W moim odczuciu tłumacz Zjawiskowej She-Hulk spisał się na medal. Bardzo dobrze mi się to wszystko czytało, było to spójne i płynne. Więcej takich przekładów.
Tych feminatywów czy innych nowoczesnych tworów nie ma wcale tak dużo. "Gościni" mi nie przeszkadzała nic a nic. Może to dlatego, że już się przyzwyczaiłem. No cóż... pewnie jestem wśród takich wolno ugotowanych żab. Ale powtórzę: nie uważam, żeby tam tego było dużo. A to, że tomy z lat 80/90 są językowo uwspółcześniane, no szkoda, ale... taki mamy Egmont.
@Takesh: z tymi nieostrościami to ja pisałem. Zdjęć już nie wrzucę, bo She-Hulk zmieniła właściciela. To inny temat, jak mi ten tom szybko rynek zassał

. Wydaje mi się, że te nieostrości to nie tylko mój astygmatyzm, ale to tam jest: kto chce sprawdzić, niech zerknie na stronę 41 polskiego przekładu (tę stronę zapamiętałem). Oprócz tego strony z tym agentem zastępującym Nicka Fury'ego. To nie są wielkie rozjazdy, ale moim zdaniem tam są. Chętnie poznam opinię innych i najwyżej powiem, że spoko.
She-Hulk niezmiennie polecam. Jako komedię, lekką nawet parodię konwencji, nie klasyczne SuperHero. To bardzo ważne, żeby podejść do tego tytułu z odpowiednimi oczekiwaniami. Byrne jest przemistrzem. Tom jest bardzo fajnie wydany, nic nie trzeszczy, nic nie strzyka.