstawał. Zgorzkniały, cyniczny, ale i zaangażowany, zawsze na pierwszej linii, zawsze w centrum wydarzeń, nie bierny obserwator, nierzadko sam inicjujący zdarzenia buchający testosteronem samiec alfa (co jest wyjaśnione w dodatkach, gdy pierwotnie charakter jego pracy miał być nieco odmienny niż to, co finalnie otrzymujemy). Druga różnica wynika z umiejscowienia akcji na osi czasu. EP operuje w czasie 2 wojny światowej. Działalność Franka natomiast obejmuje późniejsze konflikty. I to akurat jest element, który fajnie się uzupełnia w obu pozycjach. Trzecia istotna różnica to charakter opowiadanych historii. EP to wojna, wojna i jeszcze raz (druga światowa) wojna. Natomiast Frank to nie tylko praca frontowa, nie tylko relacja z konfliktów. Sporo tu wątków obyczajowych (karnawał w Rio), czasem hipnotycznych, ponadnaturalnych, ezoterycznych, jak ten o zmarłym rybaku. W jednej historii nawet (zdecydowanie za długiej) Frank wraca w rodzinne strony, spotyka starych znajomych i bawi się w detektywa. Niewątpliwie jest to ciekawy kolaż, pozwala też Sommerowi wypowiedzieć się na inne tematy, wykraczające poza refleksje nad rolą jednostki w dużych konfliktach. I ta różnorodność powinna stanowić główny atut tego albumu i pewnie dla niektórych tak będzie. Ja natomiast czekałem, kiedy to się skończy i kiedy nasz dzielny reporter wróci na wojnę. Te pozawojenne historie, acz ciekawe, to nie było to, o czym chciałem czytać i trochę mi rozrzedziły wrażenia z albumu jako całości. Niektóre świetne, inne poprawne, czasem zaskakujące. Historie niejednoznaczne z dwuznacznymi wyborami moralnymi, ale jak na taką grubość komiksu było ich dla mnie zwyczajnie za mało, co w połączeniu z nieco sztampowym tytułowym bohaterem raczej zamknęło możliwość, bym ten album chciał jeszcze raz przeczytać. W przypadku EP sytuacja była zgoła odmienna, gdzie po pierwszym czytaniu pokusa ponownego sięgnięcia po lekturę była całkiem niełatwa do zignorowania.