Tylko po prostu wtedy za bardzo popytu na superhero nie było.
Żeby nie było - rolę Kołodziejczaka w Egmoncie do ok. 2013, a może nawet do ok. 2017, oceniam różnie, bywało lepiej, bywało gorzej. Być może gdyby podjął lepsze decyzje, to nie byłoby tak wielkiego kryzysu Egmontu ok. 2011 roku, ale nie zmienia to faktu, że superbohaterowie są dzisiaj dużo, dużo popularniejsi niż byli dekadę temu.
Dekadę temu takie filmy jak "Człowiek ze stali" czy "Iron Man 2", gigantyczne hity na świecie, które zarobiły kilkaset milionów dolarów, w Polsce miały widownię w kinach na poziomie 200 tysięcy widzów, co było wówczas porządnym wynikiem jak dla superhero w Polsce.
Dziś 2. "Shazam" ma już w Polsce lepszy wynik, trochę powyżej 200 tysięcy, choć na całym świecie jest klapą, a te ok. 200 tysięcy to najgorszy wynik dla filmu superhero w Polsce od paru dobrych lat.
Oczywiście widownia kinowa nie przekłada się 1:1 na popularność komiksowych superbohaterskich, ale superbohaterowie stali się w Polsce dużo bardziej mainstreamowi, co przekłada się też na to, że tak jak kiedyś był problem ze sprzedażą kilkuset sztuk, to dziś sprzedaż jest dużo wyższa.